piątek, 28 sierpnia 2015

Od Yanan - CD Wade'a: Napaleniec, Bomba i Cicha Woda

W końcu wadera - Nigtmare - niepewnie rusza za mną i tym... To słowo nadal nie może mi przejść przez myśl... Basiorem. Niesamowite! Od początku były tu same wadery... A teraz nagle, pufff i jest samiec. Już sobie wyobrażam jak się będzie pięknić nasza Duchesska - za jakiś czas wymyślę jej równie cudne jak ona przezwisko, bez obaw - przed tym biednym chłopaczkiem. 
Choć z drugiej strony, ona sam tak się teraz wdzięczy, uśmiecha i zachowuje, że myślę, iż może będą do siebie pasować...? Na samo słowo "dziewczyny" tak się ożywił, że myślę, że mu się dupa urwie, tak zapiernicza po tym stoku. Wyprzedził mnie, nie spieszy mi się za bardzo żeby wrócić do białej i kolorowej, nawet do Kitsune. Nadal nie jestem pewna, czy nie zaczęłabym na nią warczeć z tej wściekłości...
Skupiam się więc bardziej na swojej łapie która krwawi... No, nie oszukujmy się, krwawi mocno. Zanim zejdziemy z tego stoku może wdać się zakażenie. Już kiedyś tak się stało - nie mogłam chodzić przez parę dni. Nie chcę tego powtarzać. Tutaj nie ma liści, żebym sobie położyła je na ranie, wracam więc pędem do jaskini, wskakuję na nią i zbieram liść, który opadł z drzewa niedaleko. Zeskakuję i momentalnie podnoszę łapę - coś mi się wpiło. Patrzę na łapę - ach, mój kolczyk!!! Dobrze, że wróciłam, mogłabym go już nie odzyskać. Zapinam go więc (tak wiem, to dosyć dziwne - wilka zapina kolczyki, ale pomińmy ten fakt -.- ) i zbiegam szybko do moich towarzyszy. Nie chciałabym ich teraz stracić, mimo wszystko. Jak już mają tu być, to tylko pod moją, hym, władzą? Nie, to głupio brzmi. Pod moim okiem, o! 
- Yanan, a daleko masz te swoje koleżanki? - woła z dołu Wade.
Wywracam oczami i uśmiecham się pod nosem.
- Trochę. Ale w takim tempie dojdziemy przed późnym południem - słońce zacznie się obniżać. Jak usłyszycie wodospad, to znaczy że nie daleko - mówię.
Przez resztę drogi opowiadam im o terenach, o dziewczynach też po długich namowach Wade'a i o sobie, po niespodziewanym zaciekawieniu Nightmare. Co prawda moje odpowiedzi nie odpowiadały entuzjastycznemu basiorowi - próbował mnie rozweselić i jakoś pogadać "normalnie" ale po kilku spojrzeniach zrozumiał, że nie jestem w nastroju. 
- Czyli wszyscy którzy tu są nic nie pamiętają - bardzie stwierdziła niż dopytała Night.
- Tak, jakoś tak wyszło. 
- I nikt nic nie wie?
- Ja nie, a dziewczyny... Też wątpię żeby coś wiedziały. Powiedziałyby mi. - "Tak, jasne, gdybym ich chciała słuchać...".
- No, czemu się tak wleczecie? - drze się z uśmiechem Wade. 
Jest już na dole.
- On cały czas taki był? - pytam półgłosem waderę.
- No... trochę. Choć znamy się od wczoraj.
- Hmmm... Śmieszny jest w tym swoim przekonaniu, że musi koniecznie iść je poznać. Jedna z nich... Kitsune, nie wydaje mi się tak ochoczo nastawiona na związki, choć dlaczego ma być? Tylko o tym czytałyśmy w Księdze, więc...
- To z niej tyle wiesz o świecie? - przerywa mi Night.
- Tak, tak. Księga to... Pokażę ci ją. Wszystkim pokażę - będzie do waszego użytku. W końcu każdy chce coś wiedzieć o świecie, prawda? A powiem szczerze, wiele tego jest. 
- Tak, na pewno - mruczy zamyślona już fioletowo-czarna. 
Uważam, że jest okey. Czuję, że nie będzie z nią problemów. W zasadzie jeśli chodzi o tę garstkę wilków na moich terenach to co do żadnego z nich nie mam takich obaw. Moje osobiste problemy się nie liczą, ale jeśli już takie będą to prawdopodobnie będę je miała z Duchess...
*****
W końcu słychać szum wodospadu. Dochodzimy. Z jednej strony się cieszę, poznam ich ze sobą i może uda mi się jakoś wymknąć do Ukrytego Jeziorka. Tam nikt nie wejdzie, więc będę miała spokój. Kitsune ich zaprowadzi do Drzewka a ja przyjdę tam, kiedy sen mnie weźmie. Tak, plan idealny! 
- To za zakrętem, Wade - mówię głośniej, basior cały czas ma nad nami przewagę.
- Tu? Serio? A, tak wodospad. Słyszę go! Chodźcie, Yanan, przedstawisz mnie ładnie.
- Dobra, dobra, ty sie sam umiesz przedstawić! - odpowiadam z uśmiechem.
Nie powiem, humor mi się trochę poprawił podczas tej podróży. Nie musiałam mówić wiele, tylko tyle ile pytań zadali. Wyciszyłam się ale jeszcze chcę ochłonąć tak do końca. 
- Dziewczyny, poznajcie Wade'a - pierwszego basiora na tych terenach i Nightmare, kolejną waderę! - walę prosto z mostu wychodząc zza zakrętu.
Oczy moich towarzyszek kierują się na nowo przybyłych - tak samo jak ja mają zadziwienie wypisane na pyskach. 
<No, Wade, doczekałeś się. Ruszaj na podboje XD CD zostawiam Tobie >

