środa, 17 lutego 2016

Od Nigtmare

Słyszę krzyk. Coś jest nie tak. Odwracam się, aby zobaczyć, że moja towarzyszka spada. Skaczę ku niej.
- Lunaja! - krzyczę. Po chwili zauważam, że jest bezpieczna na półce poniżej.Stoi tam basior z futrem czarnym, niczym nocne niebo. Przyznaję, jest równie piękne, jak ta pora doby. Zeskakuję do dwójki wilków poniżej. Dotykam nosem głowy małej wadery. Jest bezpieczna. Czemu się tak przejmuję? Ona po prostu… Kogoś mi przypomina. Ale kogo? Tego nie wiem. Jej oddech się uspokaja. Zastanawiam się, co zrobić, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła. Myślę, przyglądając się małej. Wpadam na pomysł. Łapię ją za kark i wrzucam na plecy.
- Tak będzie bezpieczniej - mówię bezuczuciowym głosem. - A ty… Nie wiem, kim jesteś, jednak możesz chyba iść z nami… - wypowiadam słowa cicho. Koniec, końców, uratował Lunaję. - Jak cię zowią? - pytam, spoglądając prosto w oczy wilka. Przez chwilę się waha.
- Raat - odpowiada w końcu. Kiwam głową. Mówię krótko “Chodź” i wspinam się na półkę powyżej. To naprawdę dziwny patrol.
***
W końcu przeszliśmy przez tą górę. Nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy. Dziwnie się czuję, kiedy ktoś na mnie patrzy… Kroczę spokojnie przez las. Przypominam sobie o wilczycy na moich plecach, gdy upomina się o zdjęcie siebie. Ściągam ją. Bez słowa idę dalej. Oglądam się za siebie, dwójka wilków kroczy za mną. To chyba nietypowe… Tak, to słowo powinno pasować. Nie codziennie wadera z amnezją, która ledwo co dołączyła do watahy wilków bez pamięci, spotyka dwóch kolejnych przedstawicieli swego gatunku, w dodatku również nic nie pamiętających, a następnie prowadzi ich do stada. Prawda...? No to do typowych rzeczy raczej nie należy. Szłam spokojnie, kiedy księżyc przesuwał się po nieboskłonie w stronę zachodu, choć daleko mu jeszcze było, żeby schować się za horyzont. Spoglądam na niebo. Słowami się nie da opisać tego doskonałego uroku, jakim jest rozgwieżdżone nocne niebo. Od kiedy tu jestem… Coraz częściej się zastanawiam, jak by to było, gdybym stała się jedną z tych pięknych, lśniących gwiazd… Wspaniała i niedostępna, miast okropna i do niczego. Przyciągałabym wzrok, samotna, a jednak dookoła mnie byłyby tysiące innych. Znaczyłabym coś. Zamyślam się. Nagle uderzam głową w drzewo. Auć…
- Nic ci nie jest? - pyta Lunaja. Kręcę przecząco głową. Postanawiam już więcej tak nie robić. Jeszcze się zgubię i co wtedy? Będzie problem.
***
Idziemy już dosyć długo. Nie należę do osób marudzących, ale łapy mnie już bolą. To powoli robi się nudne. Nagle spotykamy kogoś. To jakaś wadera. Pomijam szybką i krótką konwersację, po której ona również do nas dołączyła. Jej imię to Effie.
***
Nareszcie doszliśmy pod wodospad! Księżyc chyli się już ku zachodowi, ustępując miejsca jasnemu słońcu. Przymykam oczy, gdyż światło dzienne mi przeszkadza. Szukam Yanan albo Kitsune.

