Tak, tak. Nasza droga Duchess doczekała się swojego momentu w blasku. Kiedy wreszcie ukąpała się w rzece i wygrzała w słońcu... Akurat wtedy na polanę weszła Yanan wraz z jakąś dziwaczną istotą i... Ku zadowoleniu ślicznotki, basiorem. Duchess wstała, uśmiechnęła się promiennie i odsunęła Yan oraz nową z drogi stając tuż przed nosem basiora. Naturalnie, nie wiedziała za bardzo czemu to robi, po prostu... Coś jej mówiło, że to jej droga. Że to dla niej naturalne.
- No proszę! Jednak jest tu jakieś światełko w tunelu... bardzo piękne i
promieniujące - Ukłonił się teatralnie, co sprawiło, że nasza Duchess odhaczyła bezwiednie na liście zalet tego młodzieńca. - Na imię mam Wade, a ty,
piękna?
Duchess uśmiechnęła się jeszcze promienniej i zamrugała oczami. Usiadła, z jedną łapą lekko wysuniętą do przodu, przechyliła lekko głowę na bok i odpowiedziała jedwabistym głosem:
- Na imię mi Duchess. Bardzo mi miło w końcu powitać kogoś z manierami. - I znów zamrugała oczętami.
- Mi również. A więc Duchess... Co tutaj robi tak śliczna istota? - zapytał.
- Och, ja... Tak naprawdę to nie wiem. Coś okropnego się wydarzyło i... Trafiłam tutaj. Ale może porozmawiajmy gdzieś... Dalej?
Oczywiście, jeśli Duchess czegoś chciała to to dostała - poszli kawałek dalej i zatrzymali się nad strumieniem, w lekkiej odległości od reszty.
Duchess wiedziała, że dama nie rozpoczyna rozmowy więc położyła się dumnie i spojrzała w odbicie. Wyglądała jak zwykle (w jej mniemaniu) spektakularnie więc uniosła lekko kąciki warg i spojrzała przed siebie.
- Duchess. Czy ty... pamiętasz jak się tu znalazłaś? - zapytał Wade.
- Och, właśnie nie! I to jest najgorsze. Po prostu obudziłam się w lesie, przeszłam kawałek dalej i spotkałam Hoshi. Razem szłyśmy przed siebie... W zasadzie nie wiem w jakim celu. Potem napotkałyśmy Yanan i Kitsune. To nie było zbyt miłe spotkanie ale... Lepiej mieć kogoś, niż być samemu. Tak się bałam! - pisnęła na koniec biała i zamknęła oczy dla lepszego efektu.
Uspokoiła oddech, w przeciwieństwie do naszego kawalera, który oddychając szybko wpatrywał się jak zaczarowany w Duchess.
~~Ona jest śliczna! - westchnął Pierwszy. Drugi tylko jęknął na potwierdzenie tych słów.
A w tym czasie nasza Dama otworzyła oczy i spojrzała ciepło na swojego towarzysza. On mógł być kimś, kto ją obroni przed tymi wszystkimi okropnymi rzeczami, jak błoto, kolce... I inne straszydła, w tym Yanan. Tak, tej dziewczynie nie ufała. Wydawała jej się kompletną pomyłką! Co prawda Duchess nie wiedziała co to znaczy pomyłka, ale to słowo przyszło jej naturalnie. Jej myśli kreciły się jak oszalałe kiedy zobaczyła Szarą. Jej słowa, postawa, wygląd... Od razu widać, że są zupełnie różne. Toteż Duchess nie polubiła Yanan, z wzajemnością, z której chyba obie zdawały sobie sprawę.
- Mam wrażenie, że tylko ty w tym towarzystwie możesz mnie zrozumieć - powiedziała porozumiewawczym tonem. Tak, przyszło jej to naturalnie, nie planowała nic z tego, co robiła. Ale gdybyście tylko znali ją wcześniej, zanim straciła pamięć, wiedzielibyście, czemu jest tak, a nie inaczej...
Wade'a aż zatrzęsło od tego wyznania. Pierwszy i Drugi dopingowali go, wychwalali okazję... A jednak basior położył tylko łapę na łapce Duchess i spojrzał jej w oczy.
- Rozumiem cię doskonale, moja piękna - mruknął ciepło i uśmiechnął się rozbrajająco.
Potem Duchess tak owinęła sprawę, że biedny Wade, otumaniony jej urokiem, robił dosłownie to, czego chciała. Po południu wyglądało na to, że basior już należy do niej. A wtedy...
A wtedy znalazła ich Yanan, skrzywiła się na widok tego jakże "słodkiego" obrazka, w którym Wade pływał w wodzie wyciągając dla Duchess co ładniejsze kamyki i muszelki, a ona sama obdarzała go ciepłymi uśmiechami, coraz częstszymi liźnięciami po uchu i tajemniczymi spojrzeniami złotych oczu.
Widząc to, Yanny miała ochotę zwymiotować na włosy Damy ale powstrzymała się i tylko prychnęła. To odwróciło uwagę Duchess od Wade'a.
- Tak? - spytała Dama, lekko chłodnym tonem. Jak ta Szara Wiedźma śmiała przerywać jej... jak to się nazywało?... romanse, o!
- Weź swój biały tyłek i wyłów tego topielca, a potem przyjdźcie do nas, pod wodospad. Mamy zebranie. - Po tym oświadczeniu Szara oddaliła się od parki jak najszybciej się dało.
Duchess obrzuciła odwróconą do niej tyłem Szarą lodowatym spojrzeniem i uniosła głowę dumnie do góry. "Takie słowa! Dobrze zrobiłam, że nie starałam się z nią porozumieć. Nie dałoby się!", pomyślała i wstała. Kiedy Wade wyłonił się z wody (nie pytajcie jak nagle umiał pływać, to czary Duchess) Dama oznajmiła mu ciepło wiadomość od Szarej i razem poszli lekkim krokiem do reszty.
Jednak na miejscu zastali wszystkich oprócz Szarej Wiedźmy. Duchess była jednocześnie zadowolona jak i zaciekawiona - co też przyszło tej wariatce do głowy?
- Dobrze, czyli wszyscy tak? - odezwała się Kitsune.
- Gdzie jest Yanan? - spytała Hoshi.
- Ona... musiała coś załatwić - wyjaśniła oględnie Kitsune, i chociaż nikt nie zdradzał oznak wątpliwości w jej słowa, wadera zmartwiła się lekko - czy dobrze ukryła sprawę i czy Szara na pewno dobrze zrobiła. To się miało dopiero okazać...
<To zostawiam dla Kitsune - wrobiłam cię w zebranie, wyjaśnij dzieciaczkom co tu się dzieje i co chodzi, a ja w tym czasie opiszę wyprawę Yannki :D >
środa, 11 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
Od Wade'a CD Yanan
~~ Słyszałeś? SŁYSZAŁEŚ?! Jesteś PIERWSZYM basiorem na tych terenach!
Nie masz konkurencji! - Drugi darł się w głowie Wade'a bez opamiętania. -
Jeśli teraz coś spieprzysz...
Spoko luz, pomyślał Wade dreptając z zamkniętymi oczami i wielkim uśmiechem. Prawdę powiedziawszy to prawie w ogóle nie słuchał opisów Yan. Wiedział tylko, że spotka trzy dziewczyny: Hoshi, Kitsune i Duchess. Cóż...Pierwszą spotkał właśnie Hoshi.
- Jesteś chłopcem?!
Cienki głos dobywał się prawie spod niego, więc zatrzymał się. Na jego pysku wykwitło wielkie zdziwienie gdy spojrzał w dół w wielkie szczenięce oczy. Żółty dzieciak. Na dodatek ze skrzydełkami i czułkami, jak jakieś bajkowe stworzonko.
- Jestem Hoshi - powiedziała niespeszona waderka uśmiechając się przyjaźnie.
~ No i masz swoje panienki, Wade - odezwał się sarkastycznie Pierwszy.
- Cze...cześć? - odpowiedział basior niemrawo.
Podniósł wzrok. Druga wadera również była od niego niższa, ale zdecydowanie starsza niż Hoshi. Nie wydawała się niestety skora do zapoznania z nowoprzybyłym. Wade obejrzał się na Yanan, jakby został przez nią ordynarnie oszukany. Za to Szarej na widok reakcji Kovy zdecydowanie poprawił się humor.
