czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Mollis (CD Jack'a) - Bóg czy wilk?


Wadera przywarła do gałęzi uświadamiając sobie nagle dwie rzeczy:
    1) wilk pod drzewem ma na głowie rogi,
     2) znajduje się ponad dwa metry nad ziemią.
Uspokoiła oddech, a gdy serce przestało jej walić jak oszalałe zwróciła łeb w stronę nieznajomego i zaczęła wydawać cichsze dźwięki by ,,mieć go na oku". Obawiała się go. Jego głos, po mimo iż nie za bardzo miała porównanie, nie budził zaufania. Rogi też. Nie była pewna czy to normalne. Być może w tym obcym świecie posiadanie rogów i znanie świata na pamięć jest normalne. 
Wilk chciał rozmawiać. Nie ufała mu, ale nie była w stanie uzasadnić swych obaw niczym poza strachem i przeczuciem osoby, która nie wie nawet jak ma na imię. Zanim zejdzie, o ile zejdzie, muszą sobie coś wyjaśnić.
- Z-znasz świat na pamięć?- wyjąkała lekko wychylając się zza gałęzi.
Rogacz przekrzywił głowę.
- Wręcz przeciwnie, w ogóle go nie pamiętam.
Na chwilę zapadła cisza przerywana tylko szumem tej dziwnej poruszającej futrem siły. Tak...To chyba nazywa się ,,wiatr". 
- To tak jak ja- przyznała- Jak poruszasz się po świecie nie sugerując się echem? 
Basior był wyraźnie skonsternowany. To tak jakby go ktoś zapytał o to jak się oddycha. W końcu zdecydował się na chyba najprostszą możliwą odpowiedź.
- Widzę go- odparł wzruszając barkami.
Bezimienna istota zmarszczyła ,,brwi". Nic z tego nie rozumiała. Padło słowo, które już kiedyś słyszała, które wywołało u niej swego rodzaju déjà vu. Nie była jednak w stanie zrozumieć tegoż słowa. 
- Co to znaczy?
Wilk nie miał bladego pojęcia jak jej to wytłumaczyć. Jak wytłumaczyć niewidomej znaczenie słowa ,,widzieć"?
- Em...A jak ty postrzegasz świat?
Tym razem to ona przekrzywiła głowę. 
- Na podstawie echa wydawanych przeze mnie dźwięków określam odległość. Pomaga mi to też określać co ma jaki kształt.
Przez chwilę rogacz intensywnie myślał jak jej to w prosty i przejrzysty sposób wytłumaczyć.
- Em...Ja postrzegam to przez oczy. To właśnie znaczy "widzieć". Nie słucham echa by dowiedzieć się gdzie co jest, po prostu wiem, że to tam jest.
Zmarszczył brwi. To chyba nie wiele jej powiedziało. Nie dało się jednak ukryć, że owa zdolność bardzo zainteresowała niewidomą. To tak jakby powiedział, że umie latać, albo wskrzeszać zmarłych. Wie, że coś gdzieś jest bez słuchania! Pewnie jest jakimś bogiem, czymkolwiek bóg jest.
- I co jeszcze?- gdyby nie była ślepa stwierdziłabym, że ,,powiedziała to z błyskiem w oku", ale jej ekscytację można było rozpoznać tylko z głosu i napięcia malującego się na wystającym spod grzywki pysku - Wiesz gdzie jest ten wilk, który mnie wołał?
Rogacz skamieniał. Chyba źle go zrozumiała. Nie, na pewno źle go zrozumiała. 
- Nie...To nie tak...Ja nie jestem jakiś wszechmogący- powiedział- Powiedzmy, że widzę tylko to co jest blisko i przede mną...Na przykład wiem gdzie jesteś ty, jak wyglądasz, jaki masz kolor, ale nie wiem co znajduje się za mną lub za ,,twoim" drzewem.
Bezimienna chyba już zaczynała rozumieć. Co więcej było jej trochę wstyd za ten ,,odpał".
- Zrobiłam z siebie idotkę- i znowu to wrażenie, że ktoś mówi przez jej usta. Ona wcale nie chciała tego powiedzieć.
- Nie, nie zrobiłaś- zaprzeczył wilk.
Chciała mu wytłumaczyć, że nie powiedziała tego celowo, tym bardziej, że nie wiedziała co oznacza słowo ,,idiotka". Ale jak by to brzmiało. Właściwie to chciała go spytać co oznacza, ale tylko zrobiłaby z siebie wariatkę, albo... Właśnie to czym się wcześniej nazwała, choć jak już wspomniałam znaczenia słowa ,,idiotka" było jej obce. Postanowiła więc zapytać o słowo ,,kolor"
- Co to znaczy ,,kolor".
To wyzwanie chyba przerosło Rogacza. Jak dotąd cierpliwie znosił jej absurdalne, dla osoby widzącej, pytania, ale teraz spasował.
- Em...To pytanie to jedno z trudniejszych jakie mi zadałaś- odparł wyraźnie skonsternowany- To jak? Zejdziesz?
Wadera głośno wypuściła powietrze. Chyba była mu to winna. Zresztą jak dotąd był dla niej miły, bo to chyba właśnie to słowo.
- No dobrze - powiedziała, ale gdy przeanalizowała odległość dzielącą ją od ziemi i kąt pod jakim musiałaby zsunąć się z drzewa, opuściła ją cała odwaga, o ile w ogóle ją miała - Albo wiesz co? Zostanę tu do późnej starości. 



