środa, 5 sierpnia 2015

Od Effie - Kogo to zguba?

        Kremowa wilczyca kręciła się wokół wielkiego drzewa iglastego. Była to akurat sosna, która rosła w Zapomnianej Dolinie.
– Coś tu musi być… – mruczała pod nosem, rozgrzebując łapami ściółkę koło wystających z ziemi korzeni choinki. Znajdowały się tam również stare, zbrązowiałe igły, które co chwilę wbijały się w łapy wadery, lecz ona i tak wytrwale szukała tego „czegoś”, co mogłoby ją naprowadzić na jakiś trop w drodze do przypomnienia sobie jej przeszłości.
– Mam! – zawołała do siebie przenikającym szeptem, gdy jej czerwone oczy ujrzały kępkę futra. Ale jakże, nie były to włosy naszej bohaterki, o nie. Przecież ona nie posiada czarnego ubarwienia!
Ostrożnie wyciągnęła łapę, by sięgnąć po swoje znalezisko, lecz uważając, by niczego przy tym nie uszkodzić i włożyć do małej kieszonki, przymocowanej do jej dużego „plecaka”, którego miała umocowanego na grzbiecie. Służył on właśnie do przechowywania jej znalezisk. Lewa torba, by mieścić różne zioła, a prawa, by chować tam wskazówki co do jej przeszłości.
Obecnie ta sierść była największą wskazówką, jaką udało jej się do tej pory znaleźć, więc starała się zachować wszelkie środki ostrożności.
Ale najpierw wyjaśnijmy sobie DLACZEGO Effie szuka właśnie w tym miejscu? A dlatego, że to właśnie tam się „przebudziła”.
A było to tak…

******

        Słońce dopiero wyłaniało się znad horyzontu, gdy wadera gwałtownie zacisnęła swoje powieki i leniwie je otworzyła. Podniosła swój łeb i przetarła ślepia łapą. Potem rozejrzała się dookoła, wyraźnie zaciekawiona swoją obecnością w tym miejscu. 
Jej ciało leżało (już nie, ponieważ się podniosła) na boku, pod koroną wielkiego drzewa, jakby było tam pogardliwie rzucone lub przynajmniej popchnięte. Zaniepokojona wilczyca poderwała się z miejsca i zaczęła panicznie przeglądać swój zbiór wspomnień, by sprawdzić przyczynę tego zjawiska, lecz… O zgrozo! Nic nie pamiętała! Jak to możliwe?! Czyżby była to sprawka czarów? A może po prostu mocno uderzyła się w głowę? Sen! To musi być sen!
Wilczyca gwałtownie potrząsnęła łbem na boki, próbując wybudzić się z tego koszmaru. Ale jak na złość, to nie działało…
– Co się tutaj dzieje? – szepnęła do siebie bynajmniej nie spokojnie – Gdzie ja jestem?! – zapytała już głośniej, lecz wraz z tym, bardziej podsycała w sobie strach – Ca ja tutaj robię?! – krzyknęła w przypływie paniki – KIM JESTEM?!