Od Wade'a - CD Yanan: Raj pełen pań!

Wade zmrużył oczy po czym również się uśmiechnął. To szare coś przed nim wyglądało trochę jak on sam. Przypominało wilka nawet trochę bardziej niż Night. Nawet miało szare futro. Ale gdy leżało brzuchem do góry było trudno to potwierdzić. Wade przekrzywił głowę. Nie wystarczyło. Podniósł więc przednią łapę i oparł się czołem i ziemię tak, że leżał na przeciwko nosa nowego stworzenia. Teraz gdy patrzył na jego pysk z podobnej perspektywy co ono mógł z całym przekonaniem stwierdzić do stojącej w wejściu, zdziwionej Nightmare:
- Tak, to jest wilk.
~ Brawo geniuszu.
~~ To nie tylko wilk...TO KOLEJNA WADERA! Wade, to twój szczęśliwy dzień!
Basior tymczasem wyprostował się stojąc na lekko rozłożonych łapach i w uśmiechu wywalił przyjacielsko jęzor, merdając równocześnie ogonem jak pies. Nieznajoma wstała starając się odwzajemnić uśmiech. Chyba coś ją trapiło. Wade jednak nie zwrócił na to większej uwagi.
- Cześć! - odpowiedział wesoło. - Też zwiedzasz?
- Emmm...Co proszę? - wadera zamrugała zaskoczona.
- No czy tak jak my zwiedzasz te tereny - wyjaśnił basior nie tracąc dobrego humoru.
Nightmare tymczasem mierzyła obcą nieufnym spojrzeniem. Jak on może tak z nią spokojnie gadać? To nie do pomyślenia! Przecież nawet jej z imienia nie zna...prawda? Oby się tylko nie wygadał, że stracili pamięć...
- No...one tak jakby należą do mnie - odpowiedziała szara. Zawahała się chwilę po czym dodała: - Mam niedaleko stąd watahę...dopiero powstała, więc może dołączycie?
Wade pospieszył z odpowiedzią:
- JASNE! Byłoby super, prawda Night? A propos, tamta miła dama to Nightmare, a ja jestem Wade...chociaż niedawno dowiedziałem się, że nazywano mnie także Kova bądź Cora.
- Yanan - przedstawiła się wadera o wyciągnęła łapę na przywitanie. Wade uścisnął ją i wtedy dziewczyna zwróciła uwagę na blizny basiora: - Co ci się stało?
- Nie wiem...Ale kiedy się tutaj obudziłem to już je miałem.
Yanan zamurowało. Spojrzała na Night, która najwyraźniej miała teraz ochotę Wade'a udusić.
- Wy też? - zapytała obydwu.
- Czyli to nic niezwykłego, co? - skrzywił się udawanie basior. - A myślałem, że jestem taki jedyny w swoim rodzaju.
Yan chyba nie traktowała tego jak żartu, bo momentalnie spoważniała. Ruszyła w las rzucając tylko przez ,,ramię":
- Chodźcie. Zapoznam was z dziewczynami.
~ Czy ona powiedziała ,,DZIEWCZYNAMI"?
~~ Chole*a jasna! Ta dolina to raj pełen pań! Nie spieprz tego, Wade, błagam cię!
Wade ruszył raźno za Alfą. Dziewczynami, co? W takim razie jego nie może tam zabraknąć! Nightmare wahała się moment, ale również ruszyła tyłek i dogoniła towarzysza podróży.