- No co tak stoisz Wade? - zapytała złośliwie. - Hoshi już się z tobą przywitała, ale do Kitsune chyba musisz podejść sam.
Basior uśmiechnął się sztucznie przekazując Alfie ,,No co ty nie powiesz?". Yan odpowiedziała tym samym uśmiechem, po czym nagle spoważniała i rozejrzała się wokół zdziwiona.
- Dziwne... - powiedziała.
- Co? Szczeniako-motyl? - palnął Wade jakby Hoshi wcale nie siedziała mu dalej pod pyskiem. Całe szczęście szczeniak nie uznał tego za obrazę. Prawdopodobnie nawet nie zwróciła uwagi na to co powiedział. Zaciekawiły ją wyjątkowo blizny na łapach basiora.
- Nie - zaprzeczyła Yan. - Brakuje mi tu kogoś, kto wedle moich oczekiwań powinien być tu jako pierwsza...
Nagle przed Wade'em pojawiła się burza białych włosów, która odepchnęła na bok Yanan i Hoshi...i zupełnie zajęła uwagę basiora. Była to biała jak śnieg wadera o smukłej sylwetce, długich łapach i jedwabistych włosach, na które Cora zwrócił uwagę najpierw. Miała także złote oczy i piękny uśmiech.
~~ I widzisz? Nie wolno porzucać nadziei! - powiedział Drugi.
~ No, nie jest źle - przyznał Pierwszy. - Twoje szanse przy tylko jednej ładnej pannie nieco spadły, ale dalej są skoro nie masz żadnej konkurencji. Nie zepsuj tego!
Tak więc Wade przybrał na powrót szeroki uśmiech, odgarnął grzywkę i zaczął:
- No proszę! Jednak jest tu jakieś światełko w tunelu...bardzo piękne i promieniujące - ukłonił się teatralnie. - Na imię mam Wade, a ty, piękna?
<Duchess? Tak, on będzie jej tak słodził aż jej się znudzi XD>
Spoko luz, pomyślał Wade dreptając z zamkniętymi oczami i wielkim uśmiechem. Prawdę powiedziawszy to prawie w ogóle nie słuchał opisów Yan. Wiedział tylko, że spotka trzy dziewczyny: Hoshi, Kitsune i Duchess. Cóż...Pierwszą spotkał właśnie Hoshi.
- Jesteś chłopcem?!
Cienki głos dobywał się prawie spod niego, więc zatrzymał się. Na jego pysku wykwitło wielkie zdziwienie gdy spojrzał w dół w wielkie szczenięce oczy. Żółty dzieciak. Na dodatek ze skrzydełkami i czułkami, jak jakieś bajkowe stworzonko.
- Jestem Hoshi - powiedziała niespeszona waderka uśmiechając się przyjaźnie.
~ No i masz swoje panienki, Wade - odezwał się sarkastycznie Pierwszy.
- Cze...cześć? - odpowiedział basior niemrawo.
Podniósł wzrok. Druga wadera również była od niego niższa, ale zdecydowanie starsza niż Hoshi. Nie wydawała się niestety skora do zapoznania z nowoprzybyłym. Wade obejrzał się na Yanan, jakby został przez nią ordynarnie oszukany. Za to Szarej na widok reakcji Kovy zdecydowanie poprawił się humor.
- No co tak stoisz Wade? - zapytała złośliwie. - Hoshi już się z tobą przywitała, ale do Kitsune chyba musisz podejść sam.
Basior uśmiechnął się sztucznie przekazując Alfie ,,No co ty nie powiesz?". Yan odpowiedziała tym samym uśmiechem, po czym nagle spoważniała i rozejrzała się wokół zdziwiona.
- Dziwne... - powiedziała.
- Co? Szczeniako-motyl? - palnął Wade jakby Hoshi wcale nie siedziała mu dalej pod pyskiem. Całe szczęście szczeniak nie uznał tego za obrazę. Prawdopodobnie nawet nie zwróciła uwagi na to co powiedział. Zaciekawiły ją wyjątkowo blizny na łapach basiora.
- Nie - zaprzeczyła Yan. - Brakuje mi tu kogoś, kto wedle moich oczekiwań powinien być tu jako pierwsza...
Nagle przed Wade'em pojawiła się burza białych włosów, która odepchnęła na bok Yanan i Hoshi...i zupełnie zajęła uwagę basiora. Była to biała jak śnieg wadera o smukłej sylwetce, długich łapach i jedwabistych włosach, na które Cora zwrócił uwagę najpierw. Miała także złote oczy i piękny uśmiech.
~~ I widzisz? Nie wolno porzucać nadziei! - powiedział Drugi.
~ No, nie jest źle - przyznał Pierwszy. - Twoje szanse przy tylko jednej ładnej pannie nieco spadły, ale dalej są skoro nie masz żadnej konkurencji. Nie zepsuj tego!
Tak więc Wade przybrał na powrót szeroki uśmiech, odgarnął grzywkę i zaczął:
- No proszę! Jednak jest tu jakieś światełko w tunelu...bardzo piękne i promieniujące - ukłonił się teatralnie. - Na imię mam Wade, a ty, piękna?
<Duchess? Tak, on będzie jej tak słodził aż jej się znudzi XD>
piątek, 6 listopada 2015
Od Mollis CD Jack'a
Ślepok przez chwilę żuła to jadalne coś. Gdyby nie straciła pamięci i
znała inne smaki pewnie po prostu by to wypluła. Jednak nie przypominała
sobie lepszego jedzenia więc to coś, co chyba nazywa się ,,trawa"
zajęło u niej pierwsze, a zarazem ostatnie, miejsce w jadłospisie. Kiedy
słowa basiora się potwierdziły i jej głód rzeczywiście nieco zmalał,
wzięła do pyska.
- Bystryś Diabełku- rzuciła dziwnym dla siebie tonem.
,,Jak to się nazywało? To chyba tak zwany ,,sarkazm", albo ,,ironia"...". I znowu to wrażenie, że ktoś inny przez nią przemawia. W dodatku miała wrażenie, że ta ,,osoba" ma o wiele obszerniejszą wiedze od niej. Używa słów, których ona nie zna. Posługuje się głosem Kreta w sposób w jaki ona go używać nie potrafi. Zachowuje się sprzecznie z jej charakterem, w sposób dla niej nienaturalny. Podejrzenia samicy co do tego iż jej zachowanie jest dziwne potwierdziła reakcja Rogacza.
Nie mogła zobaczyć, że unosi brwi i szeroko się uśmiecha, ale lekko przekrzywiona głowa podpowiedziała jej, że basior jest albo rozbawiony, albo zaskoczony. Albo i jedno i drugie.
- Dzięki Gacku.
W jego głosie też zabrzmiał ten dziwny ton. Z niewiadomych przyczyn Kretowi spodobała się ta krótka wymiana zdań. Nie było przecież w tym nic śmiesznego... albo po prostu ona tego nie dostrzegała. Ale Pan Rogacz chyba nie widział niczego dziwnego w jej zachowaniu. Nie przeszkadzało mu więc chyba nie zrobiła nic złego. Nie było więc też chyba potrzeby by tłumaczyć mu, że powiedzenie tego nie do końca było zamierzone.
Nagle straciła apetyt. Jednak by mieć już spokój z głodem i nie robić scen po tym jak Rogacz wskazał jej jadalną rzecz, zmusiła się do pochłonięcia większych ilości trawy.
Szli od ponad godziny prawie się do siebie nie odzywając. Może gdyby któreś z nich wiedziało cokolwiek chociaż o sobie, może znalazłby się jakiś temat do rozmowy. Niewiele jednak pamiętali, a zwłaszcza Ślepok, która nie wiedziała niemal niczego. Rogacz miał o tyle łatwiej, że widział wszystko i szybko przypominał sobie pewne rzeczy. Ona poznawała wszystko niemal od zera, powoli przypominała sobie to i owo. Jakby teraz postrzegała świat inaczej. Może kiedyś i ona widziała to wszystko? Ale czy można widzieć, a potem przestać widzieć? Albo, co ważniejsze, czy da się nie widzieć, a zacząć? I czy to na pewno dobry pomysł? Znowu rozpocząć poznawanie świata niemalże od zera?