******

        Oj, tak. Effie pamięta tą scenę tak wyraźnie, że to aż dziwne. W drodze do swojej jaskini zawsze ją sobie przypomina z nadzieją, że może na coś wpadnie.
„Powtórzmy to raz jeszcze...”, wilczyca zaczęła intensywnie myśleć. Nie, może „zaczęła” to złe słowo, z uwagi na to, iż ona zawsze się zastanawia. Nawet gdy śpi! „Nie była to utrata pamięci przez uderzenie w głowę. Gdy się ocknęłam, nic mnie nie bolało. Tak więc, wykluczane jest również jakoby zostałabym uderzona jakimś magicznym pociskiem. Jakkolwiek straciłam swoje wspomnienia, musiałam to chyba zrobić dobrowolnie… Tylko w jakim celu? Chyba doświadczyłam w przeszłości jakiejś traumy czy czegoś, co trwale wyryło swój ślad w mojej psychice. Chociaż z drugiej strony, jeśli rzeczywiście zostałabym zaatakowana, musiał to być jakiś bardzo doświadczony mag, który wiedział, jak wypełnić swój cel, nie raniąc ofiary, ani nie zostawiając żadnych śladów...”
Tak, tego typu monologi toczyła zawzięcie w swoim łbie prawie codziennie. Ale czy poddała się temu dobrowolnie? Przecież to do niej nie pasuje! To niemożliwe!
Chwila! Nie można używać w tym wszystkim słowa „niemożliwe”, ani zakładać, że coś do niej nie pasuje. Przecież ona siebie nie zna! I właśnie dlatego robi to wszystko. Chce się dowiedzieć, co robiła w przeszłości. Czy miała rodzinę, szczeniaki, watahę. Czy może była pozbawiona skrupułów i zabijała z zimną krwią, podczas gdy ciepła czerwona ciecz innych stworzeń oblepiała jej łapy? Jaka jest n a p r a w d ę?
W końcu wilczyca dotarła do swojego małego laboratorium. Zdjęła z siebie torbę i położyła koło dużego kamienia, na którym były schludnie ułożone wszystkie rośliny mające jakikolwiek, dobry czy też nie, wpływ na mózg. Wyjęła z kieszonki wyrwane futro jakiegoś stworzenia i ostrożnie położyła je w małym wgłębieniu w głazie. Było to miejsce idealne, bowiem jeden promień słońca okazał się łaskawy dla naszej Effie i oświetlił znalezisko wręcz perfekcyjnie, sprawiając wrażenie, jakby to był bezcenny skarb na wystawie. 
Kremowy wilk zaczął przyglądać się temu kłębkowi sierści.
Fakty: 
    Jest sztywna i szorstka, średniej długości, może trochę krótsza. 
     W barwie czarnej, wręcz smolistej. 
      Czuć z niej nieokreślony odór. Być może krew…? 
Wadera wyciągnęła łapę, by obrócić futro i zobaczyć jej spód, czyli cebulki włosa. 
       Małe, jak na taką sierść. 
Pozostało tylko określić jaki właściciel kryje się pod tą zgubą. Chodzi oczywiście bardziej o gatunek. Jakiś gryzoń, być może szczur. A może wilk…? 
Wilczyca sama nie wiedziała dlaczego w głębi duszy tak bardzo pragnie, by był to wilk. Być może, jeśli okazałby się to osobnik z jej gatunku, znacznie ułatwiło by to sprawe…?
Szybko wyszła na zewnątrz, rozglądając się za jakimikolwiek oznakami życia. Może na pierwszy ogień pójdzie właśnie nasze najlepsze podejrzenie?
„Jakiś ciemny basior, ciemny basior, ciemny i masywny basior...”, powtarzała w myślach, jak jakąś formułkę, którą musiała zaraz zdać, a niestety się jej nie nauczyła…
Przyglądając się strukturze sierści oraz jej twardości, chyba niezwykłym by było, gdyby ten kłąb okazał się własnością wadery. 
Effie przeszła kilka szybkich kroków, kiedy wreszcie znalazła swoją pierwszą ofiarę.
– Ej, ty! – krzyknęła twardo do dość dużego wilka z ciemnym umaszczeniem.
Cóż, nie był masywny ale… No, nadawał się. Basior odwrócił swój łeb, przyglądając się osobie, która właśnie wydała z siebie okrzyk. Rozejrzał się wokoło, sprawdzając, czy to na pewno było do niego. Nie czekając na jego odpowiedź, wilczyca podbiegła do nieznajomego. W sumie, każdy w tej watasze był nieznajomy pomimo tego, że była dość mała (wataha). Cóż, dla Effie, która wychodzi ze swojej jaskini tylko dla swoich potrzeb, to chyba normalne. W życiu na oczy nie widziała tego basiora. Pewnie tak samo było dla niego.
– Ta-AK?! – krzyknął, gdy wadera wyciągnęła łapę w jego stronę i bezceremonialnie wyrwała mu kawałek futra z jego uda, bowiem tam obstawiałam, że będzie najtwardsze – Co ty wyprawiasz?! – Popatrzył na nią, jakby właśnie urwała się nie wiadomo skąd. 
Ta jednak, jak gdyby nigdy nic odwróciła się i czym prędzej pobiegła do swojej kryjówki. Położyła swoją zdobycz koło znaleziska i zaczęła się uważnie przyglądać.
Oczywiście, sierści wyrwanej basiorowi było znacznie więcej, bowiem wzięła jej małą garść na wszelki wypadek. Okazało się, iż futro nieodgadnionego pochodzenia jest znacznie bardziej szorstkie… Ale ma cebulki tej samej wielkości! I budowa jest prawie identyczna! Wadera od razu nabrała energii i uśmiechnęła się dumnie do siebie. Prawdę mówiąc, już na starcie miała podejrzenia co do tego, czy to nie znalazło się tam przypadkiem i dalej je ma. Chociaż już trochę przykryte przez samą satysfakcję rozpoznania pochodzenia sierści.
Effie zerwała się z miejsca, chcąc ponownie wrócić do miejsca, które teraz zabrało jej całą uwagę, a mina dumy od razu zamieniła się w grymas skupienia. Narzuciła na grzbiet swoją torbę i przymocowała ją do swojego ciała.
– Ej – warknął poddenerwowany basior, który właśnie wszedł do jaskini, podążając za wilczycą. 
Ta, szybko zgarnęła jego kłębek futra i wcisnęła go nieznajomemu.
– Masz, już nie będziesz mi potrzebny. – Oznajmiła i wypchnęła wilka z jej laboratorium, a następnie sama udała się w podróż do „jej” miejsca.


<Jack?>

wtorek, 4 sierpnia 2015

Omega - Effie

No, no, no! I znów nowa dusza się zabłąkała do naszej dolinki! Powitajmy Zielarkę Effie! Choć nie wiem, czy odpowie nam równie radośnie... Być może już przetrząsa jakiś zapasowy mózg?