<Ktoś to dokończy? Ponownie proszę o wybaczenie długości>

środa, 10 lutego 2016

Od Raata

- Noc już nadchodzi i spogląda
Tysiącem oczu naokoło
Bogini, strojna klejnotami
Napełnia przestrzeń, nieśmiertelna
Zalewa góry i doliny,
Poświatą gwiazd ciemności razi.
Słodki dla uszu kobiecy głos urwał się nagle, zostawiając Raata samego ze sobą. Basior poczuł pustkę. Nagle był samotny. Nigdy nie czuł...nicości. Teraz niemal go dusiła. Nic nie widział. Tylko czuł.
Aż głos się odezwał. Ale tym razem nie przyniósł wytchnienia. Był... gniewny.
- Przeklinam cię, Raat, synu Nocy. Nie wrócisz na nieboskłon.
I wszystko znikło...
Nie, nie ,,znikło"...POJAWIŁO SIĘ. Ciemny jak nocne niebo basior otworzył oczy. Leżał na brzuchu. Nie wiedział czemu. Nie poruszając głową przyjrzał się otoczeniu. Co to za miejsce? Rozpoznał kilka kształtów. Drzewa. Dużo drzew. Wokół niego. I trawa. Miękka, puszysta murawa. Podniósł głowę. Popatrzył na swoje łapy, miętosząc zielone źdźbła między palcami. Zmrużył oczy w zastanowieniu. Teraz zauważył, że jego łapy pokrywają...płytki. Tak, to chyba odpowiednia nazwa.
Spojrzał na niebo. Nie mógł tego robić zbyt długo, bo oczy zaczynały go boleć. To przez tą świecącą kulę...Słońce! Tak, to na pewno to! Ale...kim był on sam?
Wstał. Zrobił kilka kroków. Bez zastanowienia ruszył przed siebie w las.
- Kimże jestem? - zastanowił się na głos.
Przecież musi coś pamiętać. Po kilkunastu minutach trafił na rzekę. Zatrzymał się nad taflą, stojąc do niej bokiem. Przekrzywił łeb i uśmiechnął się. Jego futro było czarne, z granatowym odcieniem. Jak...
- Raat - powiedział. - Noc.

Kaala (to przezwisko również samo wpadło do jego głowy) szedł tak przez kilka godzin, aż niebo stało się pomarańczowe. Początkowo go to zdziwiło. Dopiero po kilku minutach przypomniał sobie, że zjawisko, które obserwuje to najzwyklejszy zachód słońca. A gdy słońce zniknęło, ziemię spowił mrok. Czując lekkie znużenie ułożył się do snu pod jakimś drzewem.
Gdy otworzył oczy nie widział nic. Trwało to jednak tylko kilka sekund. Wzrok basiora w mroku wyostrzał się nienaturalnie szybko, chociaż on o tym nie wiedział. Nie czuł już zmęczenia, ale mimo tego był pewien, że o tej porze wszyscy śpią. Nie wystraszył się mroku nocy.
Przeraził go księżyc.
Nie wiedząc czemu, gdy spojrzał w białą tarczę, poczuł strach. Coś jakby ścisnęło go za gardło.
~ Słusznie czynisz.
Wzdrygnął się. Nie był pewny, co właściwie usłyszał. Głos...ni to męski, ni kobiecy. Jedno było pewne: był pełen nienawiści.
~ Bój się, Shaheedon. Powinieneś. Nie masz tu już przyjaciół...
Kaalę ogarnął lęk. Niezdrowy, paniczny. Zamknął oczy i jakby we śnie zacytował:
- ...Poświatą gwiazd ciemności razi.
I nagle w głowie coś mu się odblokowało. Jak stara piosenka. Tekst sam pojawił się w jego głowie, a on go powtarzał. I lęk znikał, wraz z kolejnymi wersami hymnu:
- Zorzę swą siostrę zastąpiła
Bogini cicho stąpająca
I rozpostarła mrok dokoła.
Ty jesteś naszą, gdy przychodzisz,
Idziemy wszyscy na spoczynek
Jak ptaki do swych gniazd na drzewa.
Głos ucichł.

Następny dzień zmienił życie Raata na zawsze.
Basior dalej szedł przed siebie. Czuł, że tak miało być. Tego chciał los - by on miał iść właśnie w tamtej minucie tą górską ścieżką. I by w tym samym momencie wyżej szły dwie wadery.
Do uszu Kaali dotarł krzyk. Zadarł łeb do góry. Krawędzi urwiska trzymała się biała wadera. Basior zareagował instynktownie. Zawrócił i pobiegł w jej stronę. W tym samym momencie, gdy dziewczyna spadła, czarny wilk był tuż pod nią na skalnej półce. Dotarł do krawędzi i w ostatniej chwili chwycił ją zębami za kark. Wilczyca dyszała z przejęcia. Raat wciągnął ją delikatnie na półkę.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
Dziewczyna niepewnie pokiwała łbem.
- Lunaja! - basior obejrzał się. Z góry zeszła do nich druga wadera, wyraźnie zmartwiona.