<Jack? Ja wiem, że daleko temu do arcydzieła(u mnie norma), ale jest. A swoją drogą ładne imię>

piątek, 14 sierpnia 2015

Od Jack'a (CD Effie i Mollis) - Ciekawość zabiła demona...

        Jaka była wasza najdziwniejsza pobudka w życiu? Obudziliście się pod wodą, w głębokim jeziorze, czy może oglądaliście świat do góry nogami, wisząc na gałęzi drzewa? Podnosząc się uderzyliście o coś głową? A może zasnęliście na siedząco i obudziliście się dopiero po bliskim spotkaniu z twarda ziemią, kamieniem, lub kałużą błota?
Cóż, czarno-czerwona istota nie pamiętała, a właściwie nie pamiętał jak zasnął. Ha! I nie tylko tego! Nie miał pojęcia co działo się wcześniej, zanim zdecydował się usnąć, i jeszcze długo przed tym. Gdy się obudził nie pamiętał niczego. W dodatku pobudka, jaką zaliczył nie należała do najprzyjemniejszych. Wilk o czerwonych ślepiach i dziwnych rogach, przypominających samego diabła, obudził się leżąc twarzą w piasku. Zaskoczenie, jakie przeżył po pobudce było jeszcze większe, gdy nie potrafił nazwać tych małych, jasnych ziarenek. Później było jeszcze gorzej. Nie pamiętał niczego! Kim jest? Jak ma na imię? A czym właściwie było imię i dlaczego miał je nosić? Tego też nie był w stanie sobie przypomnieć. Nie wiedział gdzie był, dlaczego się tam znalazł i od jak dawna… No właśnie, co od jak dawna? Nic nie pamiętał, nic nie pamiętał, nic nie pamiętał. A czym była ta cala pamięć?
„Pamięć…”, pomyślał ciemny samiec, „Jest pogłoską, na prywatny użytek.”
Co to były za słowa? Dlaczego o nich pomyślał? Co takiego miały znaczyć? Nie wiedział tego. Miał jednak wrażenie, że gdzieś już je kiedyś wypowiedział. I to nie raz, skoro to zdanie tak nagle i niemalże odruchowo rozbrzmiało w jego głowie. Ale kiedy je wypowiedział? I co najważniejsze - komu? Nie pamiętał. Nie mógł sobie za nic przypomnieć.
- Cholera. - mruknął do siebie, nie do końca rozumiejąc znaczenie tego słowa.
Czuł jednak, że już kiedyś je wypowiadał. I to wiele razy. Czuł też, że sytuacja, w której się znalazł usprawiedliwiała go do użycia słowa „cholera”, nawet jeśli jego znaczenie wyleciało mu z głowy.
W końcu demoniczny wilk postanowił się ruszyć. Pójść gdzieś… Gdziekolwiek. Siedzenie w miejscu nie miało większego sensu. Coś kazało mu iść i zapewniało, że tak będzie lepiej. Jakaś cząstka niego dawała mu nadzieję. Nadzieję, że gdzieś tutaj są jeszcze tacy jak on. A czym właściwie była ta cała nadzieja?
Czymś, co kazało mu iść przed siebie. I na razie to wystarczyło.
Istota przypominająca diabła odkryła, że im dłużej szedł samotnie pośród drzew, tym bardziej się uspokajał. A im bardziej był spokojny, tym więcej nazw mógł sobie przypomnieć. Te zielone kształty przy ziemi, to była trawa, a tego dłuższe to łodygi z kwiatami. Pamiętał już czym jest drzewo, błoto, liść, chmura, niebo słońce. Przypomniał też sobie, że gdy się w nie długo patrzy, coś zaczyna cię boleć. Tym czymś były czerwone oczy demona, które zaczęły go niemiłosiernie piec, więc szybko odwrócił wzrok i znów wymamrotał kolejne przekleństwo. Mógł to zrobić, gdyż przypomniał sobie, czym są przekleństwa i czuł, że gdy zostajesz oślepiony przez słońce, jesteś upoważniony by je wypowiedzieć. I chociaż ciemna istota nie pamiętała kim jest, to i tak był zadowolony z tego, że przypomniał sobie wiele innych nazw.
A w miarę, gdy owa istota z Piekła przypomniała sobie coraz więcej rzeczy, zaczęły się pojawiać w głowie i rodzić coraz to kolejne pytania. Każde następne było coraz trudniejsze i bardziej niepokojące. Pytania jak: ‘Co tutaj robię?’, ‘Dlaczego się tutaj znalazłem?’ i ‘Jak długo tu jestem?’ nie były jeszcze takie złe. Jednak później zaczęły się pojawiać: ‘Kim ja właściwie jestem?’, ‘Dlaczego akurat ja tutaj się znalazłem?’ i wreszcie: ‘Czy są gdzieś tutaj tacy jak ja?’
Tak, to ostatnie pytanie nie dawało wilczemu demonowi spokoju i co chwila pojawiało się w jego umyśle. Gdy starał się je odgonić, ono uparcie powracało. Najlepszym rozwiązaniem na nurtujące go pytanie było więc znaleźć na nie odpowiedź.
Zwłaszcza, że ona ciągle go dręczyła. Wilk przez chwilę próbował sobie przypomnieć jak się na to mówiło, a później z tryumfalnym uśmiechem przypomniał sobie, że o n a ma na imię ciekawość. Ciekawość (zabiła wilka-demona; a gdy ją zaspokoił, wrócił cały i zdrowy) wciąż go dręczyła, wabiła niczym syreni śpiew, którego nie można było w żaden sposób uciszyć. Dlatego musiał jej ulec, nie było innego wyjścia. Bo obietnice są po to, by je łamać; pokusy, by im ulegać; a ciekawość trzeba zaspokoić. I chociaż basior wylądował w zupełnie nieznanym mu świecie, który za wszelką cenę usiłować sobie przypomnieć, to nie mógł dojść do tego kim jest. A mimo to postanowił pójść przed siebie w nieznane, gdyż coś mu mówiło, że gdzieś tutaj są tacy jak on.
Nadzieja, czy Ciekawość? A może jedno i drugie?