Motto: Wilczyca nie posiada żadnego motta, ale słowo, które często powtarza, brzmi: „Kurczaki!”. Używa go, gdy jej coś nie wyjdzie, bądź nie pójdzie po jej myśli.
Imię: Effie
Pseudonim: – 
Płeć: Wadera
Wiek: 3 lata
Jaki stworek: Wilk Mieszany, Czerwonooki. Tak, tą nazwę wymyśliła sama Effie!
Stanowisko: Zielarz
Ranga: Omega
Rodzina: Właśnie tego próbuję się dowiedzieć!
Partner: Dajcie mi z tym spokój! Teraz mam inne rzeczy na głowie! Chyba, że już go miałam.
Potomstwo: Niewykluczone, że je też mogłam mieć. Chociaż nie widzę żadnych typowych cech, jakie mają wadery po ciąży, więc tą opcję z góry zaliczam do nieprawdziwych.
Charakter: Ta wadera na pewno nie lubi, gdy się jej przeszkadza, kiedy jest zajęta. Chociaż ma coś na głowie praktycznie cały czas. Odkąd tylko się zorientowała, że zapomniała swoją przeszłość, to właśnie ona stała się jej obsesją. Próbuje odkryć kim była w swoim „poprzednim życiu” dniami i nocami. Zajmuje się głównie zielarstwem z tego powodu, iż szuka sposobu na przyrządzenie wymyślonego przez siebie eliksiru, który przywraca utraconą pamięć i wspomaga jej funkcjonowanie. Powtarza na okrągło, że „Kiedyś się mi uda!” lub „Niczego sobie nie ubzdurałam!”. Tak. Ten jej konik pochłania jej całe obecne życie. W swojej jaskini posiada pełno przeróżnych ziół, kociołków z tajemniczymi substancjami w środku, drewna do rozpałki i wiele, wiele innych, dziwnych przedmiotów. Och, i mózgi. Tak, dobrze przeczytaliście, chociaż mogę się założyć, że na myśl od razu przyszło wam jedno słowo: „Zombie”. Nie, nie o to w tym chodzi. Effie „studiuje” strukturę mózgu wilka, a w szczególności korę mózgową, która jest odpowiedzialna za takie rzeczy, jak mowa, emocje czy pamięć. Chyba was to nie dziwi, co? Chociaż nie pytajcie, skąd je ma.
Oczywiście oprócz jej hopla na punkcie tworzenia „eliksiru” (którego, tak z innej beczki, nazwała „Reditum Memoria”, z łacińskiego „pamięć” – memoria i „powrócić” – reditum), wadera chodzi także po terenach watahy, by sprawdzić, czy w którymś miejscu nie doświadcza tak zwanego „deja-vu”. A kiedy już znajdzie taki skrawek ziemi – nie odpuści. Będzie się kręciła przy nim całymi godzinami, a nawet miesiącami, by odkryć, co ją wiąże z tym miejscem.
Skoro Effie żyje własnym światem i nie widzi nic innego poza swoim „hobby”, oczywistym jest również, że nie utrzymuje kontaktów z innymi wilkami. Każdy, kto ją zagada zostaje brutalnie przez nią spławiony. Ten wilk nie lubi owijania w bawełnę. Jako, iż nie spędza dużo czasu na rozmowach, często nie zna umiaru w swojej „szczerości”. Ona nie zna umiaru w ogóle, w niczym, chociaż to mogliście już odkryć.
Można powiedzieć, że jest dość egoistyczna, bowiem nie lubi dzielić się z nikim swoimi odkryciami. Zresztą, dlaczego miałaby pomagać wilkom, które w nią nie wierzą? 
Specjalności: Oczywiście, od razu trzeba tu zaznaczyć jej żyłkę do zielarstwa. Chociaż spójrzmy prawdzie w oczy. Effie nigdy nie była uzdolniona w tym temacie. Powiem więcej; ten wilk wprost nie znosi tych dziwnych ziółek. Ale do tego wszystkiego zmusiła ją potrzeba przypomnienia sobie o swojej przeszłości. Jest też bardzo spostrzegawcza, jako, iż musiała się przecież nauczyć wypatrywać to jedno, malutkie źdźbło, które było jej w tamtej chwili potrzebne. Jeszcze w grę wchodzi nic innego, jak psychika. Oraz bieganie. To też można w pewnym sensie określić, jako jej specjalność. Cóż, bieganie z jednego miejsca w drugie, w poszukiwaniu skrawków wspomnień zobowiązuje, prawda?
Poza tym, co już wymieniłam, chyba nie posiada więcej zdolności fizycznych ani psychicznych, a o magicznych już nie wspominając. Robiła na ten temat wiele testów, których wyniki wyszły negatywnie, więc wykluczyła opcję posiadania w sobie magii. Chociaż dalej ją nurtuje dlaczego posiada czerwone oczy. Naturalnie taka barwa tęczówek nie występuje w przyrodzie, chyba, że za sprawą choroby. Ale ten wilk jest przecież zdrowy! Cóż, pozostaje zakładać, że to kwestia jakiejś dziwnej rasy.
Zainteresowania: Zielarstwo, jej przeszłość, eliksiry, zjawisko deja-vu, jej przeszłość, psychika wilka, ich budowa mózgu, jej przeszłość...
Wygląd: Jak można doskonale zauważyć, Effie jest kremowego umaszczenia, oprócz prześwitującego gdzieniegdzie białego koloru, na przykład na zadzie, wnętrzach uszu, szyi, tworząc przy tym iluzję naszyjnika oraz na łapach, od kostki w dół. Jednakże końcówka jej ogona i mały skrawek skóry nad jej ślepiami porośnięta jest futrem w barwie czekolady. Bardziej tej deserowej, gorzkiej, niż mlecznej. 
Oczy wadery, są natomiast ciekawsze. Jak już wspomniałam wyżej, emanują dziwnym, czerwonym blaskiem. 
I tyle, jeśli chodzi o jej umaszczenie. Budowa zresztą też nie jest zbyt ciekawa. Effie nie jest gruba, ale nie jest też całkowitą chudziną. Posiada ZDROWĄ, smukłą sylwetkę, typową dla samic z jej gatunku. Może tylko łapy są trochę bardziej „umięśnione”.
Inności: Naprawdę? Czy to, co napisałam do tej pory nie jest wystarczająco… No, nie wiem… „Inne”?
Właściciel: MrsAnglel20  