<Yan? Night? Wybaczcie długość, ale Wade chce w końcu poznać Duchess! x3>

Od Yanan - CD Duchess: Nie tak łatwo

Nie wiem co o tym myśleć. Najpierw przez parę miesięcy byłam sama - dosłownie. Bo tutaj nawet stworzeń żadnych nie ma - czytałam w Księdze Zapomnienia że kiedyś wilki jadły mięso różnych stworzeń ale tutaj nie ma ani jednego! Miałam więc tylko Księgę i siebie - no, gadałam do drzew, skał i paru innych rzeczy o których już nie pamiętam. Potem nagle spotkałam Kitsune, a teraz nagle TO. Jedno latające szczenię - tak wywnioskowałam bo jest mniejsza od nas 3, ma inny głos i jest taka... no, taka jak szczenięta. A ta druga... O, to jest dopiero! Blehhhh, taka dama jakich mało! Nawet się nie odezwała, żadnego dziękuję, tylko wyjęczała imię i poszła. Pfffffffffft, a teraz siedzi i się zachwyca swoim futerkiem - okazało się że jednak jest białe! Ha! Jeszcze to galaretowate ciałko! Yuch! Coś czuję, że się nie polubimy...
- A ty, Yanan? - Okazuję się, że Hioshi właśnie zadała mi pytanie.
No, dobra nie słuchałam ich bo byłam zbyt zajęta analizowaniem swojego życia, hehehehhe. Ciekawie, a Kitsune i mała przeprowadziły już pewnie jakąś rozmowę. Ych...
- Ja... Emmm, nie wiem - strzelam odpowiedzią na chybił trafił.
- Serio? To chyba nie przypadek, że wszystkie 4 nie wiemy nic o sobie, nie? - zauważa Hioshi. 
Yay, punkt dla mnie - trafna odpowiedź!
- Czekaj, 4? To znaczy, że damulka też? - dopytuję.
- Myhym - odpowiada kolorowa. 
Orzesz ty w mordę kopaną! To na prawdę robi się dziwne. Jak to możliwe żeby 4 wadery znalazły się w tym samym miejscu, bez pamięci, bez nikogo... Wpadamy na siebie tuż po tym, jak ja i Kitsune założyłyśmy watahę... A co jeśli ktoś jeszcze dołączy? Nie żebym nie chciała ale... To jest zbyt szybko. Tak wiem, najpierw narzekałam, że jestem sama ale... Właśnie w tym problem! Nagła zmiana, nowe osoby w tak krótkim czasie w dodatku. Przecież Kitsune znalazłam dopiero dziś rano, teraz jest środek dnia, a tu wpadam - dosłownie - na dwie kolejne bez-pamięciowe-osobniczki. 
Boli mnie łeb.
- Wiecie... Wiecie, czy jest tu ktoś jeszcze? - mówię skrzywiona, przełykając ślinę. 
- Nie, na nikogo więcej nie trafiłyśmy. Ale widziałyśmy ślady łap.
- To pewnie nasze...
- No, nie jestem do końca pewna. Tamte były... - Młoda przekrzywia głowę. - Większe niż twoje.
- Poczekaj - mówię zdecydowanie. 
Wadery patrzą na mnie zaciekawione. Znajduję kawałek ziemi i przyciskam łapę.
- Spójrz tu, Hioshi. Czy to takie łapy widziałyście?
Kolorowa podbiega i przygląda się. Potem patrzy na mnie i kręci głową przecząco. 
Wzdycham.
Swoją łapę odciska również Kitsune. I, stety lub nie, również kręci głową przecząco. Biorę głęboki wdech, zamykam oczy. 
Wypuszczam powietrze. O ranyyyyyyyyyyyy...
- Ey, Yanan. W porządku? - pyta cicho Kitsune.
Otwieram oczy i mrużę je, nagle słońce mi przeszkadza. Wszystko mi przeszkadza...
- Tak, jasne. Wiecie... ja chyba muszę się przejść. Dajcie mi trochę czasu, to nie jest takie... Ehhh - mruczę wpatrując się w swoje łapy i odciski na ziemi.
- N-no, dobrze - odpowiada Kitsune.