~***~

        Rogata istota nie uszła jednak daleko, a do jego uszu potarł jakiś dźwięk. Nie, to nie był przypadkowy dźwięk. To był… Głos? Tak! G ł o s ! Tak się na to mówi.
Po chwili z krzaków wyszła pewna… Istota. Była jasna i mniejsza niż demon. Właściwie to w niczym nie przypominała naszej zagubionej istoty, tylko kolor ich oczu był podobny. Oprócz tego… Byli zupełnie różni. Ale coś podpowiadało wilkowi, że ona jest tym samym, co on. Nadzieja, czy ciekawość? A może intuicja?
Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, owa nieznajoma podeszła do niego i… I wyrwała mu futro?! Tak, dokładnie tak było! Zabrała sobie kęp jego czarnej sierści i poszła! Co to miało być?! Czy to normalne?! Czy tak się właśnie robi?!
Diabeł, jakby nigdy nic poszedł za obcą. Jednak nie kierowała nim już ani nadzieja, ani intuicja. Jedynie ciekawość. Ciekawość (zabiła wilka-demona; a kiedy ją zaspokoił wrócił cały i zdrowy) oraz domieszka gniewu i zmieszania. Zakłopotanie? Tak, ono też pojawiło się w umyśle wilka.
-EJ!- warknął basior, gdy wszedł za nieznajomą do… Do tego miejsca. 
A tym miejscem była… Jas.. Gi.. Ki? Tak, jaskinią? Tak! Wszedł za obcą do jej jaskini.
- Masz, już nie będziesz mi potrzebny. - odparła, jakby nigdy nic. 
Rogaty wilk zauważył, że jest trochę pewniejsza siebie niż on. Nie, to nie było właściwe określenie. Może nie była odważniejsza, ale pewniej zachowywała się w stosunku do świata. Czyżby znała go lepiej niż on? Czyżby była tutaj dłużej? Nie, prawidłowe pytanie brzmiało: ‘Czy ona nie straciła pamięci?’
Ale zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, nieznajoma wypchnęła go z jaskini i poszła w swoją stronę. Nie podobało mu się to, ani trochę. Zaraz zdał sobie sprawę z tego, że na jego pysku wbrew woli, pojawił się złośliwy uśmiech. Coś na kształt grymasu, który najwyraźniej kiedyś bez przerwy tańczył na jego ustach, skoro teraz tak odruchowo się na nich pojawił. Jednak mimo jego wrednego spojrzenia, demon nie zamierzał wyrządzić nikomu krzywdy. Wręcz przeciwnie, odwrócił się i odszedł w swoją stronę. A czym była jego strona? Nie wiedział. Po prostu odszedł… Gdziekolwiek, byleby przed siebie. I jak najdalej od nieznajomych dziwaków, który wyrywają mu futra. Dlatego też zostawił obcą w spokoju. Z resztą, jasna wilczyca nie zdawała się czuć dotknięta jego postępowaniem, gdyż znów zaszyła się w swojej… Jaskini?