Od Duchess - Niczym Afrodyta

        Czy kiedyś przeżywaliście podobny koszmar, w którym to siłą wepchnięto was do wody bez ostrzeżenia? A właśnie, Duchess tak niestety miała. To okropne! Poczuła tylko jak jakaś siła wepchnęła ją do wody w której pozostała do póki nie poczuła instynktownie, że musi się wynurzyć. Wypłynęła szybko na powierzchnię i zaczerpnęła haust powietrza. Przebierając łapakami w wodzie i pokaszlując co chwilkę piskliwie wyszła na brzeg na którym to upadła zmęczona i przerażona. Rozglądała się dookoła. Co się z nią stało? Gdzie jest? I, o mamusiu, co się stało z jej futerkiem?!
Rozpaczając przez chwilę nad nieładem panującym na jej futrze i lokach, płacząc cicho i starając sobie cokolwiek przypomnieć, wstała i oddaliła się od zimnej, wręcz lodowatej wody. Położyła się w słońcu, nadal chlipiąc cicho. Zaczęła układać futro i rozmyślać nad tym, co się z nią stało i gdzie się znalazła.
Pogłówkowała nad sobą dopóki futro jej się nie ułożyło, a włosy nie wyglądały pięknie. Potem wstała i ruszyła po trawie ścieżką, zdaje się, lekko uklepaną. To znaczy, że są tu jakieś inne stworzenia! Na pewno mi pomogą, jak można nie pomóc takiej ładnej damie, prawda?, pomyślała i uśmiechnęła się.
 Uśmiech zniknął już wkrótce gdy przekonała się, że trasa jest twarda, z kamykami i patykami. Wokół rosną krzewy i ciągnęły ją za loki, raniły łapki, tak przecież delikatne. Leciała z ran krew, plamiła śnieżnobiałe futerko. Wadera natychmiast rzuciła się by je oczyścić i płakała cichutko. Wkrótce zaczęły boleć ją łapy, więc przerwała marsz. Położyła się z dala od zadających rany potworów w plamie słońca i wystawiła do niego pyszczek. Leżała tak przez chwilę aż łapki przestały boleć a rany były wyczyszczone.
Taka sytuacja powtarzała się co jakieś 15 minut, choć Duchess wydawało się to bardzo długim czasem. Jednak jej cierpienia zostały wynagrodzone - w oddali zauważyła jaką sylwetkę. Przyspieszyła leciutko, poprawiła loki i wymusiła delikatny uśmiech zwalający z nóg. Widziała przed sobą piękne stworzenie - ze skrzydłami, jej wzrostu, wydało się jej równie delikatne i na pewno jej pomoże. Podeszła więc i usiadła elegancko obok stworzenia ze skrzydełkami. Patrzyła na nie i uśmiechała się promiennie w oczekiwaniu na pomoc. W końcu stworzenie ją zauważyło i uśmiechnęło się również.
 - Witaj - powiedziało stworzenie co bardzo zdziwiło Duchess.
Wydało dźwięk! Czy ona też tak potrafi? Spróbowała więc, nie chcąc być gorsza od skrzydlatej istoty.
- Witaj - wyszeptała ledwie słyszalnie. Uśmiechnęła się z udanego wyczynu i spojrzała na skrzydlatą.

<Hoshi?>

Omega - Jack

Tamtaramtam, a oto i nowy członek naszej wataszki, Jack. Jest Generałem i zasila szeregi panów, bo coś ich mało, tak swoją drogą. No nic, powitajmy Jack'a!

„Gdy rozum śpi, budzą się upiory”