<Nightmare? Lunaja?>

sobota, 6 lutego 2016

Omega - Raat

Chyba padnę z wrażenia! Następne stworzenie płci męskiej! Przywitajcie się "ładnie" z Raat'em <Ty spryciarzu, trafione w sedno - hindi, które ubóstwiam ^^>


Motto: "Drwi z blizn, kto nie zaznał rany"
Imię: Raat (z hindi oznacza ,,noc")
Pseudonim: Kaala (,,czarny"), czasem wydaje mu się, że same cienie mówią do niego Shaheedon (,,upadły")
Płeć: Basior
Wiek: 4 lata
Jaki stworek: Półkrwi Dewa
Stanowisko: Szpieg
Ranga: Omega
Rodzina: Jego matką jest Ratri - bogini nocy, czego oczywiście Raat nie wie i przy tym zostańmy. Obecnie każdego członka stada traktuje jak braci i siostry
Partner: Każdemu przyjdzie taki czas by się ustatkować. Zobaczymy, kiedy się przydarzy Kaali...
Potomstwo: To zależy już tylko od woli jego przyszłej partnerki (o ile takowa istnieje). Nie ma nic przeciwko dzieciom, ale wiadomo, ostatecznie wszystko zależy od przedstawicielki płci pięknej.
Charakter: Raat jest przede wszystkim wilkiem ceniącym sobie honor. Nie byłby w stanie zaatakować kogoś bezbronnego czy słabszego od siebie. Nie toleruje też takich zachowań ze strony innych i stara się je tępić. Jak na wilka pozbawionego pamięci, Kaala okazuje się świetnym psychologiem i chociaż jego metody wydają się niedelikatne lub po prostu dziwne, zawsze przynoszą skutek. A ponieważ lubi pomagać innym, jeśli masz jakiś problem to Raat chętnie cię wysłucha i przynajmniej postara się coś zaradzić. Basior jest także uczciwy, kłamie tylko wtedy gdy to konieczne, albo jeśli się z kimś droczy, ale wtedy aż widać, że nie mówi prawdy. Tak, tacy jak on potrafią się przekomarzać i rzucać złośliwe komentarze. Robi to w dwóch przypadkach: albo najzwyczajniej się wygłupia (takie typowe przyjacielskie przepychanki), albo stara się komuś uświadomić coś oczywistego. Trudno go wyprowadzić z równowagi, ale jeśli już do tego dojdzie to niech niebiosa chronią nieszczęśnika, który mu się naprzykrzył. Raat, o ile długo urazy nie chowa, zawsze pamięta, kto mu nadepnął na odcisk, mimo iż tego nie okazuje. Trudno jest mu wybaczyć komuś brak szczerości, zwłaszcza jeśli oszukała go osoba, którą uznawał za przyjaciela, a już na pewno nie umie wybaczyć zdrady. Kaala to wilk inteligentny i przebiegły. Ma umysł taktyka. Nie boi się wyzwań, ale nie porywa się z motyką na słońce, póki nie upewni się czy jest sposób by ten pojedynek zwyciężyć. Czasami chyba zbytnio filozofuje (uwielbia zwłaszcza zagadnienia moralne), czym często robi innym papkę z mózgu. Dla Kaali każde istnienie ma znaczenie. Basior (możliwe, że przez swoje wychowanie sprzed utraty pamięci) każdego wilka nazywa swoim bratem lub siostrą, co w końcu kłamstwem tak całkowicie nie jest, przecież to jeden gatunek. Dla swojej watahy jest w stanie poświęcić życie.