~***~

        Do czarnych uszów basiora, przebitych kilkoma metalowymi kolczykami, po raz kolejny dotarł dziwny dźwięk. Był to również czyjś głos, jednak zdecydowanie różnił się od poprzedniego. Demon odetchnął z wyraźną ulgą, gdy zdał sobie sprawę z tego, że już nikt nie będzie wyrywać mu futra.
Jednak nieznajoma (albowiem była to samica) nie wydawała się zachwycona jego spotkaniem. Gdy tylko usłyszała kroki samca, zaczęła wydawać z siebie dziwne dźwięki i prędko uciekła na… Na drzewo?! To po tym da się w s p i n a ć ?! To do tego służą drzewa?
Usta wilka znów wygięły się w złośliwy grymas, chociaż obca nie mogła go dostrzec.
- Jak ty tam wlazłaś, co? - zagadał. Zdał sobie jednak sprawę, że wilczyca mu nie ufa, a nawet obawia się jego. Dlatego zaraz dodał - Oh, spokojnie. Nie zrobię ci krzywdy.
Zaskoczyło go brzmienie jego własnego głosu. Był on miły i przyjacielski, ale czuć było w nim coś… Sztucznego. Tak, takiego tonu używa osoba, która nie zawsze mówi prawdę. Ktoś kto zmyśla i oszukuje nazywa się… Kłamcą, tak? Tak, chyba tak. Ale w głowie wilka pojawiły się jeszcze inne słowa. W dodatku, brzmiały tak, jakby tłum istot wykrzykiwał je w jego stronę.
„Szuja! Oszust! Przeklęty! Pomyłka! Zdradnica…”, zdawały się bez przerwy dźwięczeć w jego głowie. 
Demon pomyślał, że już kiedyś musiało mu się to przytrafić, musiał kiedyś spotkać te istoty. Coś mu tak mówiło… Tylko że on nic nie pamiętał.
Wilk podszedł bliżej i stanął tuż pod drzewem, na którym schowała się nieznajoma.
„Hm… skoro ona może na nie wejść… To ja również.”, pomyślał.
Już miał się zacząć wspinać, ale w ostatniej chwili uznał to za zły pomysł. Przybyszka w najlepszym wypadku mu nie ufała, a w najgorszym była śmiertelnie przerażona. On jednak nie chciał nikogo straszyć, „Jeeeszczeee”, coś się w nim odezwało, a on znów uśmiechnął się złośliwie i kpiąco. 
Ale wbrew instynktowi, demon nie miał ochoty straszyć akurat tej istoty. Akurat jej. Ani teraz, ani nawet później. Czemu? Nie wiedział… Nie wiedział nic. Coś mu jednak tak mówiło.
- Wiesz. - zaczął znowu - Łatwiej będzie nam rozmawiać, jeśli zejdziesz na dół. - diabeł zauważył, że te słowa nie są zbyt przekonujące, więc postanowił dodać - Słuchaj, nie masz się czego bać. Tutaj nic ci nie grozi.
Sam jednak nie był tego pewien. No bo jak można być pewnym, gdy nic nie pamiętasz? Gdy nie wiesz kim jesteś, a masz wrażenie, że pierwszy raz w życiu widzisz… Świat? Nie miał prawa zapewniać samego siebie, ani tym bardziej kogoś obcego.
Ale to zrobił. Zrobił to, gdyż (zasady go nie dotyczyły) coś mu tak mówiło. A on się tego słuchał.