Motto: „Gdy rozum śpi, budzą się upiory”
Imię: Jack. Imię samo w sobie nic nie znaczy, ale wzięło się od słynnego mordercy, o pseudonimie Jack the Ripper.
Pseudonim: Skazaniec, Przeklęty, Przypadek, Zdradnica, Wąż, Echis (to przezwisko traktuje jak swoje drugie imię), Pomyłka, Zmora i wiele innych… Piękny początek, prawda?
Płeć: Basior
Wiek: Jego wiek jest dla wielu zagadką. On sam, gdy się przedstawia zawsze mówi z kpiącym uśmiechem, że ma 43 lata. Chociaż w rzeczywistości coś koło 4 lat.
Stanowisko: Śpiewak. Zna się również na Czarnej Magii i sztuce, ale woli nie chwalić się tym publicznie.
Ranga: Omega
Rodzina: Ciężko powiedzieć. Zdaje mu się, że ma tutaj kogoś bliskiego.
Partner: Och, bogowie! Gdyby on chociaż znał takie słowo jak „uczucia”, a wy tutaj każecie mi pisać o miłości!? Owszem, może i jest romantykiem… Ale kto by z nim wytrzymał!?
Potomstwo: Tak naprawdę to w przeszłości dorobił się kilku szczeniaków, chociaż nawet o nich nie wie. A ta niewiedza nie jest spowodowana tylko utratą pamięci.
Charakter: Jak zapewne zdążyliście się już domyślić, Jack jest wilkiem, któremu z pewnością nie należy ufać. Oczywiście od tej zasady czasem zdarzają się wyjątki, jednak dla własnego dobra lepiej nie powierzać mu swojego życia i nie odwracać się do niego plecami. Honor i poświęcenie nigdy nie znalazły miejsca w jego sercu (zakładając oczywiście, że je ma), więc nie liczcie na to, że w razie kłopotów wyciągnie do was pomocną dłoń. Zdecydowanie nie należy do najspokojniejszych osób, jakie chodzą po świecie. Wilk nienawidzi bezczynności i wszelkich niewiadomych. Gardzi bezsensowną uprzejmością i bezsensownymi gadkami. Jest perfekcjonistą i kiedy coś zacznie to koniecznie musi skończyć. Lepiej mu wtedy nie wchodzić w drogę, bo może się to źle skończyć. Echis jest wyjątkowo bystrym i inteligentnym wilkiem. Z łatwością kojarzy fakty, stąd też talent do rozwiązywania przeróżnych zagadek. Bardzo lubi, gdy ktoś zadaje mu jakieś pytania, gdyż dla niego jest to tylko kolejna szansa by odpowiedzieć w tajemniczy i niezrozumiały dla drugiej osoby sposób, a przy okazji udowodnić swą rozległą wiedzę. Sarkazm i ironia są u niego na porządku dziennym. Uwielbia drażnić się z innymi, to jeden z jego sposobów na zabicie czasu. Oczywiście Jack nigdy nie obrazi cię, rzucając wyzwiskami prosto w twarz. Zapewne powie wszystko ze stoickim spokojem, ukrywając złośliwe komentarze, pod wieloma mądrymi słowami. Bezwzględna szuja, złośliwy wąż i brutal… ale za to jaki lojalny! Chociaż bardzo ciężko jest mu się otworzyć na innych, to Jack jest towarzyskim wilkiem. Lubi rozmawiać, chociaż nigdy nie powie nieznajomym o samym sobie (chociaż po utracie pamięci jest to praktycznie niemożliwie). Nieznajomych nie taktuje od razu jak wrogów- raczej jak problem i kulę u nogi. Jednak dla tych, którzy coś dla niego znaczą jest w stanie rzucić się w najgłębszą przepaść. Nie ukrywajmy jednak, że w jego przypadku lista „tych” zapewne ograniczy się do dwóch, może trzech wilków. Uwielbia grać i manipulować innymi. Bardzo często podczas zawierania nowych znajomości, testuje i celowo podpuszcza swych kompanów. Szybko dostrzega słabe i mocne strony innych wilków i potrafi zrozumieć tok myślenia nawet najbardziej skrytych i tajemniczych osób. Nie jest najmilszym wilkiem i nigdy nie poświęciłby się dla nieznajomych, ale tych co kocha stawia ponad siebie (zaskoczeni?). Jest bardzo zawzięty i uparty, co w parze z odwagą i niesamowitym intelektem tworzy idealną maszynę do zabijania. Nie jest jednak ślepy i nigdy, ale to NIGDY nie pozwoliłby aby ktoś nim kierował i mówił mu co ma robić. Jack tworzy sobie własne zasady, którymi kieruje się w życiu i nienawidzi, gdy ktoś go poucza (jak zapewne się domyśliliście, te jego „zasady” są w większości sprzeczne z prawem). Jest wilkiem nie do rozgryzienia. Zawsze chodzi zadowolony, ze złośliwym grymasem na ustach i wszystkie prawdziwe emocje kryje pod maską. Na koniec warto dodać, że Skazaniec jest filozofem i romantykiem. Tak, dokładnie! Nie przesłyszeliście się moi drodzy! Przecież nikt nie mówił, że romantyk nie może być złośliwy i zakłamany. Albowiem co jest piękniejsze od tysięcy kłamstw i fałszywych obietnic, ciskanych w mrok nocnego nieba?
Specjalność: Co tutaj ukrywać, wilk od zawsze paprał się w czarnej magii i chociaż po utracie pamięci zapomniał wielu zaklęć, to czasem nieświadomie z nich korzysta (co daje naprawdę straszny efekt i bywa śmiertelnie niebezpieczne, zarówno dla niego jak i osób w pobliżu). Zna się na runach, starych symbolach i wszelkich rytuałach. Umiesz grać w karty, tak? W takim razie spróbuj ograć Zdradnicę! Ten wilk zna chyba każdą grę karcianą, jaką tylko dało się stworzyć (a przy okazji wymyślił kilka własnych). Ich zasady są tak głęboko zakorzenione w umyśle wilka, że nawet po utracie pamięci jest w stanie grać bez przypominania sobie reguł. 
Zainteresowania: Tak jak wcześniej wspomniałam, Jack uwielbia grać w karty. Zna się również na wróżeniu z talii tarota, chociaż znaczenia wielu kart wyleciały mu z pamięci i musi odkryć je na nowo. Bardzo dobrze tańczy i maluje (czym w przeszłości uwiódł wiele wader, które zaraz potem opuścił. Stąd też szczeniaki, o których nie ma pojęcia). Właściwie to można nazwać go duszą artystyczną, chociaż on nie przyznaje się do tych umiejętności. A przynajmniej nie publicznie. Czy oszukiwanie i wszelkie sztuczki związane z czarną magią można zaliczyć do zainteresowań? Na koniec warto dodać, że basior lubi podróże i odkrywanie nieznanych. A wiadomo, im niebezpieczniej tym lepiej!
Wygląd: Echis jest wysokim wilkiem o wysportowanej sylwetce. Jego gęste, czarno-czerwone futro stanowi niekiepski kamuflaż, gdy wilk podróżuje pod osłoną nocy. Ma czarną grzywkę (jeszcze ciemniejszą niż futro), z czerwonym pasemkiem, która w najmniej odpowiednim momencie zasłania mu jedno oko. W jego wyglądzie od razu rzucają się szare rogi, które przywołują na myśl samego diabła. W nocy oczy Przeklętego świecą na czerwono, podobnie jak te dziwne ślady w okół jego ślepi i na przednich łapach. Ma też kilka metalowych kolczyków w uszach.
Inność: Zabrzmi to dziwnie, ale Jack nie jest w stanie zobaczyć swojego odbicia. A przynajmniej, prawdziwego siebie. Gdyby chciał przejrzeć się w tafli wody, albo nawet najmniejszej kałuży, zamiast swojej twarzy, zobaczyłby kościstą głowę z ciemnymi oczodołami, zamiast ślepi. Czaszkę wilka, która z niewiadomych przyczyn płonie żywym ogniem…
Właściciel: Annabeth  
 