Specjalności: Skóra Raata jest niesamowicie wytrzymała. Trudno ją rozciąć, a żeby ugryźć go do krwi trzeba naprawdę wiele siły. Szkielet basiora także potrafi sporo znieść. Nie znaczy to jednak, że nic go nie boli - obtłuczenia i siniaki to dalej katorga, jedynie ranami ciętymi oraz złamaniami nie musi się martwić. Kaala potrafi się bezszelestnie skradać, a dzięki ciemnej barwie futra trudno go zauważyć w cieniach. Do tych nadnaturalnych zdolności można zaliczyć zamianę w cień - wilk zmienia się we własny, płaski cień. Trzeba przyznać, że wygląda to dość dziwnie: idziesz sobie polną drogą aż nagle obok twojego własnego cienia pojawia się cudzy, patrzysz w bok, ale właściciela nie ma. Raat potrafi także stać się cudzym cieniem, musi jednak przy tym bezbłędnie naśladować ruchy śledzonego wilka, inaczej zostanie wykryty. W nocy staje się silniejszy niż przeciętny wilk, jakby ta napełniała go mocą. Szczególnie czuje jej wpływ kilka godzin przed wschodem słońca.
Zainteresowania: Jak już zostało wspomniane, basior lubi zagadnienia filozoficzne. W wolnym czasie zajmuje się myśleniem nad zagadnieniami moralności. Lubi dyskutować na dane tematy z innymi, jednak rzadko znajduje kogoś ku temu chętnego. Niemniej rozumie, jeśli ktoś nie chce robić debat filozoficznych, bo nie wszyscy muszą to lubić. Chętnie spędza czas ze swoimi przyjaciółmi, nie ważne jak. Nawet jeśli za czymś zbytnio nie przepada, jeśli jego towarzysze to lubią, to on jest w stanie to ścierpieć. Kocha muzykę i poezję, sam jednak śpiewać nie potrafi, lecz ma pamięć do piosenek oraz wierszy.
Wygląd: Raat jest całkiem wysoki i w większości przypadków musi podczas rozmowy patrzeć na innych z góry, chociaż zapewne są wyżsi od niego. Jest dobrze zbudowanym wilkiem - nie jakimś mięśniakiem, ale jednak widać, że w przeszłości musiał przejść sporo treningów. Na łapach ma twarde płytki, przypominające żółwią skorupę. Jest to swego rodzaju naturalny pancerz wytworzony przez jego skórę. Jego sierść jest gęsta, kędzierzawa i wiecznie zadbana (chociaż Kaala w ogóle się nią nie zajmuje). Ma kolor czerni, jednak nie przywodzi ona na myśl mroku jakiejś jaskini. Bardziej nocne niebo, przez swój lekko granatowy odcień. Jego pysk ma niemal królewski profil: duże uszy, długa prosta kufa, kwadratowy nos i sporo wąsów. Jego oczy są koloru bursztynu, odcinają się od ciemnego futra. Podobnie cztery, symetryczne do siebie białe plamy: po jednej kresce pod obojgiem oczu i większym półkolu nad. W uszach ma cztery identyczne kolczyki z brązu.
Inności:
- Kaala zwykł wstawać dobre cztery godziny przed wschodem słońca, gdyż rozpierająca go wtedy moc nie daje mu spać. Musi więc ten czas na wykorzystywać na czymś innym.
- Basior, mimo iż kocha nocne pory i wtedy jest najsilniejszy, zawsze pod osłoną nocy czuje kierowaną w jego stronę potężną nienawiść, szczególnie gdy patrzy w księżyc. Nawet słyszy czasem bezcielesny głos, ni to męski, ni kobiecy. Jakby ktoś przez całą noc dyszał mu w kark i szeptał ,,Nienawidzę cię, Shaheedon, nienawidzę z całego serca”. Jest to uczucie tak nieprzyjemne, że Raat słysząc te podszepty czuje jakby na jego szyi zaciskała się jakaś pętla.
- Wilk po obudzeniu pamiętał poza swoim imieniem i przezwiskiem Kaala dwie zwrotki tajemniczego hymnu. Jest to pieśń pochwalna ku bogini Ratri, ale basior tego, rzecz jasna, nie wie. Często ją sobie recytuje tłumacząc, że skoro to jedyna rzecz jaka pozostała w jego umyśle, to nie może sobie pozwolić by ją zapomnieć.
- Raat mimo przecież jeszcze młodego wieku odzywa się do wszystkich nieco oficjalnie, z wyższą kulturą. Korzysta też z dość przestarzałego języka. Nauczył się jednak mieszać go z współczesnym, dzięki czemu da się go zrozumieć.
Właściciel: RedRidingHood