Ślepok energicznie potrząsnęła głową. Chyba naprawdę zaczynało jej się nudzić. Ooo...po raz pierwszy od amnezji poczuła nudę. ,,Czy to powód do świętowania?" pomyślała, ale po chwili porzuciła ten banalny temat do rozmyślań. Zaczęła cicho piszczeć by znaleźć coś innego, co mogłoby zająć jej myśli. W końcu zatrzymała się na idącym trochę z przodu basiorze.
Był dla niej miły. Pomagał jej. A jednak jego głos czasem brzmiał dziwnie niepokojąco... ,,Ale dlaczego?". Pomimo iż starała się tego nie okazywać, nadal nie czuła się pewnie w jego towarzystwie. Było w nim coś... przerażającego? Tajemniczego? Niezrozumiałego? Była ciekawa kim on właściwie jest, dlaczego jest taki, a nie inny. Dlaczego tak bardzo różni się od niej. A jednocześnie rozumiała, że to nie jej sprawa i nie powinna zbytnio mieszać się do życia tego tu. Już i tak tacha te niewidomą za sobą. Nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć, więc może chociaż nie będzie mu dodatkowo utrudniać życia...
Nagle się zatrzymała. A raczej coś ja zatrzymało. Przez nieuwagę wpadła na rogacza, który stanął i zaczął się rozglądać.
- Przepraszam- powiedziała odsuwając się.
Zaczęła węszyć. Nie wyczuła żadnego obcego lub niepokojącego zapachu.
- O co chodzi?- spytała.
- Pomyślałem, że dobrze byłoby trochę pospać. Jakby nie patrzeć dzień nam się skończył- znowu ten dziwny ton.
,,Czyli dzień i noc istnieją...".
- Patrzeć...-mruknęła Ślepok i położyła się pod pierwszym z prawej drzewem.
Co jak co, ale pamiętała czym jest sen i jak zasnąć. A przynajmniej miała taką nadzieję. Basior przysiadł parę kroków dalej.
<Jack? Wybacz, że musiałeś tak długo czekać.>
- Bystryś Diabełku- rzuciła dziwnym dla siebie tonem.
,,Jak to się nazywało? To chyba tak zwany ,,sarkazm", albo ,,ironia"...". I znowu to wrażenie, że ktoś inny przez nią przemawia. W dodatku miała wrażenie, że ta ,,osoba" ma o wiele obszerniejszą wiedze od niej. Używa słów, których ona nie zna. Posługuje się głosem Kreta w sposób w jaki ona go używać nie potrafi. Zachowuje się sprzecznie z jej charakterem, w sposób dla niej nienaturalny. Podejrzenia samicy co do tego iż jej zachowanie jest dziwne potwierdziła reakcja Rogacza.
Nie mogła zobaczyć, że unosi brwi i szeroko się uśmiecha, ale lekko przekrzywiona głowa podpowiedziała jej, że basior jest albo rozbawiony, albo zaskoczony. Albo i jedno i drugie.
- Dzięki Gacku.
W jego głosie też zabrzmiał ten dziwny ton. Z niewiadomych przyczyn Kretowi spodobała się ta krótka wymiana zdań. Nie było przecież w tym nic śmiesznego... albo po prostu ona tego nie dostrzegała. Ale Pan Rogacz chyba nie widział niczego dziwnego w jej zachowaniu. Nie przeszkadzało mu więc chyba nie zrobiła nic złego. Nie było więc też chyba potrzeby by tłumaczyć mu, że powiedzenie tego nie do końca było zamierzone.
Nagle straciła apetyt. Jednak by mieć już spokój z głodem i nie robić scen po tym jak Rogacz wskazał jej jadalną rzecz, zmusiła się do pochłonięcia większych ilości trawy.
Szli od ponad godziny prawie się do siebie nie odzywając. Może gdyby któreś z nich wiedziało cokolwiek chociaż o sobie, może znalazłby się jakiś temat do rozmowy. Niewiele jednak pamiętali, a zwłaszcza Ślepok, która nie wiedziała niemal niczego. Rogacz miał o tyle łatwiej, że widział wszystko i szybko przypominał sobie pewne rzeczy. Ona poznawała wszystko niemal od zera, powoli przypominała sobie to i owo. Jakby teraz postrzegała świat inaczej. Może kiedyś i ona widziała to wszystko? Ale czy można widzieć, a potem przestać widzieć? Albo, co ważniejsze, czy da się nie widzieć, a zacząć? I czy to na pewno dobry pomysł? Znowu rozpocząć poznawanie świata niemalże od zera?
Ślepok energicznie potrząsnęła głową. Chyba naprawdę zaczynało jej się nudzić. Ooo...po raz pierwszy od amnezji poczuła nudę. ,,Czy to powód do świętowania?" pomyślała, ale po chwili porzuciła ten banalny temat do rozmyślań. Zaczęła cicho piszczeć by znaleźć coś innego, co mogłoby zająć jej myśli. W końcu zatrzymała się na idącym trochę z przodu basiorze.
Był dla niej miły. Pomagał jej. A jednak jego głos czasem brzmiał dziwnie niepokojąco... ,,Ale dlaczego?". Pomimo iż starała się tego nie okazywać, nadal nie czuła się pewnie w jego towarzystwie. Było w nim coś... przerażającego? Tajemniczego? Niezrozumiałego? Była ciekawa kim on właściwie jest, dlaczego jest taki, a nie inny. Dlaczego tak bardzo różni się od niej. A jednocześnie rozumiała, że to nie jej sprawa i nie powinna zbytnio mieszać się do życia tego tu. Już i tak tacha te niewidomą za sobą. Nie może mu się w żaden sposób odwdzięczyć, więc może chociaż nie będzie mu dodatkowo utrudniać życia...
Nagle się zatrzymała. A raczej coś ja zatrzymało. Przez nieuwagę wpadła na rogacza, który stanął i zaczął się rozglądać.
- Przepraszam- powiedziała odsuwając się.
Zaczęła węszyć. Nie wyczuła żadnego obcego lub niepokojącego zapachu.
- O co chodzi?- spytała.
- Pomyślałem, że dobrze byłoby trochę pospać. Jakby nie patrzeć dzień nam się skończył- znowu ten dziwny ton.
,,Czyli dzień i noc istnieją...".
- Patrzeć...-mruknęła Ślepok i położyła się pod pierwszym z prawej drzewem.
Co jak co, ale pamiętała czym jest sen i jak zasnąć. A przynajmniej miała taką nadzieję. Basior przysiadł parę kroków dalej.
<Jack? Wybacz, że musiałeś tak długo czekać.>
piątek, 16 października 2015
Od Jack’a - CD Mollis: Na koniec świata.
Gdyby samica nie pokazała na swój brzuch, wilk z pewnością miałby
problemy by zrozumieć (a może raczej- by sobie przypomnieć) znaczenie
słowa „brzuszek”. Właściwie to miał problem z przypomnieniem sobie wielu
słów, nie tylko tej konkretnej części ciała. Był na etapie poznawania
świata od początku, zupełnie jakby urodził się dziś rano (co, swoją
drogą, poniekąd było prawdą. Jeśli oczywiście można amnezje można
porównać do nowych narodzin). Najgorsze były jednak te proste słowa. Nie
pamiętał czym był brzuch i zapewne, gdyby nie drobne wyjaśnienie, na
pewno prędko by sobie nie przypomniał.
Wiedział natomiast, że jeśli się go rozetnie, twoje wnętrzności wypłyną na zewnątrz. Pamiętał też, że krew w tętnicy płynie pod ogromnym ciśnieniem, a przy jej podcięci jasny płyn wypływa (albo tryska) całkiem niezłym strumieniem. Aktualnie nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie owe tętnice się znajdowały i jak wyglądały, ale to była tylko kwestia czasu. Choć nie pamiętał również, że podcinanie ich wywoływało u niego obrzydzenie i wstręt (miejmy jednak nadzieję, że to czy sobie o tym przypomni już nie będzie kwestą czasu). Po co miał w takim razie wiedzieć czym jest brzuch, skoro dysponował znacznie szerszą wiedzą (co z tego, że i tak niczego nie rozumiał, ale ciiichoszaa)? Tak przynajmniej mu się zdawało, choć prędko zobaczy jak bardzo się mylił.
Ważna była jedna rzecz. Mianowicie, nowo poznana wadera utożsamiała to dziwne burczenie w brzuchu, czy też „brzuszku”, jak to sama określiła, z głodem. A głód był… był… brakiem czegoś w brzuchu. Czegoś co można zjeść i dzięki temu już nie być głodnym. Cóż, z pewnością łatwo jest nazywać rzeczy „czymś”, trudniej jednak zidentyfikować, lub chociaż bliżej określić czym owe „coś” w rzeczywistości jest.