Od Yanan CD Kitsune - Wymysł 2 duszyczek

        Myślę przez chwilę nad tym całym Rex'em, wgapiając się w otwartą Księgę i rysy. Nie wiem co o tym myśleć. Księga zawsze dawała nie do końca jasne odpowiedzi, tak jakby chciała, żebyśmy trochę pomyśleli i sami wywnioskowali co oznacza jej odpowiedź. Ta tutaj była w zasadzie oczywista, choć z drugiej strony...  Według mnie mógł to być znak, że te rany Kit były zadane przez niego, a z drugiej strony wpadło mi do głowy, że to jest może znak rodzinny... Czytałam o tym w Księdze. Czasem się zdarza że rodzina ma jakiś znak szczególny. Może tak jest iw tym przypadku choć to dziwne, bo skoro te rany Kit krwawiły... No nie wiem.
Tymczasem moja towarzyszka popadła w zadumę, więc uśmiecham się krzywo i trącam ją łapą.
- Ej, ciepło ci już? - pytam.
- No... Dzięki.
- To dobrze. Może chcesz wyjść, oprowadziłabym cię... Hym?
- Wiesz, chętnie, ale może... Mogłabym jeszcze trochę zadać pytania temu przedmiotowi?
- Jasne! Jest do twojego użytku. Mam nadzieję, że to nie są jakieś bardzo osobiste pytania, chyba że wolisz żebym wyszła. - Uśmiecham się szeroko i puszczam do niej oczko.
Kitsune odpowiada mi uśmiechem.
- Nie, chcę tylko trochę się dowiedzieć o... świecie, tak ogólnie. Posiedzisz ze mną? Może też sama mi coś opowiesz? Chętnie posłucham.
I tak siedzimy sobie w ciepłym schronieniu - ja gadająca o wszystkim, czego jest ciekawa Kit (tak, tak właśnie postanawiam ją nazywać, póki czegoś nie wymyślę) i na co znam odpowiedź, a jeśli jej nie znam pytamy Księgi oraz Kitsune, słuchająca, zdziwiona wymysłami tego świata i moimi tłumaczeniami. Co jakiś czas się śmiejemy, innym razem łamiemy sobie głowy myśląc intensywnie nad czymś, o co zapytałyśmy. Co jakiś czas podpowiadam Kitsune jakieś słowa, w końcu dopiero co się "przebudziła". Ja już trochę jestem na tym świecie. Choć trzeba przyznać, nieraz mylę słowa - ich znaczenie - i wychodzą z tego takie głupoty, że mam wrażenie, jakby drzewa się ze mnie śmiały.
- Och, świat jest pełen takich dziwnych rzeczy! Aż mnie głowa boli - mówi zmęczona ale i podekscytowana Kitsune, zamykając z lekkim trzaskiem Księgę.
- No, wiesz. Waliłaś w zasadzie wszystko po kolei, nic dziwnego że ci od wiedzy głowa pęka - śmieję się. - Nie nauczysz się wszystkiego o świecie w ciągu jednego dnia. Ja uczyłam się przez kilka miesięcy. A i tak jestem... jeszcze nie wykształcona całkowicie.
- Masz racje. To co? Przejdziemy się? - Kit wstaje i otrzepuje się z pyłu.
Robię to samo, przeciągam się trochę i wychodzimy z Drzewka.
- Jasne, chodźmy. To może zaczniemy od... - Kieruję się w zasadzie w stronę Wschodniego Wodospadu, ale po drodze mówię Kit jak nazwałam Dolinę, Góry... A w zasadzie jak mi podpowiedziała Księga. Opowiadam też, że z Doliny nie ma wyjścia i że nie mam pojęcia jak się tu znalazłyśmy. Opowiadam jej tylko swój "początek" a ona swój. Idziemy przez dolinę, opowiadam jej o drzewach, że są różne. O pogodzie - przeważnie jest ciepło, ale nie za gorąco. Jak widziała, zdarzają się burze i tym podobne, ale nie padał jeszcze u nas śnieg. Tłumaczę jej co to takiego - jej mina jest prześmieszna kiedy słyszy tą nazwę. Mówi, że chciałaby kiedyś zobaczyć śnieg. Ja też, ale czy to się kiedyś wydarzy? Kto wie...