Od Rosso CD Daery: Do wodospadu

Basior zmarszczył brwi na moment. Nieznajoma zachowywała się...dziwnie. Tak, to chyba dobrze opisujące to zachowanie. Szybko jednak przestał się tym martwić. W końcu przecież trafił na innego wilka, prawda? Z tego powinien się cieszyć.
- Ładne imię - powiedział uśmiechając się lekko. - Prawda Crach?
Kruk napuszył się, tym razem z lekka naburmuszony. Odwrócił się tyłem mówiąc w ten sposób ,,Moje ładniejsze”. Po chwili zaś odwrócił łeb i zakrakał na Czerwonego oskarżająco.
- Że co proszę? - odpowiedział wilk.
- Kra! - burknął ptak.
- Ach tak? Mogłem ci wymyślić lepsze? - zaśmiał się wilk. - No przepraszam bardzo. Spróbuj dostać amnezji i wymyślić krukowi ładne imię.
Dera patrzyła to na basiora, to na kruka, zupełnie nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
- Ty go rozumiesz? - zapytała.
- Znaczy się... - basior urwał nie wiedząc co odpowiedzieć. W pewnym sensie rozumiał co Crach do niego ,,mówi”, ale...trudno to wyjaśnić. Postanowił zmienić temat: - Co to jest ,,amnezja”?
- Liczyłam, że skoro znasz tą nazwę, to ty mi na to odpowiesz - wadera uśmiechnęła się. - A ty nie bądź taki zazdrosny, Crach. Przecież ci mówiłam, że masz ładne imię!
Kruk odwrócił się niechętnie, przyjmując przeprosiny (tylko ciekawe za co).
- A tak w ogóle to jestem Rosso - przedstawił się basior.
- Sobie tez imię wymyślałeś, Czerwony? - powiedziała złośliwie Daera.
- Ciiicho, nikt nie musi wiedzieć - odparł z przekąsem basior. Polubił ją.
Wadera przeciągnęła się.
- Co teraz robimy? - zapytała.
- Wydaje mi się, że powinniśmy poszukać innych wilków - zaproponował Ross.
- A to niby dlaczego?
- Tego też nie wiem. Po prostu wydaje mi się, że tak ma być - wilk przekrzywił łeb.
Daera zamyśliła się, po czym wzruszyła wilczymi ramionami. A że oboje nie mieli nic do roboty, ruszyli przed siebie.

Rosso przeleciał nisko nad drzewami. Rozglądał się uważnie, ale w pobliżu nie było ani jednego wilka. Westchnął i zatoczył półokrąg zawracając. Wypatrzył idącą w dole ścieżką Derę, ponownie nawrócił i wylądował miękko obok niej, od razu idąc marszem.
- I co? - zapytała, choć po kwaśnej minie towarzysza znała już odpowiedź.
- Znowu nic - basior pokręcił głową. - Zbliżamy się powoli do centrum doliny...Obudziliśmy się chyba na jej zachodnim krańcu.
Na karku Daery wylądował Crach. Usadowił się wygodnie. Paskudny leniuch, pomyślał z rozbawieniem Rosso.
- Widać pozostaje nam tylko brnąć dalej - westchnęła Dera.
- No naj... - zaczął basior, ale nagle pociemniało mu w oczach.
Gdy się rozjaśniło zobaczył zupełnie inne miejsce. Patrzył jakby z lotu ptaka. Obraz był rozmazany, skupiał się tylko w jednym miejscu poniżej. Była to biała plama...Nie...WILK! Wadera, konkretnie. Z długimi, białymi włosami. Mówiła coś do podążającego za nią ciemnoszarego basiora. Jednak Rosso miał problemy z rozróżnieniem słów. Jakby był pod wodą...brrr, nieprzyjemne uczucie. Wtedy zobaczył gdzie zmierzała ta para...Wodospad, wysoki. I chyba całkiem niedaleko...
- Rosso!
Basior ocknął się. Potrząsnął głową. Odkrył, że leży bokiem na ziemi, chociaż głowę by dał, że wcale się na niej nie kładł. Wstał i otrząsnął się cały.
- Co ty było? - zapytał sam siebie, lekko przerażony.
- Mnie się pytasz? - Daera wyglądała na równie zaniepokojoną. - Od tak padłeś na ziemię i nie chciałeś się ruszyć!
- Długo mnie...nie było?
- Jakąś minutę, ale weź mnie, do chole*y, nie strasz!
- J-ja coś widziałem - wystękał basior.
Wadera zmarszczyła brwi.
- Miałeś...wizję? Chyba tak to się nazywa...
- Tak! Wizję! I były w niej dwa wilki!
- Wilki?! Gdzie?
- Chyba szły nad jakiś wodospad...całkiem spory. Wydaje mi się, że to niedaleko stąd. Chyba...w tamtym kierunku! - Ross wskazał łapą nieco na lewo.
- Skąd to wiesz?
- Nie mam zielonego pojęcia. Ale czuję, że te wilki dalej tam są i może nam coś wyjaśnią.