Wypruwam do lasu. Biegnę najszybciej jak się da, ile mam siły. Nie chcę widzieć damulki kąpiącej się w wodzie. Wnerwia mnie, jak ona mnie wnerwia!!!
Nie chcę widzieć Hioshi - jest taka radosna i pogodna... Taka słodka i niewinna... O, matko, jak ja bym z niej wycisnęła tą słodycz!
A od Kitsune uciekłam tylko dlatego, żeby jej nie skrzywdzić. Nie wiem co mi jest, ale czuję nieodpartą chęć zrobienia czegoś okropnego i czuję, że nie powinnam ale to uczucie jest tak silne, że mnie wzmacnia i... O matko, chcę tego więcej!!!
Biegnę więc dalej, jeszcze szybciej. Jakbym leciała...Wbiegam po kamienistym stoku, jestem przy którejś granicy, nie wiem od której strony... Znam tą okolicę jak własne kolczyki, do cholery to po co biegnę?! Po co szukam? Po co na siłę próbuję sobie udowodnić, że coś tam będzie, że coś przeoczyłam...
Zatrzymuję się gwałtownie, na dźwięk szmeru. Rozmowy? Nie, co ja pieprzę! Nie mogę słyszeć rozmowy, przecież wadery zostały daleko w tyle, przy Wschodnim Wodospadzie... 
A jednak słyszę tą cholerną rozmowę! Mrużę oczy i obniżam się na łapach.
- Dzień dobry Night - mówi ktoś. 
Kurdę, gdzie ten ktoś jest? Nic nie widzę, oprócz tych cholernych głazów i... Zaraz! Tam! Jaskinia... Nigdy nie spałam w środku ani nic, ale wiem że tam jest! Nosz w mordę kopaną!
Idę cichutko w stronę wejścia, ledwo oddycham, stąpam ostrożnie, żeby nie zrzucić żadnego kamyka. Staję tuż przy wejściu. Wychylam łeb w stronę dziury i zaglądam prawym okiem do środka. 
"JAK TO SIĘ STAŁO, DO JASNEJ CIASNEJ, ŻE WIDZĘ TU DWA WILKI?! Czy ktoś mi to wytłumaczy?!", mam ochotę tak się wydrzeć, żeby mnie za górami usłyszeli. Jednak otwieram tylko szerzej oczy i nachylam się trochę bardziej... Przez co nieuważnie potrącam łapą kamyk. No, dobra kamol wielki, syczę bo przecięłam nim pół kończyny, posyłając go w dół zbocza. Tym samym sprawiając, że wilki wiedzą o mojej obecności.
- Co to było? - mówi jeden.
- No, na pewno nie ja. 
- Poczekaj, sprawdzę.
Jeden z nich faktycznie tu idzie, słyszę jego kroki. Udaje mi się wskoczyć na "dach" jaskini zanim postać wychodzi na zewnątrz. Patrzę na nią, a raczej na niego, jak się domyślam po budowie. Ja nie mogę! Najprawdziwszy w świecie basior! Hym, nie różni się ode mnie aż tak bardzo jak bym podejrzewała...
Oooooooo, no nie! Podczas gdy on wącha i rozgląda się, ja zauważam że podczas skoku zgubiłam kolczyk, który leży tuż pod nosem tego tu. Dobrze, że krew z łapy cieknie dopiero teraz, bo zostawiłabym ślady. Trochę piecze, ale ile to razy już się skaleczyłam?! 
Idź sobie, idź!, myślę. No dalej, chcę mojego kolczyka!
Basior jakby wyczuł moje prośby i wszedł z powrotem do jaskini. Odczekałam chwilkę aż zsunęłam się trochę i zapierając się tylnymi łapami o mocny głaz, zawisłam na "dachu" wyciągając łapę po koczyk. Przygryzam język, wykręcam się, ale brakuje mi troszkę do kolczyka. Wzdycham ciężko... Po czym nagle ląduję grzbietem na kamieniach. Tuż pod łapami owego basiora, który przygląda mi się skrzywiony.
Uśmiecham się szeroko.
- No cześć - mówię.
<Wade? Nightmare? Wybaczcie, że wam tak wpadłam, ale musimy sie już jakoś spotkać w jednym miejscu, żeby ogarnąć ;) >

czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Duchess (CD Hioshi) - Znów Piękna!

        Wyobraźcie sobie najgorszą rzecz jaka wam się kiedykolwiek przytrafiła. Już? Dobrze, teraz pomieszajcie ją z kolejną okropną rzeczą. A teraz... Powiększcie swój gniew, żal, smutek... O parę razy. No, to już wiecie jak się czuła nasza dama Duchess po okropnym wypadku w błocie. Mimo, że nie znała błota, już w momencie kiedy ujrzała, że tak okropnie zabrudziło jej śnieżnobiałe futerko znienawidziła maź. Szlochała cichutko przez całą drogę - najpierw nie mogła zrozumieć, dlaczego woda płynie jej z oczu ale potem uznała, że to wynik tego, że jest w tak opłakanym stanie i jej ciało próbuje się oczyścić. Oczywiście, dwie białe krechy na policzkach - to jedyne miejsca gdzie widać było naturalny kolor białej. 

****

        Kiedy już padły na ziemię, zmiecione siłą pędu Yanan, Duchess wylądowała na samym dole, na niej leżała jakaś "szara, twarda i koścista brutalka" - czyli Yan - a na samej górze leciutka Hioshi. Ponieważ jednak szara chciała wstać, Hioshi sturlała się z niej, a po chwili wzleciała niewiele ponad ziemię, tuż nad głowę Yanan. Zielonooka przekręciła się na bok, by nie leżeć już na czymś kościstym i jęczącym - Duchess - i otworzyła oczy. Pisnęła cicho, zagłuszyła ją na szczęście śmiejąca się cały czas Kitsune. Pisnęła, bo zobaczyła nad sobą dziwne stworzonko - niby wilk ale ze skrzydłami i taki... Kolorowy miejscami ale spora ilość błota oblepiała stworka. To coś na czym leżała, okazało się być również wilkiem - całym w błocie i tylko dwie białe kreski raziły bielą. Tymczasem Duchess wstała koślawo, jęcząc i wyprostowała się dumnie, jakby całe zajście nie miało miejsca.
- Czeeeeeść, jestem Hoshi, a Tyy? - zadała pytanie Hioshi, uśmiechając się szeroko i kierując je do szarej twardej wadery. 
Ta przymrużyła lekko oczy, jęknęła i podniosła się, po czym otrzepała.
- Jestem Yanan. - Jej pyszczek rozjaśnił promienny uśmiech. "Och, no nie! Co to za uśmiech? Taki krzywy i... Nie wydaje się szczerze miły..." - A Ty? Jak Ci na imię? - Skierowała pytanie do Duchess.
- Duchess...- Wymamrotała nasza dama z wyraźnie wymuszonym uśmiechem. 
Jak tu się uśmiechać do czegoś, co śmiało cię najpierw zwalić z łap - dosłownie - a potem zgnieść i zmierzwić futerko.
- Miło mi Was poznać, strasznie przepraszam za to przed chwilą! Ale to wina kogoś... - Jej wypowiedź nagle przerwał głośny śmiech. 
Tuż obok wader znalazła się nagle czarna jak noc, lisopodobna wadera - Kitsune. 
"A to co takiego? I jeszcze się śmieje? Hympffff, co za maniery!", pomyślała nasza Duchess, mierząc wzrokiem stworzenie.
- P-przepraszam, nazywam się Kitsune. - Wydusiła po chwili, gdy przestała się śmiać. 
"Nareszcie, powinna nas gorąco przepraszać za takie zachowanie. Kto to widział? Śmiać się z czyjejś krzywdy."
- Mieszkacie tutaj?! - zapytała nagle Hioshi patrząc na wilczyce z nadzieją - Wiecie gdzie jest moja rodzina? Gdzie mieszkam? Jak się tutaj znalazłam? - zasypała je gradem pytań. Obie patrzały na nią zaskoczone. Duchess oczywiście, unosząc się dumą i pamiętając co wcześniej uczyniła ta młoda istotka, wzrok miała zimny i rozglądała się spokojnie, wypatrując wody - No i... Czy jest tu jakieś miłe miejsce na kąpiel? - dodała ze skruchą kolorowa, co podniosło nieco ego naszej białej ślicznotki. 
- Jasne, że jest. Chociażby tu! - prychnęła Yanan i wskazała łapą za siebie. 
- Tak, właśnie. Co wam się stało? I... Skąd przyszłyście? - wtrąciła się Kitsune. 
Duchess wywróciła oczami - jak można być tak namolnym? Nie zwracając uwagi na resztę rozmowy, nieciekawej jak uważała, podążyła dumnie z głową uniesioną wysoko i przymkniętymi oczkami w stronę wody. Zmoczyła najpierw jedną łapkę, by sprawdzić jaka jest woda, a potem zanurzyła się lekko w wodzie, zapominając o całym świecie. Obserwowała jak błoto spływa i ukazuje jej piękny kolor futerka. Uśmiechnęła się promiennie i westchnęła z rozkoszą. 

<CD w opku od Yananki ;) >

środa, 26 sierpnia 2015

Od Hoshi (CD. Kitsune i Duchess) - Błoto!