(Mollis? Wybacz mi to niejasne opko, ale tak to już jest jak niczego nie pamiętasz, c’nie? A i wybacz mi Effie, że tak cię tam samą zostawiłem, ale pomysłów mi zabrakło *^* )

niedziela, 9 sierpnia 2015

Kilka info

No, moi drodzy, nie powiem żebym była zadowolona z tempa pisania opek, ale usprawiedliwiam Was wakacjami, choć mam nadzieję, że znajdziecie choć chwilkę żeby coś naskrobać albo przynajmniej napisać mi, że ktoś przyjechał i niezbyt możecie na kompa czy coś, tyle wystarczy. To po pierwsze.
Po drugie, proszę żebyście wysyłali opka do wszystkich adminów naraz. Wiecie, czasem się zdarzy że ta, do której wyślecie akurat nie może wstawić albo coś i musicie długo czekać. 
No, to chyba tyle. Jak sobie o czymś przypomnę, to się dowiecie na pewno ;)

~Topiąca się od gorąca Yanan

Od Nightmare CD Wade'a

        Nie powiem, zaskoczyło mnie jego zachowanie. Chociaż, co ja mogę tam wiedzieć? Nigdy w prawdziwym życiu nie spotkałam innego przedstawiciela mojego gatunku, a przynajmniej tego nie pamiętam. Milczałam, zastanawiając się, co mam powiedzieć. W końcu, cóż można powiedzieć w takiej sytuacji? Znikąd naskoczyłam na basiora - wiem, że nim był, co przypomniałam sobie już niektóre rzeczy - który w dodatku zachował się... Właściwie jak? Nie ważne. Co powiedzieć... 
- Nihgtmare... - mruknęłam na tyle cicho, że najwyraźniej wilk nie usłyszał, co powiedziałam, ponieważ popatrzył na mnie pytająco. - Jestem Nightmare -powiedziałam już głośno. 
Przestąpiłam z jednej łapy na drugą, nie pewna, jak zachować się dalej w stosunku do nieznajomego. Patrzyłam prosto w oczy - a właściwie oko, bo drugie było zasłonięte - wilka, próbując przeanalizować zaistniałą sytuację, do której sama doprowadziłam. 
 - Miło mi poznać... - powiedziałam spokojnie, przyglądając się basiorowi, zastanawiając się, czy aby na pewno gdzieś nie widziałam wilka. 
Nie miałam pojęcia. Samiec był nieco niższy ode mnie, lecz wątpię, aby większość wilków była mego wzrostu. Miał niewyróżniające się, ciemnoszare futro. Wokół oczu posiadał czerwone blizny, którym zdążyłam się już przyjrzeć podczas mojego napadu na niego. W oczy rzuciły mi się nie tylko ostre rysy jego pyska, ale przede wszystkim szramy, jakie posiadał na przednich łapach. Może ktoś inny uznałby je za nie najciekawszy widok dla oczu, jednak mnie raczej nie przebije 
- Ktoś ci grał w kółko i krzyżyk na łapach? - spytałam, za bardzo nie zastanawiając się nad tym, co mówię. 
Odburknął coś w odpowiedzi, lecz nie usłyszałam, cóż dokładnie. Poza tym, na jego lewo oko spadała grzywka, która przesłaniała przy okazji pół pyska basiora. 
 - Co tutaj robisz? - padło w końcu pytanie z jego strony. 
No i co ja miałam odpowiedzieć? Powinnam uważać, co mówię. 
- Zwiedzam, a poza tym to... - zaczęłam. Czy rozsądnie jest mu wyjawiać, iż nic nie pamiętam? Przecież, jeśli tylko zechce, może spróbować wykorzystać to przeciw mnie. - ...Nie wiem - wypaliłam w końcu. Jak mogłam zdradzić taką informację?! Głupia ja! Chociaż... Czułam, że nie będzie chciał tego wykorzystać wrogo w stosunku do mnie. Odwróciłam głowę, czując, iż za długo wgapiam się w niego. Jeszcze pomyśli sobie coś nieodpowiedniego, ale... Co? Nie ważne. - A ty, co tutaj robisz? - zapytałam, aby odwrócić swoją uwagę od niespokojnych myśli. 
Naprawdę ciekawiła mnie ta informacja... 