<Daera? Wybacz stan tego opa...i czas ;-;>

środa, 27 stycznia 2016

Od Lunaji CD Nightmare

-Właściwie…to…miałam spytać o to samo. A co do twojego pytania…to błąkam się tu już od jakiegoś czasu. Nic nie pamiętam… Czy my się znamy?
-Sama nie wiem… Jednak dziwi mnie to, że taka mała wadera błąka się w takiej okolicy. Oraz interesujące jest to, że nie wystraszyłaś się mojej postaci (tak jak straszy to połowę wilków, które mnie spotkało lub widziało).
- No wiesz mnie takie rzeczy zbytnio nie zaskakują. Jednak możliwe że… Nie jeden wilk pewnie przestraszyłby się, jak taka potężna wadera jak ty, wpadła na niego i go staranowała. Ale… Nie będę ci tego wypominała, bo taka nie jestem. Dziwi mnie jednak, co ty tu robisz. Nie spotkałam tu nigdy żadnego wilka… Do tej pory.
- Odważna z ciebie wadera. Jestem tu na patrolu naszego stada…
- Czekaj… Czyli mówisz że jest tu jakieś stado?
-Pewnie że jest. Tylko jeśli chcesz do nas dołączyć musisz porozmawiać z Yanan. Jest alfą naszego stada. Ja w tej kwestii nie mam nic do powiedzenia… A teraz muszę iść, ponieważ jak już ci mówiłam mam patrol nocny naszej watahy.
-Tak po prostu mnie zostawiasz? Dam sobie jakoś radę. Mam jeszcze tylko dwa pytania…
-Dobrze, ale tylko dwa ok? Spieszę się.
-Dobra, dobra… To pierwsze pytanie brzmi tak: Jak masz na imię? Natomiast drugie jest takie: Wskażesz mi drogę do tej całej Yanan?
-Czyli tak. Mam na imię Nightmare. Jeszcze jedno… A mianowicie mogę cię do niej odprowadzić… Oczywiście w ramach mojego patrolu.
-Naprawdę?! Dziękuję!

Ruszyłyśmy więc w drogę, Nightmare lawirowała między drzewami nic nie mówiąc aż nagle...
-Umiesz chodzić po górach… Prawda?
-No… Raczej… - Czym są góry?, pomyślałam ale tylko w głowie.
-Dobra… To już tu.
Spojrzałam na strome kamieniste wzgórza . To wchodzimy…
Gdy byłyśmy już prawie na szczycie coś poszło nie tak… Źle postawiłam łapę i przez to… Zsunęłam się z góry. Może gdyby był tam grunt to nie przestraszyło by mnie, bo łatwo byłoby się wgramolić z powrotem. Jednak pode mną była niekończąca się przepaść. Trzymałam się góry tylko jedną łapą.
-Nightmare!
<Czy pomożesz swej towarzyszce, czy zostawisz ją nad przepaścią? Nightmare?>

wtorek, 26 stycznia 2016

Od Nigtmare: Spotkanie

W trakcie tego snu biegłam, nie zatrzymywałam się. Mijałam inne wilki, ale patrzyły na mnie, jak na potwora. Nagle zatrzymałam się przy grupce szczeniąt. Błyskawicznie obskoczyły mnie zadowolone z mojego widoku. Znałam je. Na pewno. Zależało im na mnie. Nagle skoczył na mnie jakiś basior. Przygniótł mnie do ziemi, natomiast młode się gdzieś rozbiegły. Trzymał mi łapę na szyi, dusił mnie. Wierciłam się jak tylko mogłam, poraniłam go pazurami, ale on stał niewzruszony i nie puszczał mnie.
- Kochałem cię, wiesz? Ale ty... - warknął ostatnie zdanie. Ja co? O co im chodzi? Co ja zrobiłam? Powoli tracę świadomość, odpływam.

***
(Tak, tu następuje zmiana czasu narracji)
Budzę się nagle. Łapczywie wdycham powietrze. Jest wieczór, słońce właśnie schowało się za horyzont. Na zebraniu tej... No... Watahy! Na zebraniu watahy dostałam zadanie patrolowania terenu naszego "stada" nocą. Pasuje mi to. Światło dzienne mnie razi, bolą mnie od niego oczy. Podrywam się z miejsca. Ruszam przed siebie. Idę powoli, rozglądam się na boki. Tak właściwie nie wiem, co mam robić. To tutaj jest ktoś, kto może nam zagrozić? Albo coś w tym stylu? Nie rozumiem, zbyt mało pamiętam. Zaczynam bieg. Dyszę, jednakże pędzę niezwykle szybko. Nagle potykam się coś. Patrzę na to. Właściwie na kogoś. Przede mną stoi mała wadera. No, po prostu cudownie. Kolejny towarzysz niepamięci. Znaczy chyba. W końcu łączy nas jedno - wszyscy straciliśmy pamięć. Spoglądam na małą, biało-czarną waderę.
- Co tutaj robisz, malutka?