        Dzielnie i wesoło podskakiwałyśmy naprzód (to znaczy ja podskakiwałam, bo Biała Piękność wolała wlec się za mną) rozmawiając przy tym o otaczającym nas świecie. Tematy trochę nam się nie kleiły, bo zazwyczaj miałyśmy zupełnie odmienne zdania. Na przykład jeśli chodzi o błoto, ja uważam, że błoto jest super, a tarzanie się w nim to wielka frajda! Natomiast Duchess brzydzi się nim i unika go na wszelkie sposoby, przez co często musiałyśmy nadkładać drogi.
- O! Spójrz! To ślad wilka! KOLEJNY! - Krzyknęłam uradowana.
- Faktycznie. Ale może udamy się w tamtą stronę tą dróżką, jestem pewna, że obejdziemy tę wielką kałużę błota bezpiecznie.
- Tędy będzie szybciej! No już, nie bój się tak! Błoto jest F-A-J-N-E! - Krzyknęłam znowu, tym razem tracąc cierpliwość i siłą pociągnęłam waderę za sobą. Zapierała się ze wszystkich sił co skutkowało soczystym plaśnięciem w błoto przez nas obie.
- Hahahaha! Teraz jesteśmy całe brudne! - Wybuchnęłam głośnym śmiechem otrzepując się z nadmiaru mulistej cieczy i wyskakując na suchy grunt. 
Biała Piękność tylko pisnęła głośno i prawie się rozpłakała. Biała? Zaraz, teraz w ogóle nawet nie przypomina białej! Bez słowa wyszła z kałuży i ruszyła twardo przed siebie, nawet na mnie nie spojrzała. Ruszyłam za nią w podskokach i zaśmiałam się znowu. Zero reakcji, łzy w oczach, idzie do przodu.
- Obraziłaś się? - Zapytałam po chwili milczenia robiąc przy tym najbardziej uroczą szczenięcą mordkę na jaką było mnie stać. 
Nie otrzymałam odpowiedzi. Ch-chyba naprawdę się zezłościła... Przestałam podskakiwać i szłam obok w milczeniu. Nagle poczułam jakiś dziwny zapach, Duchess chyba też bo zastrzygła uszami jakby czegoś nasłuchiwała, ja podniosłam łepek w górę i zaczęłam węszyć w powietrzu. Obie zatrzymałyśmy się nagle jak wryte, gdy ujrzałyśmy pędzącą na nas z zawrotną prędkością szarą, puszystą kulkę. Nim zorientowałyśmy się co to tak w ogóle jest, leżałyśmy poturbowane na ziemi. Myślę, że Białej Piękności popsuło to jeszcze bardziej humor. Ja natomiast cicho jęknęłam podnosząc pyszczek z ziemi i rozglądając się dookoła. Obok mnie leżała obca wadera! Otworzyła oczy i pisnęła zaskoczona widząc nad sobą motylo-podobnego, oblepionego błotem wilka, którym byłam ja. Duchess podniosła się koślawo na trzęsących łapach, po czym z trudem złapała równowagę i wyprostowała się.
- Czeeeeeść, jestem Hoshi, a Tyy? - Zapytałam "nowej" z szerokim uśmiechem. Ta przymrużyła lekko oczy, jęknęła i podniosła się, po czym otrzepała.
- Jestem Yanan. - Jej pyszczek rozjaśnił promienny uśmiech. - A Ty? Jak Ci na imię? - Skierowała pytanie do białej wilczycy.
- Duchess...- Wymamrotała z wyraźnie wymuszonym uśmiechem.
- Miło mi Was poznać, strasznie przepraszam za to przed chwilą! Ale to wina kogoś... - Jej wypowiedź nagle przerwał głośny śmiech. 
Tuż obok nas znalazła się nagle czarna jak noc, lisopodobna wadera. Jakim cudem nie zauważyłam jej wcześniej?! Przecież śmiała się tak głośno.
- P-przepraszam, nazywam się Kitsune. - Wydusiła po chwili, gdy przestała się śmiać. 
Wydała mi się bardzo sympatyczną osobą.
- Mieszkacie tutaj?! - Zapytałam nagle patrząc na wilczyce z nadzieją - Wiecie gdzie jest moja rodzina? Gdzie mieszkam? Jak się tutaj znalazłam? - Zasypałam je gradem pytań, tak jak to ja miałam w zwyczaju. Obie patrzały na mnie zaskoczone. Kątem oka dostrzegłam Duchess i przypomniałam sobie, że jest na mnie zła. Bardzo zła - No i... Czy jest tu jakieś miłe miejsce na kąpiel? - dodałam z nadzieją na pogodzenie się z Białą Pięknością. 
Może i się różnimy, ale jesteśmy przyjaciółkami, powinnyśmy się wspierać!


< Duchess? Yanan? Kitsune?>

wtorek, 25 sierpnia 2015

Od Wade'a (CD Nightmare) - Sen

        - Obawiam się, że to co ty - odparł basior drapiąc się tylną łapą za uchem.
- Zwiedzasz? - przypomniała Nightmare.
- Też nie wiem.
Dziewczyna wydawała się zszokowana tą informacją.
- W sensie...Straciłeś pamięć?
Wade przestał się drapać. Spojrzał na waderę podnosząc jedną brew.
- Skąd to wiesz? - zapytał.
~~ JASNOWIDZ! ~ zachłysnął się Drugi (gdyby wymysł umysłu mógł się zachłysnąć, ale pomińmy to niedociągnięcie).
~ Zamknij się kretynie, nikt na świecie nie umie przepowiadać przyszłości ~ sprostował go Pierwszy.
~~ A jesteś pewien?
Pierwszy milczał.
~~ WIEDZIAŁEM!
Wade tymczasem starał się skupić na rozmowie z Nightmare. Z dwoma wrzeszczącymi głosami w głowie jest to dość trudne.
- T-ty... - zaczęła zaskoczona wadera. Z jej głosu dało się słyszeć wyraźną ulgę. - Ty też?!
- No ba! - basior uśmiechnął się głupkowato po czym zmarszczył ponownie brwi - Ale co ja też?
- Czy też straciłeś pamięć - wilczyca wywróciła oczami lekko zirytowana rozproszoną uwagą samca.
- Ahaaa...A rzeczywiście, chyba straciłem...Co to pamięć? - Wade powrócił do drapania się za uchem.
- Słuchasz ty mnie w ogóle? - warknęła zirytowana Nightmare czekając, aż basior łaskawie skończy i skupi się na rozmowie.
- Pewnie, pewnie - odpowiedział chłopak kręcąc głową za odlatującą muchą.
Ciekawe gdzie ten owad tak...
~ WADE! ~ Pierwszy ostatecznie wyrwał go z rozmyślań o życiu siatkoskrzydłych. ~ Wypadałoby posłuchać tej damy...
~~ A może da ci buziaka!
- Emmm...Do czego się tak szczerzysz? - zapytała niepewnie wadera obserwując dziwne zachowanie basiora.
„Chyba się rozmarzyłem”, pomyślał Wade.
Trzepnął się łapą w pysk, by doprowadzić mózg do porządku. Zdziwiona Nightmare chyba zaczęła się zastanawiać czy aby na pewno dobrze zrobiła nawiązując z szarym dłuższą konwersację.
- Wybacz, zabłądziłem gdzieś myślami - wilk uśmiechnął się już bardziej normalnie.
- Zawsze tak masz? - zapytała wadera mając na myśli cios, który basior wymierzył we własny pysk.
- Tylko we wtorki - wyjaśnił.
~ Akurat...
- To co? Może pozwiedzamy razem? - zaproponował czerwonooki.