<Wade? Wybaczysz mi długość i to, jak Cię przetrzymałam? Przepraszam>

czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Duchess CD Hoshi - Ciężka droga

        Duchess nie była zbyt zachwycona wizją spotykania wszystkich stworów, o jakich mówiła Hoshi. Nie była nawet pewna, czy koleżanka wie, o czym mówi. Tak, tak. Duchess bardzo się bała tych stworów - sama nie wiedziała jakie były ale ich nazwy brzmiały... Strasznie. Wzdrygnęła się na myśl, że miałaby choćby spojrzeć na nie i skazić sobie wzrok ich widokiem. Mimo to, dzielnie (jak na nią) ruszyła przed siebie w towarzystwie skrzydlatej koleżanki. Ta wytłumaczyła jej kilka rzeczy jednak biała zorientowała się, że są na innym poziomie rozwoju, ponieważ skrzydlata używa prostszego słownictwa i jest taka... Dziecinna, nie jak ona - przykład damy. 
Bardzo rzuciło się Duchess w oczy, że młodsza wilczyca nie zwraca za bardzo uwagi na to, że te okrutne krzaki ciągną ją za futro czy włosy, swoją drogą, dosyć ładne. Mała ciągle mówiła, jak nie mówiła, nuciła... Natomiast Duchess po pierwszym szoku związanym z wydaniem dźwięku, odzywała się tylko tyle, żeby grzecznie odpowiedzieć młodszej koleżance. Podziwiała przyrodę, bardzo chcąc się dowiedzieć co się jak nazywa i dowiedzieć najwięcej jak się da. Mimo to, wolała żeby znalazły w końcu owe "wilki" jak to oświadczyła jej koleżanka i by to one wyjaśniły wszystko po kolei młodej damie i jej. Coś jej mówiło, że te wilki będą na takim samym poziomie rozwoju co ona i nawet wysiliła się na tyle, by przyspieszyć lekko tempo i mniej stopować - zrobiła to już 2 razy podczas godziny drogi. 
Tymczasem nieświadoma niczego Hoshi szła skocznie obok białej, nucąc lub mówiąc coś, nie wiadomo czy do siebie, czy do Duchess. Była po prostu szczęśliwa, że ma towarzyszkę, niezbyt gadatliwą, ale jakąś owszem. I coraz bardziej napełniała ją nadzieja, że nie są tu same... Jednak dopiero po kolejnej godzinie drogi, jej nadzieja osiągnęła szczyt...
- Yhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh! - wciągnęła powietrze zdumiona i zachwycona Hoshi. 
- Coś nie tak? - zapytała delikatnie Duchess, przerywając swoje rozmyślenia kiedy to będzie jakaś rzeczka, żeby oczyścić się z brudu i kiedy spotkają te wilki.
- To... To ślad, widzisz? O, hihihihihi, trochę większy niż mój, o! - Skrzydlata włożyła łapkę w niewielki dołek - ślad łapy - i wyciągnęła ją, po czym powtórzyła tą czynność kilka razy.
- Ślad? To znaczy... Że wilki gdzieś tu są? - zapytała Duchess weselej niż wcześniej.
- Tak, tak myślę... Tak mi coś mówi, tu w środku... - Mała położyła łapę na klatce piersiowej a potem wciągnęła powietrze. 
Duchess, nie chcąc wyjść na mniej inteligentną (mimo że uważała ten czyn za godny pożałowania) zrobiła to samo. 
- Tędy! - powiedziały chórem, patrząc na siebie zdziwione. 
Hoshi zachichotała i ruszyła wesoło w stronę wskazaną wcześniej. Za nią Duchess wykorzystała chwilkę i otrzepała się pobieżnie z brudu, po czym ruszyła dumnie za młodszą. 
Znajdowały się obecnie dosłownie pół godziny w ich teraźniejszym tempie od Wschodniego Wodospadu i kierowały się w jego stronę, prosto w łapy Yanan i Kitsune...

<Hoshi?>

środa, 5 sierpnia 2015

Od Hoshi CD Duchess - Biała piękność.