Jedno było pewne, rogaty basior nie miał pojęcia co można było zjeść by zapełnić tą dziwną pustkę w brzuchu i tym samym poradzić sobie z głodem. On tego nie wiedział, ale może wiedziała to ta nowo poznana wadera? Skoro dysponowała wiedzą na temat tego czym jest „brzuszek” to może wiedziała też co oni mogą jeść? Nie zaszkodziło zapytać. Najpierw jednak trzeba było uporządkować sobie kilka rzeczy w głowie.
-Hm…- odezwał się samiec, po dłuższym milczeniu.- Twój brzuszek wydaje takie dźwięki, bo jest głodny.- zaraz po tym jak wypowiedział owe zdanie, zauważył jak głupio to wszystko brzmi. Czy ograny faktycznie mogą być głodne?- To znaczy, ty jesteś głodna. Głod…na.- powtórzył ostatnie słowo, z nadzieję, że dzięki temu wszystko szybciej i, co ważniejsze, na dłużej zapamięta.
-Głod…na.- jak echo powtórzyła brązowo-niebieska wadera i, gdyby jej czoło nie zasłaniały pasma włosów, basior dostrzegłby jak marszczy brwi.- Wiesz co można z tym zrobić?
Basior zrobił wielkie oczy, gdyż szczerze mówiąc miał nadzieję, że jego nowa znajoma mu wszystko wyjaśni. A tutaj kicha. Skoro żadne z nich nie wiedziało co mieli jeść, to co zrobią dalej? Mogą liczyć na to, że za jakiś czas wszystko wróci do normy i przypomną sobie chociaż takie podstawowe, ale jakże potrzebne rzeczy. Ale co jeśli to tak szybko nie nastąpi? A jeśli nie zdążą sobie niczego przypomnieć, albo (co gorsza) jeśli nigdy już nie odzyskają pamięci? Bo z pewnością ją utracili, czarny basior był tego pewien, zwłaszcza że co jakiś czas miewał jakieś niejasne przebłyski. Zupełnie, jakby budziła się w nim druga część jego osobowości, która nie godziła się na to wszystko. Na amnezję, na bezradność, na… na wszystko z czym teraz przyszło mu się zmierzyć. Ciekawe, czy jego towarzyszka też tak miała?
-Myślałem, że ty mi powiesz.- przyznał się w końcu.
-Jak myślisz… długo można nie jeść?
Czarny basior spojrzał na waderę i uniósł jedną brew. Ona jednak nie mogła tego zobaczyć, gdyż jak już kilka razy mówiłam (i mówiła to również sama Mollis) samica była niewidoma.
-Chyba nie. Potem stanie się z nami coś złego…- rogacz nie był tego do końca pewny, ale budzący się w nim instynkt kazał mu myśleć w taki sposób.
-Co to znaczy „coś złego”?
-Dobre pytanie.- przyznał basior i po chwili podniósł się z ziemi. Nie miał żadnego konkretnego planu co dalej zrobić. Gdzie się udać, jak daleko, czy iść samemu… a może jego nowa znajoma zdecyduje się wędrować z nim? A może to on zdecyduje się wędrować z nią? W tamtym momencie wiedział tylko tyle, że nie chce dłużej siedzieć bezczynnie w jednym miejscu i ma ochotę się przejść. Mógłby nawet iść w nieskończoność, bez przerwy. Nie ważne, że nigdy by nie doszedł do końca i podróżowałby bez żadnego celu. To nie cel był tutaj ważny, lecz sama podróż. Noce spędzone pod gwiaździstym niebem i wędrówki w świetle księżyca. Budzenie się jeszcze przed wschodem słońca i oglądanie jego zachodu, gdy barwi niebo na różowo-pomarańczowy kolor. Zdawało mu się, że mógłby to polubić.
Najpierw jednak trzeba było się podnieść. Dlatego też basior wstał z ziemi, a gdy wykonał tą czynność poczuł na sobie spojrzenie wadery. Cóż, „spojrzeniem” nazwać tego nie można, ale samica odwróciła głowę w jego stronę.
-Gdzie idziesz?
Basior uśmiechnął się tajemniczo, choć ta czynność również umknęła niewidomej.
-Na koniec świata.
Słysząc to, samica również się podniosła.
-Mogę z tobą?- spytała, choć zaraz urwała, jakby właśnie o czymś sobie przypomniała.- Czy to bardzo daleko?
-Nie wiem… zawsze możemy iść przed siebie, aż na coś nie natrafimy. Co o tym myślisz?
-Do czasu aż nie stanie się nam „coś złego” z głodu.- przypomniała mu towarzyszka. Basior, nie wiedzieć czemu, uznał to za całkiem zabawne i zaśmiał się krótko. Na szczęście nie był to kpiący śmiech, tylko zwykłe i szczere rozbawienie.
-Coś nie tak?- samica najwyraźniej nie była pewna, czy zrobiła coś złego, czy może to z Rogaczem było coś nie w porządku. Ten tylko machnął wymijająco łapą, choć zaraz dotarło do niego, że ta czynność wcale nie była potrzebna.
-Nie, wszystko w porządku.
Oboje wyruszyli, choć właściwie to żadne z nich nie miało przed sobą celu, a nawet jeśli takowy był, to z pewnością nie zaznaczał się zbyt jasno. Ale czy dla wilka z amnezją cokolwiek na świecie może być jasne? A tym bardziej cel, jaki czeka go na końcu podróży? Cóż, nasza dwójka bohaterów miała się o tym dopiero przekonać. Na razie oboje szli przed siebie we względnej ciszy. Ciszy, którą co jakiś czas przerywał śpiew wiatru, który nawoływał ich do siebie, po czym jakby przekonany, że nikt się go nie posłucha, zostawił w spokoju dwa wilki i dalej pomknął przed siebie. Ową ciszę przerywały też gałęzie, trzeszczące pod łapami wilków, a w końcu głos wadery.
-A co gdybyśmy tak spróbowali coś zjeść? By nie być już głodnym?- odwróciła głowę w stronę czarnego basiora. Ten pomysł zapewne wielu wydałby się niedorzeczny, ale nikt po utracie pamięci nie wpadłby na nic lepszego. Dlaczego więc rogaty basior miałby się nie zgodzić?
-To nie jest zły pomysł.- przyznał, zwłaszcza że on sam również zaczynał odczuwać głód, choć póki co nie był on aż tak silny.
-To od czego zaczynamy?- to pytanie było też zarówno prośbą, skierowaną do demona. Samica nie potrafiła dostrzec wszystkiego, choć bez wątpienia echolokacja wiele jej dawała. Nawet jeśli sposób jej działania nie był do końca jasny dla samca. Tak samo, jak dla wadery sposób patrzenia na świat i dostrzegania czegokolwiek było wielką tajemnicą.
Czerwonooki zdecydował się więc wziąć pierwszą lepszą rzecz, jaką miał pod łapą. Co to takiego było? Może… na przykład to dziwne, zielone „coś”, co rosło wokół jego łap? Niektóre pasemka były wyższe od pozostałych, a gdy samiec zerwał kilka z nich przypomniał sobie, że na to mówi się „trawa”. Niepewnie wziął kilka do pyska i zaczął je przeżuwać. Z początku wydawały mu się dość dziwne, może nawet i odrobinę słone, ale wcale nie były takie złe. Nie były złe, a poza tym zaspokajały jego głód. Czyżby właśnie znaleźli coś, dzięki czemu nie będzie już więcej burczeć im w brzuchu?
-Spróbuj. To działa na głód!- zadowolony, zwrócił się do samicy, zrywając kilka kolejnych kęp trawy i podając je towarzysze.
Niewidoma wadera również wzięła kilka listków do pyska.
<Mollis? Nasze imiona mogą jeszcze poczekać x3 >
Wiedział natomiast, że jeśli się go rozetnie, twoje wnętrzności wypłyną na zewnątrz. Pamiętał też, że krew w tętnicy płynie pod ogromnym ciśnieniem, a przy jej podcięci jasny płyn wypływa (albo tryska) całkiem niezłym strumieniem. Aktualnie nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie owe tętnice się znajdowały i jak wyglądały, ale to była tylko kwestia czasu. Choć nie pamiętał również, że podcinanie ich wywoływało u niego obrzydzenie i wstręt (miejmy jednak nadzieję, że to czy sobie o tym przypomni już nie będzie kwestą czasu). Po co miał w takim razie wiedzieć czym jest brzuch, skoro dysponował znacznie szerszą wiedzą (co z tego, że i tak niczego nie rozumiał, ale ciiichoszaa)? Tak przynajmniej mu się zdawało, choć prędko zobaczy jak bardzo się mylił.