^^^

        Włóczyli się tak całkiem długo. Nightmare chyba nie widziała problemu w towarzystwie obcego basiora. Wade miał dziwne wrażenie, że dawniej, zanim utracił pamięć, wadery w jego towarzystwie zachowywały się inaczej. Pierwszy uprzedzając pytanie wtrącił swoje trzy grosze:
~ Masz szczęście. Trafiła ci się dziewczyna z Alzhaimerem. Wszelkie normalne panny nie wytrzymałyby w twoim towarzystwie.
~~ No coś ty! Jak można nie kochać Wade'a?
~ Żebyś się nie zdziwił...
- Chyba powinniśmy odpocząć tutaj - powiedziała nagle Nightmare i zniknęła Wade'owi z oczu.
Basior zaskoczony podszedł do ściany, która pochłonęła jego piękną towarzyszkę. Zawarczał wrogo w stronę ciemnej skały... I wtedy w mroku znikąd pojawiły się złote oczy czarno-białej.
- Co ty robisz? - zapytała - Nie wygłupiaj się tylko wchodź.
Basior postąpił krok za znikającym błyskiem złotych oczu. Odważył się i przebrnął przez mroki jaskini, by zaraz potem skamienieć pod wrażeniem wnętrza. Przestronna grota z jednej strony była niemal zupełnie otwarta, tworząc bardziej wnękę niż norę, nadając pomieszczeniu wrażenie przestronności. W dół opadał ostro kamienisty stok. Las rozpościerał się na całej długości horyzontu. Za drzewami zaczęło zachodzić słońce.
- Łał - wypalił z rozdziawioną w szerokim uśmiechu paszczą.
Wtedy ku zaskoczeniu Nightmare basior zniknął w niebieskim rozbłysku i pojawił się z głuchym trzaskiem przy krawędzi ,,okna". Odskoczyła lekko. Nie umknęło to uwadze Wade'a, który spojrzał na nią równie zdziwiony co ona.
- Coś się stało? - zapytał.
- Ja-ja-jak ty to zrobiłeś?! - wadera patrzyła to na szarego to na miejsce gdzie stał kilka sekund temu.
- Chodzi ci o teleportację? Ty tak nie umiesz?
- No...Chyba nie.
- Meh, dobrze wiedzieć, że mam nie tylko w głowie nie po kolei - basior przewalił się na bok z ulgą. - Dobranoc.
~~ Dobranoc!
~ To nie było do ciebie!
- Dobranoc - odpowiedziała Nightmare. Przez moment Wade'owi wydawało się, że dziewczynie to słowo z trudem przeszło przez gardło.
Sam szybko przekonał się, że sen nie zawsze jest taki przyjemny.

..

        Było zimno. Jedyne ciepło biło od krwi. Krwi barwiącej śnieg, gęsto padający z czarnego nieba. Jego krwi.
Wade ciężko oddychał. Leżał na lewym boku. Jedno z oczu cały czas zalewała krew ze świeżych, palących ranek wyrytych wokół oczu basiora. Wierzchy łap również paliły bólem, jakby noże dalej w nich ryły ślady wiecznej hańby.
Basior stęknął. Spojrzał prawym okiem na stojącą nad nim postać. Pomóż mi, kretynie...
Rogaty wilk patrzył na niego bez żadnych emocji. Nie obchodziły go cierpienia szarego basiora. Srebrny kolczyk zalśnił w świetle księżyca.
- Sam to na siebie ściągnąłeś, Cora - powiedział wypranym z uczuć głosem.
Odwrócił się. Odszedł. Tak po prostu.
Wracaj, ty parszywy diable! Powinieneś dzielić mój los...
Szary jednak nie mógł wydać z siebie głosu. Upiory żlebowe dobierały się do jego umysłu. Wyniszczały go. Basior niemal czuł swoje jestestwo, rozdzierane na części, ogarniane przez czyste szaleństwo. Tracił zmysły w agonii. Wilk nie był już dawnym sobą. Nie był walecznym Kovą. Nie był nawet tchórzliwym Corą. Był...Był już Wade'em.