        Wędrowałam przez większość nocy, jednak gdy zaczęło wschodzić słońce zorientowałam się nagle, że przecież wilki potrzebują snu! O tak, zwłaszcza w moim wieku powinno się dużo spać. Przecież... Ktoś mi to mówił. Ktoś mi to powtarzał. Ale... Kto? Nie mogę sobie przypomnieć, jakaś blokada jest w moim mózgu, po prostu. Choćbym nie wiem jak się starała... Nic nie pamiętam, nadal. Spojrzałam w górę, niebo zaczęło się rozjaśniać, nabrało pomarańczowych barw. Gwiazdy zniknęły. To znaczy... Po prostu nie było ich widać. Wiem, że nadal są u góry, zawsze będą. Uśmiechnęłam się i położyłam pod jakimś krzewem, na miękkiej ściółce. Słońce powoli wschodziło a ja zasnęłam. Głupiutka ja, jak mogłam zapomnieć o tak ważniej czynności? 
Śniłam o gwiazdach i czarach. To były zabawne sny, jednak gdy się obudziłam dotarła do mnie rzeczywistość. Słońce było już wysoko, dobiło mnie uczucie samotności. Nie znalazłam tutaj nawet ptaków. Westchnęłam głośno i usiadłam. Nieco zaspana siedziałam patrząc w jeden punkt przede mną. Nagle kątem oka zauważyłam jakiś biały kształt. Odwróciłam się i po mojej prawej stronie spostrzegłam wilczycę. Tak, wilczycę! Miała śnieżnobiałe, wyłuskane futerko i masę loków na głowie, choć gdzieniegdzie widać było małe zadrapania i rany. Określiłabym ją w dwóch słowach - "Biała Piękność". Uśmiechnęłam się od razu, może ona będzie wiedziała gdzie jesteśmy! Może powie mi kim ja jestem?
- Witaj. - Patrzyłam na młodą wilczycę z nadzieją.
Wydawało mi się, że zawahała się przez moment.
- Witaj - Odpowiedziała bardzo delikatnym i cichym głosem.
- Jak się nazywasz? Masz tutaj swoją watahę? Wiesz kim ja jestem? Są tutaj ptaki? - Zasypałam ją nagle gradem niekontrolowanych pytań. 
Wydawała się być z lekka zaskoczoną.
- Jestem...Duchess. - wydukała, jednak po chwili jej głos stał się nieco pewniejszy - I obawiam się, że mogę nie znać odpowiedzi na Twoje pytania. Właściwie to miałam nadzieję, że Ty udzielisz mi jakichkolwiek informacji. - Westchnęła cicho, widocznie rozczarowana. 
Mnie natomiast zaciekawiło to co mówiła.
- Jak to? To Ty tutaj nie mieszkasz?
- Nie, nie mieszkam tutaj. W zasadzie nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek odwiedziła ten las, ani jego okolice.
- Więc jak się tutaj znalazłaś? Szukasz kogoś, czegoś?
- Zadajesz zbyt wiele pytań, to nie przystoi damie, moja droga. Po za tym, czy mogłabym poznać Twoje imię? - Upomniała mnie delikatnie. 
Wygląda na waderę, która nigdy się nie unosi.
- Och, nie przedstawiłam się, gdzie moje maniery. - Uśmiechnęłam się przepraszająco. - Nazywam się Hoshi.
- Cóż, Hoshi, prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia gdzie jestem, ani dlaczego tu jestem...
- To tak samo jak ja! - Zawołałam radośnie, uszczęśliwiona znalezieniem bratniej duszy. 
To znaczy...Kogoś, kto jest w podobnej sytuacji do mnie. Bo nie jestem pewna, czy będę potrafiła znaleźć z nią wiele wspólnych tematów...
- Ty... Też nie pamiętasz swojej przeszłości? - Zapytała cicho, chyba też w jakiś sposób ulżyło jej, że nie jest w tym sama.
- Nie, nie pamiętam. - Odparłam - Jestem tu od wczoraj, a właściwie, od dzisiaj w nocy i nie spotkałam jeszcze żadnej żywej istoty, nie licząc Ciebie oczywiście. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Och... - Duchess westchnęła ciężko.
- Ale... Być może, skoro jestem tu ja i skoro jesteś tu Ty, jest tu jeszcze ktoś, a może nawet kilka ktosiów. - Zaśmiałam się promiennie. 
Biała piękność wydała się być lekko zdezorientowana.
- Czy mogłabyś powtórzyć? - Delikatnie przechyliła głowę w bok.
- Chodzi mi o to, że oprócz nas, w tym lesie mogą być też inne wilki, tylko my o tym nie wiemy, rozumiesz?
- Tak, i co w związku z tym?
- Proponuję ich poszukać! - Krzyknęłam, entuzjastycznie podskakując przy tym. - Pójdziemy razem?- Prosząco spojrzałam na waderę.
- Dobrze, chyba nie mamy wyjścia... - Znowu westchnęła. 
Wydaje mi się, że ona lubi wzdychać.
- A jak spotkamy smoki to będziemy z nimi walczyć! - Zaśmiałam się radośnie, żwawo ruszając przodem.
- S-smoki? - Duchess wydała się być zaskoczona, a nawet przestraszona wizją spotkania się oko w oko ze smokiem.
- Tak, smoki! - Zawołałam - Nigdy nie wiadomo, co spotkamy na swojej drodze, może smoki, może trolle, może gryfy, a może nawet enty! - Podskoczyłam, odwracając głowę i spoglądając na zaniepokojoną waderę - Będziemy razem walczyć, przeżywać przygody, zdobywać nowe umiejętności! Już nie mogę się doczekać! - Zachichotałam.