W końcu dochodzimy do Wodospadu i stajemy nad Jeziorem. Ja piję wodę, Kitsune podziwia widoki.
- Rany! Nie sądziłam, że te tereny są takie ładne.
- I wielkie. Żeby cię oprowadzić po wszystkim, musiałybyśmy poświęcić jakieś 4-5 dni. Ale co mamy do roboty? Nie ma tu nikogo więcej, jak mniemam. Jesteśmy same i nie mamy żadnych zajęć. - Wzruszam barkami, pijąc dalej.
- Wiesz, chętnie pójdę i pozwiedzam dalej ale... Mój brzuch wydaje dziwne dźwięki. Co sie z nim dzieje? - pyta zmartwiona Kitsune.
Uśmiecham się i prostuję.
- Jesteś głodna - oświadczam waderze.
- Co?
- Głodna. Musisz coś zjeść.
- Aaaaaaaaaa. Rozumiem już. Przecież o tym czytałyśmy. A... co możemy zjeść?
- Na przykład... To. - Wyrywam smaczne sztywne liście z nad brzegu jeziora.
- To? A co to? - pyta i bierze do pyska jeden spory liść. Żuje i kręci nosem na wszystkie strony. Chyba jej smakuje, myślę.
- To jest... - zawieszam się, zapomniałam nazwy. - Nie pamiętam jak nazywa fachowo, nazwijmy to po swojemu.
- Myhm - mruczy czarna i połyka kolejny liść. Stwierdzam, że też coś chętnie zjem i zrywam sobie liść.
- Mofsze... um... smakuje lekko słono... - Nie wiem skąd to wiem, tak po prostu.
- Szolnik?
- Jak?
- Solnik - powtarza wyraźniej Kitsune, po przełknięciu liścia.
- Świetnie.
Zjadamy jeszcze trochę, kładziemy się na grzbietach wpatrują w niebo gdzie słońce usadowiło się na samej górze. To znaczy, jest środek dnia!
- Szkoda, że ten świat widzimy tylko my, co nie? - mruczę do czarnej.
- No... Dziwne. Takie wielkie tereny, a tylko my dwie. Jesteś pewna, że nie ma tu innych?
- Tak... Chyba.
- Szkoda. Mogłybyśmy założyć watahę.
- Co?
- Watahę. Nie pamiętasz? Stado wilków, które są dla siebie prawie jak rodzina.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaa, tak. A kto powiedział, że to musi być stado? - Uśmiecham się szeroko, zamykając oczy.
- Co masz na myśli? - Czuję jak Kitsune przechyla głowę w moją stronę.
- M Y możemy być watahą. Taką małą. Jak... siostry. To też namiastka rodziny. Poza tym, skoro utraciłyśmy to, co było nam dane kiedyś, to czemu nie możemy dam sobie czegoś same, co?
- Masz rację. Należy nam się coś za to, co nam się przytrafiło.
- Możemy się jakoś nazwać, co nie? - proponuję.
- Faktycznie. Watahy mają nazwy. Tak samo niektóre rodziny.
- Myhm, tak pisało w Księdzie.
- Raczej "było napisane" - poprawia mnie koleżanka.
- Cicho, nieważne - prycham ze śmiechem.
Kitsune też się śmieje.
- To co z tą nazwą? - przypomina w końcu.
- Aaaaaaaaa... Wataha... - zaczynam, kręcąc łapą.
- Zapominalskich - wypala Kitsune.
- Eeee, no nie wiem. A co powiesz na... Siostrzana Wataha? - proponuję.
- A co będzie jak kogoś jednak tu znajdziemy? - odbija piłeczkę czarna.
- Racja - mówię.
- To może... Wataha Bez Przeszłości? - mówi po chwili namysłu Kitsune.
Marszczę nos i myślę moment.
- Ale w zasadzie to my miałyśmy przeszłość, tak myślę. A przynajmniej tak wynika z tego, co mi przekazała Księga. Zostałyśmy po prostu bez pamięci.
- Masz rację. O! Wataha Bez Pamięci! - kończy moją myśl Kit.
- Pomyślałam o tym samym! - śmieję się. - A więc dobrze. Zostańmy Watahą Bez Pamięci.