        Basior obudził się gwałtownie. Oddychał ciężko, jego łapy drżały, a głowę rozsadzał ból, jakby żywcem wyrwany z przeżytego koszmaru. Jęknął i spojrzał w stronę Nightmare. Na szczęście dalej spała. Tymczasem słońce zaczynało wschodzić.
- Co to było... - powiedział sam do siebie basior odruchowo drapiąc się po bliznach na lewej łapie.
Czy to było...Wspomnienie? Wydawało się zbyt żywe na zwykły koszmar. I ten ból...Ale kim był tamten czarny basior? To on grał na jego łapach w ,,Kółko i krzyżyk"? A jeśli tak to dlaczego? I te niezrozumiałe nazwy...Kova, Cora, upiór żlebowy...O co w tym wszystkim chodzi?
~~ Uuu, twój mózg przypomina papkę ryżową ~ wtrącił się Drugi.
- I tak się czuję - przyznał Wade - Ej, widzieliście ten mój sen, prawda? Możecie mi coś z niego wyjaśnić?
~ Raczej niewiele ~ westchnął Pierwszy.
- Ten basior...Nazwał mnie ,,Cora". Co to znaczy?
~ ,,Złodziej".
- A to skąd wiesz?
~ Ty musiałeś to kiedyś wiedzieć, więc ja to wiem.
- A ,,Kova"?
~~ ,,Twardy". Fajnie brzmi, prawda? ~ wypalił Drugi. ~ Przemianujmy cię na Kova, dobrze? Prooooszę!
Nagle Wade usłyszał głębokie ziewnięcie. Obrócił się w stronę Nightmare. Wadera przeciągnęła się i zamlaskała kilka razy.
- Dzień dobry Night - przywitał się Kova bezbłędnie ukrywając swoje poprzednie przerażenie, jakby jego sen w ogóle nie zagościł u niego tej nocy.


Nightmare? Gotowa na podróż z wariatem? ^^

piątek, 21 sierpnia 2015

Od Kitsune (C.D. Yanan i Duchess) - Zemsta

        „Ha, należę do watahy, kto by pomyslał.”, ucieszła się, a jej zielone oczy zabłysły radosnymi iskierkami, w końcu skończyły się jej dni tułaczki, samotności i gadania ze samą sobą w tym prawie nieznanym jej wrogim świecie.
- Tak więc, prowadź mnie dalej po tych bezpamiętnych terenach, Alfo. – powiedziała wyniosłym głosem z poważną miną, jednak mały uśmieszek tańczył jej na ustach, a Yanan zaśmiała się widząc tą na wpół roześmianą powagę.
- Już się robi... Betto. – zielonooka puściła jej oczko, a ślepia Kit rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Żartujesz se, nie? – dopytała nie mogąc uwierzyć, że dostała miano Betty, drugiej najważniejszej rangi w stadzie (z tego co mówiła Księga).
- No przecież, że nie! – spoważniała towarzyszka – Przecież to my stworzyłyśmy to stado i nadałyśmy mu nazwę, należy ci się. – posłała jej rozradowany uśmiech, a Kitsune dumnie wypięła pierś i zamerdała ogonem niczym szczeniak.
- Skoro tak uważasz. – odwzajemniła jej wyszczerz – Trzeba...
- PATRZ! – wrzasnęła nagle Yanan i aż naskoczyła na lisowatą, żeby lepiej przyjżeć się temu co miała za plecami (a zasłaniała jej dyńka towarzyszki), tyle że ta wzięta z zaskoczenia nie utrzymała równowagi i runęła na ziemię przygnieciona szarą wilczycą, która deptała jej po głowie.
- Ny mmm jyk! – warknęła zirytowana nie mogąc otworzyć pyska pod naporem na jej łeb.
- Wilki! – powiedziała przenikliwym szptem, jakby była to jakaś wielka tajemnica.
- Cholera, złaź! – warknęła Kitsune, podnosząc głowę (co zbiło Yanan z równowagi) a ciało okręciła ile mogła, żeby wysadzić dziewczynie kopniaka w brzuch (nie tak brutalnego jakbyście pomyśleli... Taki przyjazno-wredny-średnio-bolący kop).
Alfę odrzuciło do tyłu. Wszelkie prawa fizyki pozwoliłyby jej się tam zatrzymać, gdyby nie spad, na który natrafiła. A grawitacja, jak pewnie wszystkim wiadomo, w zmowie z fizą jest bezlitosna. Wilczycy tylne łapy przeleciały nad głową ciągnąc za sobą tułowie, kark oraz głowę. Waderka, która mimowolnie przybrała kształ koślawej kulki, nabierając impetu sturlała się ze spadu prosto na nowo przybyłe wilki, które zanim zauwarzyły co się dzieje zostały zmiecione z nóg i w plątaninie łap, ogonów, głów oraz ciał trzy zwierzaki rozplaskały się na, już prostej, polanie ze światem wirującym przed oczyma i Kitsune zrywającą boki ze śmiechu...


Duchess? Hoshi? Yanan? XD