< Duchess? To jak z tymi przygodami? ^^ >

Od Mollis - To nie powinno się ruszać!


        Długołapy, porośnięty sierścią stworek otworzył oczy. Wcale nie ruszył go, a raczej jej, fakt, że niczego nie widzi. No bo w końcu, dlaczego miałaby widzieć? Zbyt była z resztą pochłonięta utrzymywaniem równowagi na trzęsących się łapach. W jej umyśle była tylko jedna myśl, jedno słowo- biegnij. 
Co to znaczy ,,biegnij"? Po chwili mały przebłysk pamięci rozjaśnił jej pusty umysł. 
- Bieg...- wyjąkała co chwila otwierając i zamykając niewidzące oczy majtała głowa we wszystkich kierunkach jakby to mogło uświadomić jej gdzie się znajduje. 
- O choroba...
Nawet nie widziała co to znaczy i dlaczego to powiedziała. Trochę jakby zupełnie inna osoba poruszała jej pyskiem i wyrażała własne emocje. 
Naglę w jej myślach zapanował chaos zagłuszający odgłosy otaczającego ją świata. Słyszała niewyraźne głosy, wołania. Krzyki, płacz, warczenie i wycie. Ktoś nawoływał kogoś po imieniu. Z niewiadomych przyczyn, opisywany przedtem stworek, nieświadomy tego kim jest, był przekonany iż tamto imię, to jego imię. Nie była w stanie zrozumieć słów wołającego, ani nawet tego jakiego imienia używa. Wiedziała tylko, że chce tam biec, gdzie by to nie było. 
Zerwała się do szaleńczego i bezładnego biegu. Długo on nie potrwał bo uderzyła głową w jakiś twardy, duży przedmiot. Wydała z siebie dziwnie nienaturalny pisk. Uderzyło w nią wyraźne echo tego dźwięku. Sama nie wiedziała jak to się stało. W jej umyśle pojawił się jakby niewyraźny zarys kształtów tego co było przed nią. Jakiś gruby słup, w który to zapewne walnęła i jakiś postrzępiony kształt, zapewne tak zwany ,,,krzak".
- Co to było?!
Zerwała się na równe łapy ciężko dysząc. Kiedy udało jej się uspokoić oddech wydała z siebie taki sam pisk. Jej mózg szybko przetrawił tę informację ukazując kolejny ,,obraz". Nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że cała trzęsie się z powodu nieznanego sobie uczucia. Gniew? Radość? Strach? 
Wadera głośno przełknęła ślinę i ruszyła przed siebie wydając z siebie pisk za piskiem z coraz większą wprawą analizując otoczenie. Przypominała sobie nazwy obiektów. Drzewo, trawa, kamień, drzewo, wilk... Chwila... co?! To się rusza!
- Dlaczego to się rusza?! - wrzasnęła- Czy to chce mnie zabić?! 
Wiedziona silnym impulsem skoczyła w kierunku najbliższego drzewa i wdrapała się na nie. Coraz szybciej piszcząc analizowała jak porusza się wilk. Powoli podszedł pod drzewo i podniósł łeb do góry. Dlaczego nie wydawał z siebie odgłosów? Zna świat na pamięć?!


<Wilku? Nie wiem kim jesteś, ale przepraszam Cię za długość tego opowiadania.>