<Kitsune? A może ktoś tu do nas dołączy, hym?>

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Omega - Duchess

Ekhem, no nie będę witać sama siebie, ale Wy przywitajcie elegancko nową waderę i drugiego barda - Duchess. Mam nadzieję, że nie zostanie tak bardzo zjechana, jak się obawiam i może nawet złapie sobie jakiegoś kochasia?


 Motto: "Każda dama powinna mieć swojego rycerza. Jeśli zechcę mogę ich mieć całą armię"
Imię: Duchess (czyt. Djuszessa)
Pseudonim: Damy nie posiadają pseudonimów.
Płeć: Wadera, to chyba oczywiste.
Wiek: 3 lata
Jaki stworek: Stworek?! Nie, nie ona nie jestem jakimś "stworkiem". Jest z rasy Angora
Stanowisko: Bard - głównie śpiew
Ranga: Omega
Rodzina: Choć Duchess o tym nie wie, bardzo ją do tego ciągnie. Każda szanująca się dama ma przecież rodzinę, prawda?
Partner: Ach, miłość! Nie doświadczyła jej jeszcze, ale zakochuje się w prawie każdym basiorze, więc może za którymś razem trafi? W każdym razie, szuka bardzo, bardzo mocno.
Potomstwo: Uważa, że szczeniaki są przesłodkie, ale na razie chce się nacieszyć młodością.
Charakter: Myślę, że co rozumniejsi domyślili się, że Duchess to urodzona dama. Zawsze dba o to, by nie ubrudzić choć centymetra futra i o ułożenie loków. Ponieważ jej furto jest białe, widać na nim najmniejszą plamkę, dlatego wadera spędza na czyszczeniu go i układaniu wiele czasu. Ale to jedno z jej ulubionych zajęć. Jest okropną pedantką, nie ujdzie jej oczom choć jedno krzywe ustawienie czy to futra czy przedmiotów. Często się uśmiecha, ale nigdy nie pokazuje w uśmiechu zębów. Zawsze pilnuje zasad dobrego wychowania, jest miła i uprzejma. Odpowiada taktownie, nie mówi nie pytana. Nie lubi dużo mówić, choć lubi mieć towarzystwo do rozmów. Jest niezwykle wrażliwa i delikatna. Każda krzywda bardzo ją porusza, a najmniejsze nawet uderzenie powoduje u niej reakcje jak na złamanie łapy. Uwielbia piękne rzeczy, kwiatki i słońce. Nienawidzi deszczu. Zawsze jest wtedy błoto, co przecież BRUDZI. Nie jest pracowita, nie lubi ruchu. Najlepiej się czuje, jeśli leży na jakimś kawałku trawy, nad rzeczką czy jeziorkiem i śpiewa, czesze futro lub po prostu, odpoczywa dla urody. Bardzo nie lubi chamstwa i bluźnierstw. Dosyć często płacze, w końcu jest bardzo wrażliwa. Tak samo często zachowuje się szczenięco - choć ona tak oczywiście nie uważa - kiedy jej się czegoś zabroni lub nakaże zrobić. Tupię łapką, zadziera nosek i cichutko szlocha. Tak, oto i cała Duchess.
Specjalności: Och, zdecydowanie najlepiej sobie radzi z układaniem innym futer i fryzur. Może też doradzić jakie kwiaty komu pasują i pomóc w zostaniu damą. Jeśli chodzi o nie codzienne zdolności, potrafi pomóc kwiatom zdobyć pełen świeżości kolor. Oprócz tego potrafi śpiewem nieźle namieszać basiorom w głowach - kilka zwrotek i jest jej.
Zainteresowania: Ooooo, zdecydowanie układanie fryzur i wymyślanie piosenek. Oprócz tego lubi czasem popływać, choć nie zbyt długo, bo to szkodzi futerku.
Wygląd: O, nasza Duchess jest mała i drobna jak widać na obrazku. Długie szczupłe łapki, zakończone pazurkami. Futro krótkie, śnieżnobiałe i mięciutkie. Ogonek średniej długości, lekko zakręcony na końcu. Burza długich loków na głowie jest w kolorze futra. Powieki z jakiegoś powodu ma w kolorze słońca, które jak uważa, są południowym słońcem, a jej tęczówki to zachodzące słońce. Resztę widać.
Inności: Bardzo boi się ciemności i burzy. Nienawidzi deszczu, chamstwa, brudu, ciężkiej pracy itp. Nie rozumie, jak można nie chcieć być damą i stara się nakłonić każdą spotkaną istotę jej płci do bycia taką jak ona. Ma szczególny znak na lewym barku - jakiś dziwny czarny zawijas. Duchess uważa że to oznaka jej królewskiego pochodzenia.
Właściciel: keiraKD 

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozpaczam

        Ehhhhhhhh, wiedziałam. Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie taka chwila, ale jakoś usunęłam ją w najbardziej odległe zakamarki mojego umysłu. Otóż, nasz Tomas odchodzi. Wielka, wielka szkoda, bo dopiero co zaczynamy, a tu takie wydarzenie, ale tak bywa. Wiadomo, myślę że każdy miał kiedyś taką sytuację. No nic, mam nadzieję, że więcej takich przykrych wiadomości nie będę musiała pisać.

~Rozpaczająca ze smutną buźką Yan