Ważna była jedna rzecz. Mianowicie, nowo poznana wadera utożsamiała to dziwne burczenie w brzuchu, czy też „brzuszku”, jak to sama określiła, z głodem. A głód był… był… brakiem czegoś w brzuchu. Czegoś co można zjeść i dzięki temu już nie być głodnym. Cóż, z pewnością łatwo jest nazywać rzeczy „czymś”, trudniej jednak zidentyfikować, lub chociaż bliżej określić czym owe „coś” w rzeczywistości jest.
Jedno było pewne, rogaty basior nie miał pojęcia co można było zjeść by zapełnić tą dziwną pustkę w brzuchu i tym samym poradzić sobie z głodem. On tego nie wiedział, ale może wiedziała to ta nowo poznana wadera? Skoro dysponowała wiedzą na temat tego czym jest „brzuszek” to może wiedziała też co oni mogą jeść? Nie zaszkodziło zapytać. Najpierw jednak trzeba było uporządkować sobie kilka rzeczy w głowie.
-Hm…- odezwał się samiec, po dłuższym milczeniu.- Twój brzuszek wydaje takie dźwięki, bo jest głodny.- zaraz po tym jak wypowiedział owe zdanie, zauważył jak głupio to wszystko brzmi. Czy ograny faktycznie mogą być głodne?- To znaczy, ty jesteś głodna. Głod…na.- powtórzył ostatnie słowo, z nadzieję, że dzięki temu wszystko szybciej i, co ważniejsze, na dłużej zapamięta.
-Głod…na.- jak echo powtórzyła brązowo-niebieska wadera i, gdyby jej czoło nie zasłaniały pasma włosów, basior dostrzegłby jak marszczy brwi.- Wiesz co można z tym zrobić?
Basior zrobił wielkie oczy, gdyż szczerze mówiąc miał nadzieję, że jego nowa znajoma mu wszystko wyjaśni. A tutaj kicha. Skoro żadne z nich nie wiedziało co mieli jeść, to co zrobią dalej? Mogą liczyć na to, że za jakiś czas wszystko wróci do normy i przypomną sobie chociaż takie podstawowe, ale jakże potrzebne rzeczy. Ale co jeśli to tak szybko nie nastąpi? A jeśli nie zdążą sobie niczego przypomnieć, albo (co gorsza) jeśli nigdy już nie odzyskają pamięci? Bo z pewnością ją utracili, czarny basior był tego pewien, zwłaszcza że co jakiś czas miewał jakieś niejasne przebłyski. Zupełnie, jakby budziła się w nim druga część jego osobowości, która nie godziła się na to wszystko. Na amnezję, na bezradność, na… na wszystko z czym teraz przyszło mu się zmierzyć. Ciekawe, czy jego towarzyszka też tak miała?
-Myślałem, że ty mi powiesz.- przyznał się w końcu.
-Jak myślisz… długo można nie jeść?
Czarny basior spojrzał na waderę i uniósł jedną brew. Ona jednak nie mogła tego zobaczyć, gdyż jak już kilka razy mówiłam (i mówiła to również sama Mollis) samica była niewidoma.
-Chyba nie. Potem stanie się z nami coś złego…- rogacz nie był tego do końca pewny, ale budzący się w nim instynkt kazał mu myśleć w taki sposób.
-Co to znaczy „coś złego”?
-Dobre pytanie.- przyznał basior i po chwili podniósł się z ziemi. Nie miał żadnego konkretnego planu co dalej zrobić. Gdzie się udać, jak daleko, czy iść samemu… a może jego nowa znajoma zdecyduje się wędrować z nim? A może to on zdecyduje się wędrować z nią? W tamtym momencie wiedział tylko tyle, że nie chce dłużej siedzieć bezczynnie w jednym miejscu i ma ochotę się przejść. Mógłby nawet iść w nieskończoność, bez przerwy. Nie ważne, że nigdy by nie doszedł do końca i podróżowałby bez żadnego celu. To nie cel był tutaj ważny, lecz sama podróż. Noce spędzone pod gwiaździstym niebem i wędrówki w świetle księżyca. Budzenie się jeszcze przed wschodem słońca i oglądanie jego zachodu, gdy barwi niebo na różowo-pomarańczowy kolor. Zdawało mu się, że mógłby to polubić.
Najpierw jednak trzeba było się podnieść. Dlatego też basior wstał z ziemi, a gdy wykonał tą czynność poczuł na sobie spojrzenie wadery. Cóż, „spojrzeniem” nazwać tego nie można, ale samica odwróciła głowę w jego stronę.
-Gdzie idziesz?
Basior uśmiechnął się tajemniczo, choć ta czynność również umknęła niewidomej.
-Na koniec świata.
Słysząc to, samica również się podniosła.
-Mogę z tobą?- spytała, choć zaraz urwała, jakby właśnie o czymś sobie przypomniała.- Czy to bardzo daleko?
-Nie wiem… zawsze możemy iść przed siebie, aż na coś nie natrafimy. Co o tym myślisz?
-Do czasu aż nie stanie się nam „coś złego” z głodu.- przypomniała mu towarzyszka. Basior, nie wiedzieć czemu, uznał to za całkiem zabawne i zaśmiał się krótko. Na szczęście nie był to kpiący śmiech, tylko zwykłe i szczere rozbawienie.
-Coś nie tak?- samica najwyraźniej nie była pewna, czy zrobiła coś złego, czy może to z Rogaczem było coś nie w porządku. Ten tylko machnął wymijająco łapą, choć zaraz dotarło do niego, że ta czynność wcale nie była potrzebna.
-Nie, wszystko w porządku.
Oboje wyruszyli, choć właściwie to żadne z nich nie miało przed sobą celu, a nawet jeśli takowy był, to z pewnością nie zaznaczał się zbyt jasno. Ale czy dla wilka z amnezją cokolwiek na świecie może być jasne? A tym bardziej cel, jaki czeka go na końcu podróży? Cóż, nasza dwójka bohaterów miała się o tym dopiero przekonać. Na razie oboje szli przed siebie we względnej ciszy. Ciszy, którą co jakiś czas przerywał śpiew wiatru, który nawoływał ich do siebie, po czym jakby przekonany, że nikt się go nie posłucha, zostawił w spokoju dwa wilki i dalej pomknął przed siebie. Ową ciszę przerywały też gałęzie, trzeszczące pod łapami wilków, a w końcu głos wadery.
-A co gdybyśmy tak spróbowali coś zjeść? By nie być już głodnym?- odwróciła głowę w stronę czarnego basiora. Ten pomysł zapewne wielu wydałby się niedorzeczny, ale nikt po utracie pamięci nie wpadłby na nic lepszego. Dlaczego więc rogaty basior miałby się nie zgodzić?
-To nie jest zły pomysł.- przyznał, zwłaszcza że on sam również zaczynał odczuwać głód, choć póki co nie był on aż tak silny.
-To od czego zaczynamy?- to pytanie było też zarówno prośbą, skierowaną do demona. Samica nie potrafiła dostrzec wszystkiego, choć bez wątpienia echolokacja wiele jej dawała. Nawet jeśli sposób jej działania nie był do końca jasny dla samca. Tak samo, jak dla wadery sposób patrzenia na świat i dostrzegania czegokolwiek było wielką tajemnicą.
Czerwonooki zdecydował się więc wziąć pierwszą lepszą rzecz, jaką miał pod łapą. Co to takiego było? Może… na przykład to dziwne, zielone „coś”, co rosło wokół jego łap? Niektóre pasemka były wyższe od pozostałych, a gdy samiec zerwał kilka z nich przypomniał sobie, że na to mówi się „trawa”. Niepewnie wziął kilka do pyska i zaczął je przeżuwać. Z początku wydawały mu się dość dziwne, może nawet i odrobinę słone, ale wcale nie były takie złe. Nie były złe, a poza tym zaspokajały jego głód. Czyżby właśnie znaleźli coś, dzięki czemu nie będzie już więcej burczeć im w brzuchu?