<Lunaja? Wybacz mi tę długość, błagam>

sobota, 2 stycznia 2016

Omega - Dave Strider

Wiecie co? Bogowie mnie kochają! Przywiało nam zza gór następną duszyczkę do pożarcia - powitajmy Dave'a, kolejnego Śpiewaka!

Motto: "Raz masz ciastka, a raz nie masz. Jestem jak ciastka"
Imię: Dave Strider
Pseudonim: Nie ma. Po prostu Dave (Strider, hehe)
Płeć: Basior
Wiek: 3 lata
Jaki stworek: Rycerz Czasu
Stanowisko: Śpiewak
Ranga: Omega
Rodzina: Miał siostrę i starszego brata, ale cóż, nie żyją
Partner: Nie ma
Potomstwo: Na razie o tym nie myśli
Charakter: Jeśli ktoś miałby określić Dave'a w dwóch słowach, zapewne powiedziałby "narcystycznie ironiczny", jednak w najlepszym tych słów znaczeniu.
Zachowuje się jak typowy spoko ziomek, który mieszka na typowo spoko osiedlu. Zawsze pomoże przyjacielowi, nie ważne czy w kwestii miłosnej, czy akurat wyciągnie go z płonącej pułapki na niedźwiedzie. Jak zostało wcześniej wspomniane, to Narcyz i to całkiem spory. Ma o sobie bardzo wysokie mniemanie i już z daleka emanuje swoją pewnością siebie. Wszytsko, co robi musi być cool i ironiczne. Kocha ironię, a także żarty, które dość często opowiada. Równie często rzuca jakimiś rymami i fragmentami piosenek, które wymyśla na bieżąco. Z weną nie ma żartów, powaga. Strider ma wiecznie kamienną twarz, z której trudno wyczytać jakiekolwiek emocje, nawet w stresujących czy bardzo śmiesznych sytuacjach (+50p do bycia cool).
Jest bardzo bezpośredni, jeśli kogoś nie polubi powie to od razu, ale to nie znaczy, że jest wyprany z empatii i poczucia w sytuacji. W razie czego, zawsze umie wybrnąć z nieprzyjemnego dla niego tematu. Często może robić na pozór, i nie tylko na pozór, głupie rzeczy, nie martwiąc się o konsekwencje. W końcu kto by mógł się denerwować na tak niesamowitego kolesia jak on?
Specjalności: Dziwną umiejętnością Dave'a jest przenoszenie się w przyszłość i przeszłość, a dokładniej, na różne linie czasowe, nie wykluczając tego Dave'a, który żyje na tej konkretnej linii. Jednak może przez to wywołać kilka paradoksów czasowych, więc rzadko to robi, bo przecież nie chcemy armii Striderów z różnych punktów w czasoprzestrzeni. Ma też bardzo, może nawet trochę za bujną wyobraźnię.
Zainteresowania: Największym zainteresowaniem wilka jest, dosłownie, robienie niczego (UWAGA: nie pomylić z nic nie robieniem!). Lubi też śpiewać, słuchać muzyki oraz rysować ironicznie śmieszne komiksy. Gdy znajdzie sok jabłkowy, spędza czas na delektowaniu się jego smakiem.
Wygląd: Strider jest sporym, dobrze zbudowanym wilkiem, na pewno większym niż inne w jego wieku. Jego jasna, miejscami prawie biała, sierść jest zawsze perfekcyjnie ułożona. Nawet kiedy wydaje się potargana, wciąż jest perfekcyjna. Nieodłączną częścią wyglądu Dave'a są okulary przeciwsłoneczne, które zakrywają czerwone jego ślepia. Bez tych okularów czuje się nagi, bywa, że nawet w nich śpi.
Inności:
~ Z jakiegoś powodu pociąga go kolekcjonowanie słabych katan
~ Panicznie boi się kukiełek i pluszaków
~ Jego ulubionym słowem jest "bro"
Właściciel: Tantanka