-Spróbuj. To działa na głód!- zadowolony, zwrócił się do samicy, zrywając kilka kolejnych kęp trawy i podając je towarzysze.
Niewidoma wadera również wzięła kilka listków do pyska.
<Mollis? Nasze imiona mogą jeszcze poczekać x3 >
niedziela, 27 września 2015
Oj, oj, będę zła!
Halo, Halooooooooooo! Większość z Was zna moją niecierpliwość i jej limit został przekroczony. Co się dzieje? Pochłonęła Was otchłań? Żądam wyjaśnień! Jak ktoś czeka, aż inni napiszą CD grupowego opka, to nich sam dokończy jeśli ma pomysł. No, wiadomo można nie mieć czasu ale niektóre nieobecność za długo trwają. Chcę dostać jakieś opka! Ustalcie to sobie kto jak kończy itp. A jak nie możecie na razie pisać to wyślijcie mi przynajmniej krótkie info, że żyjecie i pamiętacie o tej co zapomniała...
~~Zniecierpliwiona Yan
piątek, 11 września 2015
Od Mollis - CD Jack'a
Gdyby nie fakt, że ta oto niewidoma straciła pamięć, najpewniej uznałaby
tę sytuację za niezręczną. Straciła ją jednak więc nie wydawało jej się
niczym nadzwyczajny leżenie na płask na samcu. Powoli zlazła z Rogacza i
usiadła kilka kroków dalej.
- Dziękuję- powiedziała gdy basior wstał z sykiem wywołanym, najpewniej, bólem pleców- Gdyby nie ty miałabym o wiele twardsze lądowanie.
Rogacz uśmiechnął się szeroko, ale ślepa wadera nie za bardzo mogła to zauważyć. Jego humor mogła rozpoznawać wyłącznie po tonie głosu i, ewentualnie, ruchach ciała.
- Albo w ogóle byś nie zeszła- mruknął.
Ślepok lekko przekrzywiła łeb.
- Pewnie masz rację- stwierdziła.
Na parę minut zapadła cisza. ,,I co teraz?" Zeszła, a raczej spadła, z drzewa. Teraz nic nie stoi Rogaczowi na drodze. Ale nadal żyła, a to dobrze rokuje na najbliższe parę minut. ,,Ale z drugiej strony, czy zabijanie nieznajomych jest normalne? Z pewnością normalniejsze od zabijania znajomych." Mimo, że iq tejże wadery niskie nie było, to jednak nieco rozbolała ją głowa. Za dużo wrażeń na jeden dzień... A może noc? Czym jest noc, a czym dzień? Czy w ogóle istnieją? Jak je rozpoznać? Czy posiadanie rogów jest normalne? O, i czy ona je posiada?
Wadera, ku rozbawieniu basiora, uniosła przednie łapy do góry, położyła je sobie na głowie i zaczęła ją macać. W pewnym momencie straciła równowagę i przewróciła się do tyłu. Przez te kilka krótkich sekund gdy leżała na ziemi coś sobie uświadomiła. Wstała, pochyliła się do przodu i przycisnęła głowę do gleby. Przywarła do niej bez problemów, wiec rogów nie miała.
- Ha!- wykrzyknęła ni to tryumfalnie, ni to jak i wyprostowała się.
Cała pokryta była kurzem, ale jej to nie przeszkadzało. W sumie to nie mogło bo nie mogła tego zauważyć.
- Ha, co?- spytał basior o którego obecności prawie zapomniała.
- Nie mam rogów!- Ślepok powiedziała to takim tonem, jakby powód dla którego tarzała się w ziemi był całkowicie oczywisty. Albo jakby i on chciał wiedzieć czy ona ma rogi.
Gdyby cokolwiek widziała dostrzegłaby, że basior uniósł jedną ,,brew" i lekko się uśmiechnął.
- To co teraz?- spytał.
- Nie wiem. Jakby nie patrzeć nie potrafię przewidywać przeszłości... A powinnam?
Basior westchnął ni to z rezygnacją, ni to z rozbawieniem.
- Nie, ja też nie umiem.
Wadera odetchnęła z ulgą. Na pysk cisnęło jej się wiele pytań. Czy posiadanie rogów jest normalne? Czym różni się dzień od nocy? Czy w ogóle jest coś takiego jak dzień i noc? Czy...
Nagle powietrze przeszył niski, bulgotliwy pomruk. Wadera pisnęła i odskoczyła, co wywołało niemal spazmatyczny śmiech Rogacza. Szybko oddychając, z pomocą echolokacji, obserwowała jak ten zwija się ze śmiechu. Co on w tym widzi śmiesznego? Znikąd wydobywa się straszny dźwięk, a ten nie dość że nie ruszył się z miejsca, to jeszcze ma ubaw z nie wiadomo czego.
- C-co cię tak b-bawi?- wydukała zmuszając się do wykonania kilku kroków w kierunku basiora.
Ten nic nie odpowiedział dalej zanosząc się śmiechem. ,,Czy on na pewno dobrze się czuje?". Pysk Ślepoka wykrzywił grymas zakłopotania. ,,Czy taka reakcja jest normalna? Czym w ogóle jest normalność? Czy to, że poruszałam się tylko dzięki słuchowi jest normalne?". Westchnęła głośno i ruszyła w pierwszym lepszym kierunku. Zignorowała kolejny pomruk, a potem następny i następny. Dopiero przy n a s t ę p n y m postanowiła się zatrzymać. Dopiero teraz dotarło do niej, że te odgłosy wydobywają się z jej brzucha. I co teraz? ,,Rozejrzała" się dookoła w poszukiwaniu Rogacza.
- Rogaczu!- zawołała.
Gdy ten nie opowiedział powtórzyła, powtórzyła, powtórzyła i jeszcze raz powtórzyła.
- Panie Rogaczu!- zawołała tak głośno, że coś stojącego tuż obok niej się przewróciło.
Zwróciła głowę w kierunku tego czegoś i wydała z siebie kilka pisków.
- Rogacz? A co ty robisz na ziemi?- Ślepok przekrzywiła głowę.
Wilk uniósł jedną brew do góry.
- Opalam się?
Wadera zmarszczyła czoło, czego samiec, ze względu na grzywkę, zauważyć nie mógł.
- Skoro taka twoja wola...- wadera wzruszyła barkami- Ale najpierw mógłbyś rozwiązać mój problem?
Basior przewrócił oczami, ale Ślepok nie mogła tego zauważyć. Po raz setny powtarzam, że jest ślepa.
- Kolejny? Wal.
Gdyby (uwaga: powtarzam się po raz sto pierwszy) nie była ślepa pewnie właśnie wylatywały by jej oczy z orbit.
- W co ma walnąć?
Rogacz strzelił się łapą w pysk.
- W nic, w nic. To... jaki masz problem?
,,To w końcu o co biega z tym całym waleniem? Wal...walenie...Waleń to chyba takie zwierze..."
- Mój brzuszek wydaje dziwne dźwięki- powiedziała siadając i wskazując mu łapą ,,brzuszek" na wypadek gdyby nie widział co słowo ,,brzuszek" oznacza.
<Panie Rogaczu? Chyba musimy sobie w końcu ponadawać imiona -3->
- Dziękuję- powiedziała gdy basior wstał z sykiem wywołanym, najpewniej, bólem pleców- Gdyby nie ty miałabym o wiele twardsze lądowanie.
Rogacz uśmiechnął się szeroko, ale ślepa wadera nie za bardzo mogła to zauważyć. Jego humor mogła rozpoznawać wyłącznie po tonie głosu i, ewentualnie, ruchach ciała.
- Albo w ogóle byś nie zeszła- mruknął.
Ślepok lekko przekrzywiła łeb.
- Pewnie masz rację- stwierdziła.
Na parę minut zapadła cisza. ,,I co teraz?" Zeszła, a raczej spadła, z drzewa. Teraz nic nie stoi Rogaczowi na drodze. Ale nadal żyła, a to dobrze rokuje na najbliższe parę minut. ,,Ale z drugiej strony, czy zabijanie nieznajomych jest normalne? Z pewnością normalniejsze od zabijania znajomych." Mimo, że iq tejże wadery niskie nie było, to jednak nieco rozbolała ją głowa. Za dużo wrażeń na jeden dzień... A może noc? Czym jest noc, a czym dzień? Czy w ogóle istnieją? Jak je rozpoznać? Czy posiadanie rogów jest normalne? O, i czy ona je posiada?
Wadera, ku rozbawieniu basiora, uniosła przednie łapy do góry, położyła je sobie na głowie i zaczęła ją macać. W pewnym momencie straciła równowagę i przewróciła się do tyłu. Przez te kilka krótkich sekund gdy leżała na ziemi coś sobie uświadomiła. Wstała, pochyliła się do przodu i przycisnęła głowę do gleby. Przywarła do niej bez problemów, wiec rogów nie miała.
- Ha!- wykrzyknęła ni to tryumfalnie, ni to jak i wyprostowała się.
Cała pokryta była kurzem, ale jej to nie przeszkadzało. W sumie to nie mogło bo nie mogła tego zauważyć.
- Ha, co?- spytał basior o którego obecności prawie zapomniała.
- Nie mam rogów!- Ślepok powiedziała to takim tonem, jakby powód dla którego tarzała się w ziemi był całkowicie oczywisty. Albo jakby i on chciał wiedzieć czy ona ma rogi.
Gdyby cokolwiek widziała dostrzegłaby, że basior uniósł jedną ,,brew" i lekko się uśmiechnął.
- To co teraz?- spytał.
- Nie wiem. Jakby nie patrzeć nie potrafię przewidywać przeszłości... A powinnam?
Basior westchnął ni to z rezygnacją, ni to z rozbawieniem.
- Nie, ja też nie umiem.
Wadera odetchnęła z ulgą. Na pysk cisnęło jej się wiele pytań. Czy posiadanie rogów jest normalne? Czym różni się dzień od nocy? Czy w ogóle jest coś takiego jak dzień i noc? Czy...
Nagle powietrze przeszył niski, bulgotliwy pomruk. Wadera pisnęła i odskoczyła, co wywołało niemal spazmatyczny śmiech Rogacza. Szybko oddychając, z pomocą echolokacji, obserwowała jak ten zwija się ze śmiechu. Co on w tym widzi śmiesznego? Znikąd wydobywa się straszny dźwięk, a ten nie dość że nie ruszył się z miejsca, to jeszcze ma ubaw z nie wiadomo czego.
- C-co cię tak b-bawi?- wydukała zmuszając się do wykonania kilku kroków w kierunku basiora.
Ten nic nie odpowiedział dalej zanosząc się śmiechem. ,,Czy on na pewno dobrze się czuje?". Pysk Ślepoka wykrzywił grymas zakłopotania. ,,Czy taka reakcja jest normalna? Czym w ogóle jest normalność? Czy to, że poruszałam się tylko dzięki słuchowi jest normalne?". Westchnęła głośno i ruszyła w pierwszym lepszym kierunku. Zignorowała kolejny pomruk, a potem następny i następny. Dopiero przy n a s t ę p n y m postanowiła się zatrzymać. Dopiero teraz dotarło do niej, że te odgłosy wydobywają się z jej brzucha. I co teraz? ,,Rozejrzała" się dookoła w poszukiwaniu Rogacza.
- Rogaczu!- zawołała.
Gdy ten nie opowiedział powtórzyła, powtórzyła, powtórzyła i jeszcze raz powtórzyła.
- Panie Rogaczu!- zawołała tak głośno, że coś stojącego tuż obok niej się przewróciło.
Zwróciła głowę w kierunku tego czegoś i wydała z siebie kilka pisków.
- Rogacz? A co ty robisz na ziemi?- Ślepok przekrzywiła głowę.
Wilk uniósł jedną brew do góry.
- Opalam się?
Wadera zmarszczyła czoło, czego samiec, ze względu na grzywkę, zauważyć nie mógł.
- Skoro taka twoja wola...- wadera wzruszyła barkami- Ale najpierw mógłbyś rozwiązać mój problem?
Basior przewrócił oczami, ale Ślepok nie mogła tego zauważyć. Po raz setny powtarzam, że jest ślepa.
- Kolejny? Wal.
Gdyby (uwaga: powtarzam się po raz sto pierwszy) nie była ślepa pewnie właśnie wylatywały by jej oczy z orbit.
- W co ma walnąć?
Rogacz strzelił się łapą w pysk.
- W nic, w nic. To... jaki masz problem?
,,To w końcu o co biega z tym całym waleniem? Wal...walenie...Waleń to chyba takie zwierze..."
- Mój brzuszek wydaje dziwne dźwięki- powiedziała siadając i wskazując mu łapą ,,brzuszek" na wypadek gdyby nie widział co słowo ,,brzuszek" oznacza.
<Panie Rogaczu? Chyba musimy sobie w końcu ponadawać imiona -3->
niedziela, 6 września 2015
Od Jack'a - CD Mollis: Zawsze mogło być gorzej.
Basior widząc zakłopotanie nieznajomej wadery, tylko wywrócił oczami.
Spojrzał na ciemną wilczycę z rozbawieniem. Nieznajoma, na jego
szczęście nie mogła tego zobaczyć, gdyż zapewne uznałaby ten gest za
nieco obraźliwy. Jack jednak nie miał pojęcia, czy faktycznie tak było.
Sam miał nikłe pojęcie na temat dobra i zła, a nawet przed utratą
pamięci nie miał zwyczaju do dzielenia świata na te dwie kategorie.
Dlatego też kiedyś przemoc i wredne odzywki były dla niego czymś
zupełnie naturalnym. Może gdyby pamiętał jeszcze o dawnym sobie,
zareagowałby zupełnie inaczej na strach i bezradność nowej znajomej.
Jednak w tamtej chwili nie pamiętał nawet jak miał na imię, a co dopiero
jak się kiedyś zachowywał. Podszedł tylko do drzewa, na którym utknęła
czarno-kremowa wadera i uniósł jedną brew do góry.
-Doprawdy? Życie jest całkiem krótkie. Chyba nie chcesz zmarnować go, siedząc na drzewie, prawda?- spytał się w końcu.
Nieznajoma nie odpowiedziała od razu. Przez chwile zdawało mu się, że wilczyca nie usłyszała jego pytania, więc chciał odezwać się ponownie. Ona jednak go uprzedziła.
-Skoro jest takie krótkie, to nie będę siedziała tutaj tak długo.
-Oj, weź przestań. Wcale nie jesteś tak wysoko nad ziemią. Nie musisz się bać.- rogaty wilk za wszelka cenę próbował wmówić waderze kłamstwo, jednak bez skutku.
Obca znajdowała się dobre kilka metrów nad ziemią, co wcale nie było tak nisko. Przyznaję, samcowi przez chwilę przyszło do głowy, by wykorzystać fakt iż wilczyca jest niewidoma i powiedzieć jej, że znajduje tuż nad ziemią. Wadera zeszłaby z drzewa, nie zastanawiając się nawet nad tym, jak wysoko udało jej się wdrapać. Jednak, jego plan miał pewną lukę. Na jego nieszczęście, samica potrafiła posługiwać się echolokacją, co wcześniej zdążyła mu wyjaśnić. Wiedziała, że znajduje się wysoko nad ziemią i wiedziała co może się z nią stać, jeśli w tym momencie spadłaby z drzewa. To dlatego się przestraszyła i za nic w świecie nie chciała zejść.
-Nie prawda. Nie zejdę stąd i koniec.- oświadczyła stanowczo, co ( zważywszy na okoliczności w jakich się znalazła) było nieco dziwne.
-Jesteś absolutnie pewna?- samiec spytał się wadery i podszedł jeszcze bliżej drzewa. Teraz stał już praktycznie pod nim. Gdyby wadera w tamtym momencie niechcący puściła się lub starcia równowagę i upadła, najprawdopodobniej wylądowałaby na nim. Czarny wilk skrzywił się, gdy zdał sobie z tego sprawę. Nie chodziło o to, że nieznajoma była wielka i ciężka (wszyscy wiemy, że to nie prawda), ale gdy ktoś spada z wysokości kilku metrów, to może ważyć tyle co szczeniak, a i tak jeśli spadnie komuś na plecy, to owy nieszczęśnik poczuje to bardzo wyraźnie. A przy okazji, również upadnie na ziemię.
-T-tak… jestem.
Basior uśmiechnął się odrobinę. Ta sytuacja powoli zaczęła go bawić, nawet jeśli brzmi to naprawdę okropnie. Jednak w żaden sposób nie miał zamiaru naśmiewać się z nieznajomej. Uznał po prostu, że to ogólna sytuacja, w jakiej się znaleźli jest całkiem zabawna, a nie wilczyca, która boi się zejść z drzewa.
-Posłuchaj, mam w takim razie propozycję. Przyjmiesz ją, czy nie?- tym razem nie musiał czekać na odpowiedź.
-To zależy, o co chodzi.
-Chcesz zejść sama czy mam ci pomóc?- słysząc to, wadera jeszcze bardziej przytuliła się do drzewa. Zupełnie jakby usiłowała w nie wrosnąć.
-Ani jedno, ani drugie. Nie schodzę.
-Czyli mam ci pomóc.- basior powiedział to dostatecznie głośno, by jego słowa na pewno dotarły do nowej znajomej.
Wilk okrążył drzewo, na którym utknęła wadera i przez chwilę naprawdę był gotów się na nie wdrapać. Obca chyba znakomicie zdawała sobie z tego sprawę, gdyż zaraz odparła pospiesznie, że sama spróbuje zejść. I faktycznie, powoli i bardzo ostrożnie, zaczęła się zsuwać z drzewa. Dalej jednak znajdowała się całkiem wysoko i najwyraźniej dzięki echolokacji, świetnie zdawała sobie ze wszystkiego sprawę. Basior cierpliwie obserwował jak niewidoma wadera schodzi z drzewa. W końcu znalazła się niecałe dwa metry nad ziemią i zatrzymała się na chwilę.
-Coś się stało?
-Nie… nic.- odparła, jednak dalej zamierała w bezruchu.
Czerwonooki basior wciąż czekał cierpliwie, wiedząc, że nie powinien w żaden sposób próbować poganiać nieznajomej (choć przyznam, że kilka razy naprawdę go korciło i z wielkim trudem zdołał się powstrzymać). Przez chwilę zdawało mu się, że słyszy jak samica stawia kolejne kroki, które z każdą chwilą przybliżały ją do ziemi. Jednak w tym momencie wilczyca straciła równowagę. Zachwiała się i z odległości prawie półtora metra, spadła prosto na rogatego basiora. Po chwili oboje znaleźli się na ziemi, a wilk leżał brzuchem na trawie.
-O, p-przepraszam… nic ci nie jest?- usłyszał głos wadery, tuż nad swoim uchem. W istocie, samica spadła prosto na jego grzbiet, więc jej pysk znajdował się nad jego rogami.
-W porządku.- odparł w końcu, ciesząc się w duchu, że nieznajoma nie jest ciężka i, że spadła ze stosunkowo niewielkiej odległości. W końcu mogło być gorzej.- Byłoby jednak lepiej, gdybyś zeszła mi z grzbietu.- zauważył, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech.
<Mollis? Zejdziesz z niego, czy nie? XD A i wybacz, że musiałaś tak długo czekać na opko *^*>
-Doprawdy? Życie jest całkiem krótkie. Chyba nie chcesz zmarnować go, siedząc na drzewie, prawda?- spytał się w końcu.
Nieznajoma nie odpowiedziała od razu. Przez chwile zdawało mu się, że wilczyca nie usłyszała jego pytania, więc chciał odezwać się ponownie. Ona jednak go uprzedziła.
-Skoro jest takie krótkie, to nie będę siedziała tutaj tak długo.
-Oj, weź przestań. Wcale nie jesteś tak wysoko nad ziemią. Nie musisz się bać.- rogaty wilk za wszelka cenę próbował wmówić waderze kłamstwo, jednak bez skutku.
Obca znajdowała się dobre kilka metrów nad ziemią, co wcale nie było tak nisko. Przyznaję, samcowi przez chwilę przyszło do głowy, by wykorzystać fakt iż wilczyca jest niewidoma i powiedzieć jej, że znajduje tuż nad ziemią. Wadera zeszłaby z drzewa, nie zastanawiając się nawet nad tym, jak wysoko udało jej się wdrapać. Jednak, jego plan miał pewną lukę. Na jego nieszczęście, samica potrafiła posługiwać się echolokacją, co wcześniej zdążyła mu wyjaśnić. Wiedziała, że znajduje się wysoko nad ziemią i wiedziała co może się z nią stać, jeśli w tym momencie spadłaby z drzewa. To dlatego się przestraszyła i za nic w świecie nie chciała zejść.
-Nie prawda. Nie zejdę stąd i koniec.- oświadczyła stanowczo, co ( zważywszy na okoliczności w jakich się znalazła) było nieco dziwne.
-Jesteś absolutnie pewna?- samiec spytał się wadery i podszedł jeszcze bliżej drzewa. Teraz stał już praktycznie pod nim. Gdyby wadera w tamtym momencie niechcący puściła się lub starcia równowagę i upadła, najprawdopodobniej wylądowałaby na nim. Czarny wilk skrzywił się, gdy zdał sobie z tego sprawę. Nie chodziło o to, że nieznajoma była wielka i ciężka (wszyscy wiemy, że to nie prawda), ale gdy ktoś spada z wysokości kilku metrów, to może ważyć tyle co szczeniak, a i tak jeśli spadnie komuś na plecy, to owy nieszczęśnik poczuje to bardzo wyraźnie. A przy okazji, również upadnie na ziemię.
-T-tak… jestem.
Basior uśmiechnął się odrobinę. Ta sytuacja powoli zaczęła go bawić, nawet jeśli brzmi to naprawdę okropnie. Jednak w żaden sposób nie miał zamiaru naśmiewać się z nieznajomej. Uznał po prostu, że to ogólna sytuacja, w jakiej się znaleźli jest całkiem zabawna, a nie wilczyca, która boi się zejść z drzewa.
-Posłuchaj, mam w takim razie propozycję. Przyjmiesz ją, czy nie?- tym razem nie musiał czekać na odpowiedź.
-To zależy, o co chodzi.
-Chcesz zejść sama czy mam ci pomóc?- słysząc to, wadera jeszcze bardziej przytuliła się do drzewa. Zupełnie jakby usiłowała w nie wrosnąć.
-Ani jedno, ani drugie. Nie schodzę.
-Czyli mam ci pomóc.- basior powiedział to dostatecznie głośno, by jego słowa na pewno dotarły do nowej znajomej.
Wilk okrążył drzewo, na którym utknęła wadera i przez chwilę naprawdę był gotów się na nie wdrapać. Obca chyba znakomicie zdawała sobie z tego sprawę, gdyż zaraz odparła pospiesznie, że sama spróbuje zejść. I faktycznie, powoli i bardzo ostrożnie, zaczęła się zsuwać z drzewa. Dalej jednak znajdowała się całkiem wysoko i najwyraźniej dzięki echolokacji, świetnie zdawała sobie ze wszystkiego sprawę. Basior cierpliwie obserwował jak niewidoma wadera schodzi z drzewa. W końcu znalazła się niecałe dwa metry nad ziemią i zatrzymała się na chwilę.
-Coś się stało?
-Nie… nic.- odparła, jednak dalej zamierała w bezruchu.
Czerwonooki basior wciąż czekał cierpliwie, wiedząc, że nie powinien w żaden sposób próbować poganiać nieznajomej (choć przyznam, że kilka razy naprawdę go korciło i z wielkim trudem zdołał się powstrzymać). Przez chwilę zdawało mu się, że słyszy jak samica stawia kolejne kroki, które z każdą chwilą przybliżały ją do ziemi. Jednak w tym momencie wilczyca straciła równowagę. Zachwiała się i z odległości prawie półtora metra, spadła prosto na rogatego basiora. Po chwili oboje znaleźli się na ziemi, a wilk leżał brzuchem na trawie.
-O, p-przepraszam… nic ci nie jest?- usłyszał głos wadery, tuż nad swoim uchem. W istocie, samica spadła prosto na jego grzbiet, więc jej pysk znajdował się nad jego rogami.
-W porządku.- odparł w końcu, ciesząc się w duchu, że nieznajoma nie jest ciężka i, że spadła ze stosunkowo niewielkiej odległości. W końcu mogło być gorzej.- Byłoby jednak lepiej, gdybyś zeszła mi z grzbietu.- zauważył, a na jego pysku pojawił się lekki uśmiech.
<Mollis? Zejdziesz z niego, czy nie? XD A i wybacz, że musiałaś tak długo czekać na opko *^*>
Subskrybuj:
Posty (Atom)